Ech.. >> środa, 21 stycznia 2009 19:16:00
Koniec.
Przecież to było takie oczywiste... Tyle czasu nic nie pisałam, a jednak boli. Chciałam dokończyć to opowiadanie, ale zabrakło weny, czasu, chęci..
Teraz nie potrafię do niego powrócić....
Ta historia wydaje mi się tak odległa, tak przedawniona...
Koniec miał być zaskakujący, ale końca wogóle nie będzie.
Przepraszam.
Spróbuję jeszcze raz.
Całkiem inaczej, ale też w tym temacie.
Jeśli macie ochotę... Zapraszam
http://with-hope.mylog.pl
komentarze [2]Że co?! >> piątek, 25 lipica 2008 18:04:28
Zapraszam na newsa;))
Dodaję go przed samym wyjazdem, przez trzy tygodnie nie będę odpisywała na wasze komentarze, gdyż nie będę miała dostępu do myloga.
Wracam około 16 sierpnia:))
Kolajna notka pojawi się pod koniec sierpnia;))
-Śpisz?- rozległ się cichy szept tuż nad moim uchem
-Yhym- mruknęłam półprzytomnie. Od dłużej chwili już nie spałam, ale nie miałam zamiaru otwierać oczy. Było mi cudownie ciepło, tylko ten okropny szum dochodzący ze wszystkich stron przyprawiał mnie o lekki ból głowy
-Ktoś ma kaca- rozległ się śmiech Wiktora. W tym momencie całkowicie się rozbudziłam. Co Wiktor robi z nami w łóżku!? Otworzyłam oczy i ku swojemu bezgranicznemu zdziwieniu zorientowałam się że jesteśmy na plaży!!
-Co jest?- spytał wyraźnie rozbawiony Draco
-Nic- mruknęłam strzepując piach z policzka- Zupełnie nic
-To my idziemy- Lisa uśmiechała się pobłażliwie, zerkając na Wiktora- Widzimy się w domu- rzuciła na koc klucze. Miałam niejasne przeczucie że coś mnie ominęło. A zresztą nie mam pojęcia co się dzieje! Co to miało być? To wszystko było snem? Ale to dziwne.. bo z klubu wyszliśmy razem, to jeszcze pamiętam. Film wyłączył się mniej więcej pod prysznicem. Co się stało potem? Muszę sobie to koniecznie przypomnieć. Z powrotem opadłam na koc i patrzyłam jak Wiktor i Lisa oddalają się w stronę wyjścia z plaży. Cholera! Mogłam tyle nie pić! Impreza była naprawdę niezła, wszyscy bawiliśmy się do samego rana. Ale jak widać tylko ja tak „dokończyłam” tą noc. Muszę o tym jak najszybciej zapomnieć, bo znając mnie wyjdzie z tego jakaś grubsza afera.
-Na pewno wszystko gra?- Draco usiadł obok mnie
-Taaak- mruknęłam nawet nie podnosząc wzroku
-A co to były za uśmiechy, co?- zapytał przyglądając mi się z ukosa
-Jakie znów uśmiechy?- spojrzałam na niego lekko zirytowana. Sama nie wiem czemu fakt, że to wszystko było snem, tak działa mi na nerwy.
-Cały czas uśmiechałaś się przez sen- wyjaśnił- A spałaś bite trzy godziny, plecy Cię nie pieką?
-Nie, nie pieką- bąknęłam- A co do snu to nie pamiętam co mi się śniło- skłamałam- Pewnie jakieś głupoty…
-Szkoda, chętnie bym posłuchał- zaśmiał się, a ja zamarłam. Przecież już kilka razy czytał mi w myślach, a przed chwilą jakoś nie specjalnie się przed tym broniłam! Ale przecież obiecał że nie będzie tego robił… Wolałam trzymać się tej wersji…
-Podasz mi olejek?- zejść na inny temat- pomyślałam- Bezpieczniejszy temat.
-Leży obok Ciebie- spojrzał na mnie uważnie- Jesteś pewna że nic Ci nie jest? Zazwyczaj nie jesteś aż tak roztargniona…
-Aż tak?!- spojrzałam na niego ze złością. Cholerny sen!
-Miona spokojnie- zaśmiał się unosząc ręce w obronnym geście- Przepraszam
-Wybaczam- uśmiechnęłam się lekko i sięgnęłam po olejek. Temat snu zszedł na dalszy tor i tak miało być. Odkręciłam buteleczkę i nasmarowałam sobie nogi i brzuch, czułam że plecy pieką mnie co raz bardziej. Chyba za mocno je sobie opaliłam.. Ale śmieszne, spanie na pełnym słońcu to nie zbyt dobry pomysł. Ale wczorajszy wieczór mnie wykończył. Do rezydencji Wiktora wróciliśmy dopiero koło 5 nad ranem, i rzeczywiście! Każde z nas poszło do swojej sypiali! Czemu wcześniej o tym nie pamiętałam? Nigdy więcej alkoholu! W szczególności drinków! Więcej nie dam się na to namówić o nie eee, to nie na moją biedną głowę. Ale swoją drogą to był bardzo realistyczny sen! Wszystko takie realne, prawie na wyciągnięcie ręki.. Dobrze że nie gadałam przez sen.. Ginny twierdzi, ze czasem mi się to zdarza… Mam nadzieję że tym razem tak nie było… Moja głupota dziś osiągnęła swoje apogeum! Jak mogłam nie pamiętać, ze szliśmy na plażę!! Idiotyzm! Przecież rano wszystko było ok. razem, we czwórkę zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na plażę! Ale ja musiałam zasnąć i śnić takie sny.. Nie oszukujmy się, ale nie mające się szansy nigdy spełnić.. A szkoda.. Ale zaraz, zaraz… To co działo się wczoraj nie było snem.. A przecież ze sobą flirtowaliśmy.. i to ostro..
-Naprawdę plecy Cię nie pieką?- z rozmyślań wyrwał mnie głos chłopaka- Wyglądają na dość spalone…
-Może troszeczkę- mruknęłam nabierając oliwki na palce i dość nieudolnie, próbując posmarować sobie plecy
-Zaproponowałbym pomoc, ale pewnie na mnie naskoczysz..- zaśmiał się
-Możesz zaproponować, nie obrażę się- spojrzałam na niego
-Jesteś pewna?- nieznacznie przysunął się bliżej mnie
-Posmarujesz mi plecy?- zapytałam z najładniejszym uśmiechem, na jaki mnie było w danej chwili stać
-A co będę z tego miał?- wziął ode mnie olejek
-A co byś chciał?- uśmiechnęłam się wesoło, bo zapowiadało się na kolejny flirt, co akurat bardzo mi pasowało
-Ty już dobrze wiesz co- zaśmiał się smarując mi plecy. Nie powiem, było to przyjemne, cholernie przyjemne. Mimo nasilającego się bólu pleców, skupiłam się raczej na dotyku jego dłoni -Nie powiesz mi?- spytałam po dłużej chwili
-Musisz zgadnąć- przeszedł do smarowania mojego karku, co wzbudziło u mnie lekki dreszyk
-Ale ja nie mam pojęcia..- uśmiechnęłam się niewinnie
-To może też mnie nasmarujesz?- zaproponował oddając mi olejek
-A co plecki bolą?- zaśmiałam się, odwracając do niego twarzą
-Nie, nie plecy- uśmiechnął się łobuzersko- O tu mnie boli- wskazał na swój tors
-A sam nie możesz?- zaśmiałam się- Nie masz rączek?
-Mam, ale musisz mi się zrewanżować, więc nie wiem na co czekasz- rozłożył się na kocu
-Jesteś okropny- zaśmiałam się siadając mu na biodrach- Nie wierć się Draco
-A będzie bolało?
-Tak, będzie bolało- nałożyłam olejek na dłonie i zaczęłam smarować jego tors
-To ja już nie chcę!- zaczął się wić, co chwila parskając śmiechem- Miona złaź!
-Siedź cicho- krztusiłam się śmiechem, ale nie chciałam dać po sobie poznać, że taka sytuacja mi odpowiada- Chciałeś to masz
-Miona znęcasz się nade mną- jęknął
-Mam przestać?- spojrzałam mu w oczy
-Ani mi się waż!- uspokoił się odrobinę
-Więc bądź grzecznym chłopcem i leż spokojnie- uśmiechnęłam się smarując jego ramiona
-Rozkazujesz mi- powiedział z miną niesłusznie zbitego psa- Ty mnie już chyba wogóle nie kochasz…
-Marudzisz- zaśmiałam się, choć te słowa wywarły na mnie wrażenie. Wiedziałam że to tylko żart, ale taki jakiś.. miły.. i mile mnie połechtał – Oczywiście że dalej Cię kocham
-A naprawdę? –uśmiechnął się zawadiacko
-Na niby- mruknęłam nachylając się, żeby posmarować jego kark
-A już się ucieszyłem, że naprawdę…- szepnął mi prosto do ucha
-Wkurzasz mnie- mruknęłam całując go prosto w usta. W pierwszej chwili wydawał się być zaskoczony, ale po chwili zaczął oddawać kolejne pocałunki. Pomijając fakt, że byliśmy na zatłoczonej plaży, i przykuliśmy uwagę ponad połowy naszych „plażowych sąsiadów”, było bosko. Jakieś dzieciaki stały nam nad głowami i jak zauroczone wpatrywały się w nas wymieniając między sobą jakieś konspiracyjne szepty. Nie wytrzymaliśmy i oboje z Draco, jak na komendę parsknęliśmy śmiechem. Opadłam na koc obok chłopaka i uśmiechnęłam się do rozczarowanych dzieciaków. Mogły mieć najwyżej po 3-4 latka. Dwie dziewczynki i chłopiec. Kiedy zorientowali się że na nich patrzymy czmychnęli do wody, rzucając nam ukradkowe spojrzenia.
-Uwielbiam sprawiać dzieciakom radochę- zaśmiał się Draco
-Wydają się zachwyceni- wskazałam głową na pluskające się dziewczynki, i uciekającego przed nimi chłopca
-Biedak, chyba zaczynam mu współczuć- mruknął przyciągając mnie do siebie
-Niby czemu?
-One są we dwie, a on jeden- uśmiechnął się- Będą pewnie chciały na nim wypróbować nowo zdobytą wiedzę…
-Draco!- trzepnęłam go w ramię- To tylko dzieci!
-Dzieci, dzieci, mnie Parkinson ganiała po parku- mruknął – I jakoś jej nie przeszkadzał fakt że byliśmy dziećmi
-Biedaku- zaśmiałam się gładząc jego policzek- Teraz nie pozwolę jej się do Ciebie zbliżyć, dobrze?
-Jak najbardziej- uśmiechnął się szeroko całując mnie w policzek
-Nie kuś dzieci Draco…
***
Z plaży wróciliśmy koło południa. Wiktor i Lisa już dawno zjedli obiad, ale mimo to podczas posiłku dotrzymali nam towarzystwa. Żadne z nas nie miało planów na wieczór.. Oprócz Wiktora i Lisy. Wybierali się na jakiś koncert, który mnie i Draco nie interesował. Jakiś jazzowy chyba… W sumie na mam nic przeciwko koncertom, ale taka muzyka zupełnie mi nie odpowiada. Pewnie zamiast tego posiedzę w ogrodzie, na cieniu, i będę smarować obolałe plecy. Swoją drogą całkiem miło było na tej plaży, ale te dzieciaki i tak miały największą radochę. Draco się nie pomylił, biedny chłopczyk nie zaznał już ani chwili spokoju. Musiał usiąść przy rodzicach i pożegnać się z beztroskim pluskaniem w wodzie.
-Wiktor zbieraj się!- powiedziała nagle Lisa podrywając się z krzesła
-Mamy jeszcze dwie godziny- Wiktor spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
-Ale musimy zająć dobre miejsca! Chcę dostać autografy, więc musimy stać bardzo blisko sceny. Ruszaj się więc- tanecznym krokiem, nucąc coś pod nosem wyszła z kuchni.
-Już mam dość tego koncertu- mruknął Wiktor niechętnie podnosząc się z miejsca- Naprawdę nie chcecie iść?
-Ja sobie daruję, ale Wy bawcie się dobrze- w głosie Draco usłyszałam nutkę rozbawienia
-Właśnie, i pamiętaj o autografach- zaśmiałam się
-Jesteście gorzej niż okropni!- wstał z krzesła- Cwaniaczki- mruknął z przekąsem, co my skwitowaliśmy zgodnymi uśmiechami.
-Jakieś plany na wieczór?- spytał po chwili Draco odstawiając talerze do zlewu
-Planuję polenić się w ogrodzie i dać odpocząć moim biednym plecom od słońca- zaśmiałam się
-Mądrze, jakby było trzema posmarować je olejkiem to wiesz gdzie mnie szukać- puścił mi oko
-A Ty co planujesz?
-Nie mam zielonego pojęcia, może…
-Wychodzimy!- przerwała mu Lisa- Wrócimy późno
-O ile w ogóle wrócimy- sarkastyczny komentarz Wiktora, na chwilę wytrącił Lisę z równowagi
-Bawcie się dobrze- powiedziała po chwili- A Ty lepiej już wychodź!- zwróciła się do Wiktora. Jeszcze chwilę dało słyszeć się rozmowę. Nie to że podsłuchiwałam, ale rozmawiali dość głośno. Nie wiem czemu, ale uwielbiam słuchać ich rozmów. Są zupełnie różni, a jednak znajdują wspólny język i wydają się ze sobą szczęśliwi.
-Nie dokończyłeś- powiedziałam po chwili patrząc na chłopaka
-Nie mam czego, brak planów- zaśmiał się
-A więc dobrze- uśmiechnęłam się podchodząc do niego- Pójdziesz ze mną do ogrody i nasmarujesz mi plecy, okej?
-Skoro muszę to idę- mruknął przyciągając mnie do siebie- Ale to za chwilę
-Eeeejjj! Puszczaj- zaśmiałam się
-Nie ma mowy- objął mnie w talii- Co my będziemy robić w tym ogrodzie?
-Odpoczywać?
-Zła odpowiedź, próbuj dalej- wymamrotał wprost do mojego ucha
-Nie wiem Draco- jęknęłam- Po prostu nic nie będziemy robić? Poleżymy sobie , możemy poczytać gazety!
-Dobra, skoro się upierasz, ale potem zabieram Cię na kolację..
-A gdzie?- zainteresowałam się
-Tego jeszcze nie wiem- uśmiechnął się lekko- Ale na głównym rynku jest całkiem miła restauracja, o ile nie masz nic przeciwko to tam się wybierzemy
-Pewnie- uśmiechnęłam się odwracając do niego i obejmując jego szyję
-To ja się cieszę- nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Powinnam się przyzwyczaić, że on nieziemsko całuje, ale za każdym razem, nogi uginają się pode mną z wrażenia… -Idziemy do ogrodu- powiedział po dłużej chwili z zadowoleniem wymalowanym na twarzy.
Wakacyjnie pozdrawiam:*
komentarze [27]W klubie >> poniedziałek, 23 czerwca 2008 20:20:06
Heeeejka;*
Pierwszy wakacyjny news;)
Jakieś plany?:D Chwalcie się:))
Pozdrawiam serdecznie;*
Pierwszy tydzień minął niesamowicie szybko. Okazało się że z Draco całkiem nieźle się dogadujemy, i wbrew moim wcześniejszym obawom, nawet się nie kłócimy. Kilka razy towarzyszyłam mu i Wiktorowi w ich treningach. Nie było to może specjalnie ekscytujące, ale zawsze coś. Siadałam sobie na trybunach i obserwowałam ich wyczyny, albo po porostu się opalałam. Nareszcie poznałam tez Lisę. Okazała się być dość miłą osobą, choć na samym początku niezbyt ją polubiłam. Ogółem przyznam szczerze, że pierwsze wrażenie nie było zbyt miłe. Ale na szczęście zbyt pochopnie ją oceniłam. Myślałam że jest pustą laleczką, a okazała się być miła i sympatyczna. Byłyśmy razem na zakupach i świetnie bawiłam się w jej towarzystwie, całkowicie zmieniając o niej zdanie. Świetnie zna angielski, ponieważ jej rodzice pochodzą a Anglii. Potrafi rozśmieszyć, ale i pomóc. W ten piątkowy wieczór wszyscy razem mieliśmy wybrać się do knajpki. Draco i Wiktor wcześniej zakończyli swój trening, a ja z Lisą przygotowywałyśmy się prawie całe popołudnie. Nie wiem czemu, ale chciałam wyglądać ładnie. Podświadomie czułam że coś się wydarzy. Może poznam jakichś fajnych ludzi? Przerzucałam ciuchy z szafek na podłogę i powrotem=) Nie mogłam nic wybrać.. Po prawie godzinie „poszukiwań” zdecydował się na czarną sukienkę na ramiączkach. Do tego założyłam swój ulubiony łańcuszek z aniołkiem. W sumie chyba nie powinnam go zakładać. W końcu dostałam go od…Draco! Ale naprawdę go polubiłam! A dodatkowo idealnie pasuje do kolczyków. Zresztą Draco nic nie mówił na ten temat, jakby zapomniał o całej sprawie. To przeważyło sprawę. Zapięłam łańcuszek i dokończyłam makijaż. Nie chciałam aby był zbyt mocny, więc darowałam sobie ciemne kolory. Na powieki nałożyłam delikatny, beżowy cień, policzki musnęłam różem, a usta przejechałam błyszczkiem, który w pośpiechu wrzuciłam do torebki. Czy mam wszystko?!- myślałam w panice- Chusteczki? Są! Błyszczyk? Jest! Portfel? Jest! Ok. wszystko jest- uspokojona tą myślą zeszłam na dół, gotowa do wyjścia. Lisa już tam była. Widząc mnie szeroko się uśmiechnęła, bo miała podobną sukienkę.
-Klasyka?- zaśmiała się
-Mała czarna i jest dobrze- uśmiechnęłam się siadając naprzeciw niej.
-To trochę sobie na nich poczekamy- mruknęła po kilku minutach.
-Czemu tak myślisz?- spojrzałam na nią lekko zdziwiona
-Bo Wiktorowi przygotowanie się do wyjścia, zajmuje o wiele dłużej niż mi, a o ile dobrze słyszę dopiero wyszedł spod prysznica...
-Radzę nie narzekać Liso, bo ja już jestem gotowy- Draco usiadł obok mnie na miękkiej, zielonej sofie.
-Ty może tak, ale Wiktor na pewno nie- jęknęła zrozpaczona- Wiktor! Długo jeszcze!?- krzyknęła głośno
-Kochanie 10 minutek dosłownie!!- odkrzyknął z góry chłopak
-Czyli godzina nie nasza- mruknęła sarkastycznie dziewczyna sięgając po czasopismo leżące na szklanym stoliku
-Wierzmy mu na słowo- zaśmiał się Draco, a ja poczułam się strasznie głupio. Ten aniołek na szyi.. to chyba lekka przesada…Chyba powinnam wrócić i go zdjąć…
-Nie znasz go- rozsiadła się w fotelu, zagłębiając się z lekturze.
-Ślicznie wyglądasz- szepnął mi na ucho chłopak, kiedy Lisa na dobre się czytaniem gazety
-Dzięki- mruknęłam równie cicho, czułam że na moje policzki wypływa delikatny rumieniec.
-Ładna zawieszka- uśmiechnął się lekko
-Od Ciebie- spojrzałam mu w oczy
-Cieszę się że Ci się podoba- puścił mi oko
-Wiecie co?!- zaczęła nagle Lisa przypatrując się nam uważnie
-Co takiego?- do salonu wszedł Wiktor
-No spójrz na nich- powiedziała szybko dziewczyna
-Patrzę- zaśmiał się- I co z tego?
-Jaka by z nich była ładna para- westchnęła
-Tyyyy, no rzeczywiście- na twarz Wiktora wypłynął szeroki uśmiech
-Może ich wyswatamy?- rozmawiali ze sobą, a ja czułam ze moje policzki płoną. Czemu wszyscy w koło twierdzą że powinniśmy być parą? Poczułam, że Draco delikatnie puka mnie w ramię. Zdezorientowana spojrzałam na niego:
-Pamiętasz Wieżę Zachodnią?- mruknął cicho wprost do mojego ucha, a ja pokiwałam głową- Mała powtórka z rozrywki?- uśmiechnął się łobuzersko
-Wkręcimy ich?- byłam pewna że źle zrozumiałam. Wiktor i Lisa nawet nie zauważyli, że coś knujemy…
-Tylko troszeczkę, odrobinkę…
-Dobra -odwzajemniłam uśmiech- Skoro odrobinkę to się zgadzam
-A więc.. Chodź tu Skarbie- objął mnie, a ja poczułam się jeszcze bardziej głupio. Najpierw aniołek, potem Lisa uważa że ładna byłaby z nas para, a teraz udajemy parę! Po jaką cholerę ja się zgadzałam.. Tylko narobię sobie kłopotów.. Ale w sumie? Czemu by nie..- przekonywałam samą siebie. Zauważyłam że Lisa z niedowierzaniem przypatruje się rękom Draco na mojej talii. Uśmiechnęłam się lekko patrząc chłopaki w oczy i przytuliłam się do niego. Przyznam że bardzo mi się to spodobało. Poczułam zapach jego perfum.. byłam pewna że się w nim nie zakocham! Ale to było kiedyś.. Teraz powoli przestawałam w to wierzyć, bo wszystko jest na najlepszej drodze, żeby to się właśnie stało.
-Możemy iść?- spytał Wiktor z uniesionymi brwiami
-Jasne- odpowiedzieliśmy z Draco jednocześnie.
Po kilku chwilach siedzieliśmy razem w jednej z knajpek na Starym Mieście. Muszę przyznać że bardzo mi się tam podobało. W środku było tylko kilka osób. Zajęliśmy stolik przy ścianie, naprzeciw baru. Mieliśmy doskonały widok na to co dzieje się na sali za to nas zasłaniały ogromne kwiaty, nikt nie mógł się nam przypatrywać. Było mi to na rękę. Wiktor i Lisa poszli po drinki do baru, a ja z Draco zajęliśmy miejsca. Sama nie wiem czemu ale ledwie usiadłam obok chłopaka, automatycznie się do niego przytuliłam. Taki odruch chyba.. Był tym lekko zdziwiony, ale nic nie powiedział. Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Cholera! Chyba się zakochuję! Szybko odrzuciłam od siebie te myśli.
-Nie musisz tak się wczuwać - mruknął Draco po chwili
-Ale chcę -spojrzałam mu w oczy
-Co mam przez to rozumieć?- uniósł brew do góry
-Co tylko chcesz- zaśmiałam się- Interpretacja dowolna
-Naprawdę?- nachylił się lekko, dosłownie stykaliśmy się nosami.
-Yhym- mruknęłam delikatnie.. go całując! A on ten pocałunek odwzajemnił! Nie wiem co mi strzeliło do głowy! Tak wiec ja- Hermiona Granger, siedzę sobie w knajpce i co robię? Całuję się z Draco Malfoyem! No lepiej być nie mogło! I błąd…mogło… W tym właśnie momencie wrócili Wiktor i Lisa.
-Nie przeszkadzajcie sobie- uśmiechnęła się dziewczyna- Przyniosę jakieś przekąski! Wiktor chodź!- pociągnęła go za rękę - Pomożesz mi
-Już idę, idę- nawet nie krył swego zdziwienia brunet. Ale w sumie widział jak zachowywaliśmy się w czwartej klasie. Pewnie nie spodziewał się że coś takiego zobaczy… Zresztą kto by się spodziewał! Na pewno nie ja! Jak oparzona odsunęłam się od Draco, ale Lisa już była przy barze.
-Przepraszam, nie powinnam była- mruknęłam cicho nie wiedząc gdzie podziać wzrok
-Ale mi to nie przeszkadza- zaśmiał się chłopak
-Ale to nie tak- jęknęłam- Nie mogę Cię tak traktować…
-Czyli jak?- przerwał mi
-Sama nie wiem- mruknęłam żałując że w ogóle zgodziłam się gdzieś iść- Nie mogę… no wiesz… Tak się Tobą bawić- wymamrotałam, tak cicho, że sama ledwo się słyszałam.
-A bawisz się mną?- próbował podchwycić mój wzrok, ale nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy
-Nieeee, i nie chcę tego robić
-To dobrze- uśmiechnął się lekko przyciągając mnie do siebie- Zawsze mógłbym się zemścić- zaśmiał się cicho
-Bawiłbyś się mną?- przylgnęłam do niego
-Nieśmiałbym Miona- mruknął całując mnie w czubek głowy
-Masz szczęście- uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy.
-Wasze- Lisa podała nam szklaneczki z drinkami, a na stoliku położyła miseczkę chipsów i słonych orzeszków. Chyba nie zdziwił ich nasz widok, objętych i zadowolonych z siebie. Bo to musze przyznać. Całować się to on umie. Nie zamierzałam tak zakończyć tego wieczoru. Mam zamiar wybornie bawić się w towarzystwie Draco, może troszeczkę poflirtować, kto wie…?
Obudziły mnie promienie słońca bezczelnie świecące mi prosto w oczy. Nie miałam zamiaru otwierać oczu, a co dopiero wstawać! Stłumiłam ziewnięcie i wtuliłam się w poduszkę. Coś mi się nie zgadzało. Ta poduszka była o wiele za wygodna, a po za tym lekko się poruszyła... Z przerażeniem otworzyłam oczy. To nie mój pokój! A bynajmniej nie ten który zajmuję w rezydencji Wiktora! Mój ma jasnoniebieskie ściany, a te są wyraźnie ciemnożółte! Poczułam że robi mi się słabo, w głowie huczały mi tysiące myśli. Próbowałam sobie przypomnieć co stało się wczoraj, ale nie mogła. Bolała mnie głowa i ogółem byłam nieźle zamroczona. Z niepokojem spojrzałam w górę. Jakby nie patrzył leżałam wtulona w Draco, który spał i chyba nie bardzo zdawał sobie sprawę z mojej obecności. Choć nie chyba wiedział że tu jestem. Obejmował mnie w pasie a ja z przerażeniem stwierdziłam że oprócz jego koszulki nie mam na sobie nic innego. Zamknęłam oczy modląc się, żeby był to tylko sen. Opadłam na poduszki i usilnie próbowałam zasnąć. Chyba się udało, może nie spałam mocnym, kamiennym snem, ale na chwilkę przysnęłam. Zabrałam chłopakowi całą kołdrę i się nią okręciłam.
-Hej Skarbie- rozbudził mnie delikatny pocałunek w policzek
-Czyli to nie był sen- wymamrotałam w poduszkę
-Też się cieszę że Ciebie widzę- roześmiał się
-Ale nie w takiej sytuacji- mruknęłam patrząc mu w oczy
-Co jest?- uważnie mi się przyjrzał
-Nie mam pojęcia- mruknęłam- Nie wiem gdzie jestem i co tu robię, ale co gorsze nie mam pojęcia co tu się działo wcześniej!
-Miona, wypiłaś trzy drinki- zdziwił się- Nie mów że nic nie pamiętasz
-Ale ja naprawdę nic nie pamiętam Draco! Gdzie Wiktor i Lisa?- przeraziłam się ze przyłapią nas tutaj
-Nie wiem, nie wrócili na noc- odgarnął grzywkę z mojego czoła- Chcesz wody?
-Chcę- bąknęłam. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze powoli zaczynałam przypominać sobie szczegóły wczorajszego wieczora. Jak razem wygłupialiśmy się na parkiecie. Jak Lisa i Wiktor poszli się „przejść” zostawiając nam klucze… Jak zaczęliśmy się namiętnie całować… Pokręciłam głową i wzięłam od niego szklankę. Powinnam chyba żałować że się z nim przespałam. To zupełnie nie w moim stylu. Upić się ( nawet trzema drinkami) i przespać z jakimś chłopakiem. No może niekoniecznie jakimś, bo przecież się znamy i wogóle…Ale… Nieważne. Czasu nie cofnę, po za tym wcale tego nie żałuję. Teraz kiedy wróciły sceny z poprzedniego wieczora i nocy… Od razu poczułam się lepiej. Odłożyłam szklankę na stolik i przytuliłam do chłopaka:
-Lepiej?- spytał cicho, obejmując mnie w pasie
-O wiele- uśmiechnęłam się
-Pewnie teraz żałujesz?- mruknął, a ja poczułam się dość głupio. Co on teraz o mnie myśli? Kolejna naiwna, która wskoczyła mu do łóżka..
-Nie- powiedziałam hardo- Niczego nie żałuję, tylko muszę jeszcze chwilę poczekać…
-Czekać na co?
-Bo jakoś nie do końca pamiętam jak udało nam się dojść do domu- zaśmiałam się
-Masz dożywotni zakaz picia- wybuchnął śmiechem
-Obiecuję, to był pierwszy i ostatni raz- uśmiechnęłam się mrużąc oczy
-Przydałoby się zasłonić te cholerne słońce- machnął różdżką, a w pokoju od razu zrobiło się ciemniej.
-Zaraz zasnę- powiedziałam przymykając oczy. Autentycznie zachciało mi się spać.
-Nikt Ci nie broni- uśmiechnął się lekko- Bo ja też nie mam nic przeciwko porannej drzemce
-To dobranoc Skarbie- oparłam głowę na jego torsie i zamknęłam oczy
-Dobranoc- padła odpowiedź chłopaka. Po chwili oboje pogrążyliśmy się we śnie.
komentarze [25]Bułgaria.... >> czwartek, 22 maja 2008 18:27:16
Hejka;*
Kolejna notka:))
Mam nadzieję że się spodoba:))
Miesiąc z rodzicami minął strasznie szybko. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, ale dla mnie to i tak za mało. Przekonałam się, jak wiele dla mnie znaczą i jak bardzo ich kocham. Gdyby nie to, że Śmierciożercy planowali na nich atak, pewnie dalej nie zdawałabym sobie z tego sprawy. Oczywiście że wcześniej też ich kochałam, ale wizja tego, iż mogłabym ich stracić wydawała się zawsze odległa… Do czasu. Razem jeździliśmy na wycieczki za miasto, chodzili do kawiarenek czy lodziarni, znów czułam się jak małe dziecko. I przyznam że bardzo mi się to podobało. Zapomniałam o wszystkich zmartwieniach i kłopotach, których trochę się w ubiegłym roku szkolnym uzbierało. Ostatni tydzień lipca to była jedna wielka bieganina i pakowanie. Moja mama ( jak zawsze zresztą) kazała mi się zacząć pakować tydzień przed wyjazdem, a tata dzielnie ją wspierał. Wrzuciłam do torby parę ciuchów, a potem zaczął się chaos. Szukanie stroju kąpielowego, klapek, olejku, balsamu do opalania i tysiąca innych rzeczy, które nagle się zawieruszyły. Latałam po pokoju, a kiedy czegoś nie udawało się znaleźć całą rodziną pakowaliśmy się do samochodu i jechaliśmy do sklepu. Tak więc sami się domyślcie jak to wyglądało. Marzyłam o tym, żeby w spokoju wyłożyć się w ogródku i poleżeć chociaż dziesięć minut na słoneczku. Ale się nie dało. Mama coraz bardziej kręciła nosem na ten wyjazd, co niezmiernie mnie irytowało. Mówiłam jej o propozycji Wiktora już dawno i bez zastrzeżeń się zgodziła. A na kilka dni przed wyjazdem wymyśla problemy. Wygląda na to że do Bułgarii pojadę blada, bo nawet nie mam jak się opalić. Po kolejnej kłótni z mamą, tym razem o to ile toreb powinnam zabrać, nie wytrzymałam. Po prostu zostawiłam ją dyszącą ze złości i wyszłam z domu. Może nie powinnam, w szczególności że to był ostatni dzień przed wyjazdem. Wszystko spakowałam w dwie torby. W jednej same ciuchy, a w drugiej cała masa pierduł. Rzeczy o które prosił mnie Wiktor, drobne prezenty i jakieś gadżety. Mamie się to nie spodobało i stwierdziła że powinnam była spakować się w jedną torbę. Naprawdę próbowałam zrozumieć jej argumenty, ale kiedy stwierdziła że „pewnie jadę tam do jakiegoś chłoptasia, dlatego biorę tyle rzeczy”, odwarknęłam:
-Jadę tam na miesiąc. Nie potrafię chodzi tyle czasu w dwóch bluzkach i jednych spodniach-po czym odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Tata nawet nie zareagował. Chyba przyzwyczaił się do takich kłótni. Szwędałam się po zatłoczonych uliczkach Londynu oglądając przeróżne wystawy. Zaczynało mi się to powoli nudzić… Nie chciałam na razie wracać do domu. Nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie w poszukiwaniu jakiejś małej uliczki. Mijałam śpieszących się gdzieś ludzi, małe dzieci błagające rodziców o kolejne lody.. Nagle skręciłam w mało używaną uliczkę. Właściwie ślepy zaułek. Kilka śmietników, nieprzyjaźnie miauczące koty.. Mugole boją się takich zaułków. Ja jednak weszłam tam pewnym krokiem, rozejrzałam się wokoło, żeby sprawdzić, czy nie ma tu nikogo i teleportowałam się. Znalazłam się na zielonych łąkach. O to mi chodziło. Zauważyłam kilka postaci śmigających na miotłach i grających w Quidditcha. Podeszłam bliżej, ale oni mnie nie zauważyli. Stałam chwilę, przyglądając się grze. Harry był o wiele lepszym szukającym aniżeli ścigającym. Kiedy po raz kolejny opuścił kafla, nie zdobywając gola, krzyknęłam:
-No proszę Potter, nie wiedziałam, że jesteś aż tak słaby!
Chłopak zaskoczony o mało nie spadł z miotły, rozglądając się wokoło z lekko zdezorientowaną miną.
-Na dole!- krzyknęłam krztusząc się ze śmiechu. Wszyscy momentalnie spojrzeli w moją stronę nie kryjąc swojego zaskoczenia
-M-miona? T-ty tutaj?- wydukał Harry
-Wpadłam z krótką wizytą- zaśmiałam się- Mogę?
-Jaaasne! - odpowiedział mi chórek głosów moich przyjaciół. Po chwili wszyscy szliśmy przez zielone pole w kierunku Nory. Zaśmiewaliśmy się, opowiadaliśmy sobie jak spędziliśmy ta cześć wakacji, która powoli dobiega końca. Odpoczywająca w ogrodzie pani Weasley od razu poderwała się z miejsca na nasz widok.
-Jak wy wyglądacie!- ryknęła na Rona, Ginny i bliźniaków- Myc się! Czy wyście całkiem powariowali?! Taplaliście się w błocie czy co?!
-Mamo.. graliśmy- zauważyła nieśmiało Ginny
-Chyba w jakąś błotną grę! Do łazienki marsz!!- krzyknęła na swoje dzieci, po czym zwróciła się do nas - Harry, Kochaneczku, Ciebie też w to wciągnęli..? Idź wyszoruj się… A Ciebie Hermionko- wzięła mnie w ramiona- Dobrze nareszcie widzieć. Mam nadzieję że zostaniesz na obiedzie…? Artur i Charlie zaraz powinni być, a Ty jak zawsze wyglądasz stanowczo za chudo!- pociągnęła mnie w stronę kuchni co Harry skwitował uśmiechem.
-Ale pani Weasley- zaprotestowałam- Ja naprawdę przed chwilą jadłam porządne śniadanie!
-Nie szkodzi Hermionko! Zjesz jeszcze jedno!
-Ale ja naprawdę jestem najedzona…
-To może chociaż kawałek ciasta z lodami?- zmieniła taktykę
-To oczywiście- zaśmiałam się wesoło
-Już szykuję- posadziła mnie przy stole a sama zabrała się za przygotowywanie „posiłku”, po chwili z góry zeszli bliźniacy:
-My też chcemy lody!- zawołał Fred siadając obok mnie
-I ciasto!- do kuchni wpadła Ginny ociekająca wodą- Dla Harrego i Rona też może mama przygotować- uśmiechnęła się do kobiety
-Ty..!- zaczęła pani Weasley, ale po chwili wybuchnęłam śmiechem- Znów to zrobiłaś kochanie, umyłaś włosy szamponem ojca, zobacz się w lustrze..
-O nieeeee!!- wykrzyknęłam przerażona dziewczyna, kiedy na jej głowie pojawiły się dodatkowe loczki
-Mówiłam Ci że przelałam go do zwykłej butelki- pani Weasley podała nam miseczki z lodami i ciastem- Usuń to, tym płynem w czerwonej buteleczce. Loki zaraz znikną.
-Dzięki mamo- mruknęła z przekąsem wracając na górę. Ron który akurat wchodził do kuchni, nie mógł się pohamować i pociągnął ją za jakże „urocze” loczki.
-A gdzie nasze lody?!- wykrzyknął oburzony- Poproszę podwójną porcję mamo!
-A niby z jakiej racji?- spytała jego mama przenikając go wzrokiem
-Bo nasza drużyna wygrała!- powiedział wyraźnie uszczęśliwiony tym faktem- Sam zdobyłem sześć bramek!
-Dobrze, a więc w nagrodę pozmywasz dziś naczynia
-Że co..?!- wykrzyknął zdumiony, a my parsknęliśmy śmiechem.
-Przecież słyszałeś- wzruszyła ramionami. Po chwili wrócili Pan Weasley i Charlie więc wszyscy zostaliśmy zmuszeni do zjedzenia trzydaniowego obiadu. Norze spędziłam przemiłe południe i wieczór. Do domu wróciłam późnym wieczorem w o wiele lepszym humorze. Przeprosiłam mamę za swoje wcześniejsze zachowanie i wyjaśniłam czemu spakowałam się tak a nie inaczej. Widać jej też już przeszło, bo nawet nie dociekała gdzie byłam tyle czasu. Wyjaśniałam tylko, ze jestem porządnie najedzona i zamknęłam się w swoim pokoju. Chciałam się wyspać przed jutrzejszą podróżą.
***
Bułgaria przywitała mnie uroczą ulewą. Teleportowałam się w umówione i miejsce i zdębiałam. Miało być ciepło! Przecież są wakacje a to jest Bułgaria! Oczywiście zgodnie z moim wyobrażeniami na temat pogody ubrałam krótkie spodenki i bluzeczkę na ramiączkach. Ludzie patrzyli na mnie dość dziwnie. Wiktor miał na sobie polar, więc musiałam przy nim wyglądać genialnie. Przywitaliśmy się krótko, bo byłam już cała mokra. Kiedy znaleźliśmy się w jego domu(,a raczej ogromnej willi), a ja już się przebrałam w odpowiednie na taką pogodę ciuchy zaczęliśmy przyjacielską pogawędkę. Byliśmy sami. Dowiedziałam się za to, ze mieszka u niego znajomy, który bierze u niego lekcje Quidditcha. Trochę mnie to zdziwiło, ale będę miała znajomego w swoim wieku. Pierwsza dnia nie udało mi się również poznać Lisy, która była u rodziców. Zapowiada się zatem cudowny miesiąc. Już się boję…
Drugi dzień okazał się o wiele lepszym od pierwszego, względem pogody oczywiście. Obudziły mnie promienie słońca wdzierające się do pokoju przez zaciągnięte zasłony. Na moje usta wypłynął szeroki uśmiech. Nareszcie te wakacje zaczynają nabierać kolorów. Wstałam w łóżka i wyszła na taras, Było rozkosznie ciepło, z chęcią od razu poszłabym na plażę. Wracając do pokoju zauważyłam na stoliku kopertę, Wiktor pisał, że jest na treningu i wróci na kolację, a Lisa wraca dopiero jutro, bo jej wizyta u rodziców, musi się troszkę przeciągnąć. Za to jego znajomy był już w domu. W kopercie były również klucze od domu. W pośpiechu się ubrałam i zbiegałam na dół.
Zauważyłam że w kuchni już ktoś siedzi. Miałam nadzieję że uda nam się zaprzyjaźnić i miło spędzić te wakacje, jakoś nie uśmiechały mi kłótnie, czy nawet jakieś drobne zgrzyty. Chciałam wypocząć i dobrze się bawić, a nie awanturować. Lekko spięta weszłam do ogromnej, modnie urządzonej kuchni, jednak kiedy zauważyłam kto siedzi przy stole wpadłam w lekki popłoch. To jakby cios poniżej pasa, Wiktor mógł mnie chociaż uprzedzić!
-Hej- powiedział spokojnie chłopak, nie przerywając śniadania
-Cześć- mruknęłam dalej będąc w lekkim szoku
-Dawno przyjechałaś?- zapytał swobodnie
-Wczoraj- bąknęłam pod nosem błądząc wzrokiem po ścianach obmyślając plan ucieczki.
-Nie radzę, Wiktor się zorientuje- powiedział uśmiechając się do mnie lekko
-O czym Ty mówisz?- wykrzyknęłam przerażona
-O ucieczce. Krum się kapnie że nie wróciłaś z plaży.
-Skąd Ty o tym wiesz?!- spojrzałam na niego zdezorientowana, bo właśnie o tym pomyślałam. Żeby wyjść na plażę i po prostu z niej nie wrócić.
-O ile zauważyłaś kiedyś dość często czytałem w Twoich myślach. Dziś też nie mogłem się opanować- zaśmiał się- Twoja mina i tak wiele zdradziła
-Bardzo śmieszne Malfoy- mruknęłam z przekąsem- Kto Ci w ogóle pozwolił?!
-Sam sobie pozwoliłem- powiedział z rozbrajającą szczerością. Nie sposób było się nie uśmiechnąć- Od razu lepiej, mamy wakacje, powinnaś się cieszyć.
-Cieszę się, ale nie radzę czytać w moich myślach, jasne?!- spojrzałam mu prosto w oczy, czego zaraz pożałowałam. Nie powinnam tego robić! Zawsze wtedy wracając wspomnienia o różach i Tajemniczym.
-Płatków?- błyskawicznie zmienił temat
-Poproszę- podsunęłam mu miseczkę z mlekiem. Po chwili w ciszy jedliśmy śniadanie. Ja dziękuje.. Wakacje z Draco Malfoyem. Po prostu szczyt moich marzeń. Owszem nie mam nic do niego, ale może bez przesady? Nie musimy od razu spędzać całego miesiąca razem. Cholera, mogłam się upewnić kto to! Ze też wcześniej o tym nie pomyślałam! Nagle zdałam sobie sprawę, a faktu iż jestem niesprawiedliwa. Przecież dla niego również spędzenie wakacji ze mną musi być katorgą!
-I zostajesz tu do końca wakacji?- spytałam tylko po to, żeby przerwać tę nieznośną ciszę
-Yhym- mruknął
-Wygląda na to ze musi się sporo razem pomęczyć- zaśmiałam się lekko
-Skoro tak mówisz- w ogóle nie zwracał uwagi co do niego mówię!
-Miłego dnia- zrezygnowałam z próby rozmowy, wstając od stołu
-Gdzie idziesz?- spojrzał na mnie
-Nie wiem- wzruszyłam ramionami- Przejść się, może zajdę na plażę…
-Trafisz?- zdziwił się
-Nie mam pojęcia gdzie to jest, ale może uda mi się tam dojść, jak nie to wrócę tutaj
-Może Cię zaprowadzić?- zaproponował odkładając talerze do zlewu- Znam drogę, byłem tam już parokrotnie
-Serio? Pójdziesz tam ze mną?- spojrzałam na niego zdezorientowana. Przed chwilą jakby próbował mnie spławić, a teraz taka propozycja.
-Jeśli Ci to nie przeszkadza. I tak miałem zamiar tam pójść zaraz po śniadaniu, a skoro Ty też tam idziesz.. We dwoje zawsze raźniej
-Yhym, racja- uśmiechnęłam się niepewnie- Daj mi chwilkę. Zaraz będę gotowa- nie czekając na odpowiedź poleciałam na górę. Wzięłam koszyk plażowy, na który wcześniej rzuciłam odpowiednie zaklęcie. Mogłam w niego pakować ile wlezie, a on i tak był malutki. Najpierw wetknęłam do niego kosz, potem ręcznik, olejek i kilka książek. Schodząc na dół przypomniałam sobie, że musimy wziąć coś do jedzenia. Chłopaka nie było w kuchni, więc wywnioskowałam że poszedł po swoje rzeczy. Do kosza wrzuciłam dwie butelki wody, jakieś ciastka i kilka własnoręcznie przygotowanych kanapek. Do wieczora powinno nam wystarczyć. Bo na kolację chyba już wrócimy?
-Gotowa?- usłyszałam krzyk z holu
-Tak, już idę- odkrzyknęłam łapiąc koszyk i wyciągając klucze z kieszeni.
Po chwili w ciszy przemierzaliśmy zatłoczone uliczki. Tłumy ludzi kłębiły się przed lodziarniami i sklepami z pamiątkami. Jakoś udało nam się przedostać przez ten tłum i dojść do plaży. Widok cudowny! Rozłożyliśmy się na pełnym słońcu i leniuchowaliśmy przez cały dzień!
komentarze [30]Wakacje czas zacząc...:)) >> środa, 30 kwietnia 2008 20:09:05
Hej Kochani;*
Wyrobiłam się w czasie;) Przykro mi, że tak na ostatni termin ale zawsze;))
Może nie za długa ta notka, ale chyba nie najgorsza;)
Jakieś plany na majówkę?;>
Pozdrawiam Was serdecznie;******
-Animagiem?- powtórzyłam oniemiała
-Tak- przytaknął dyrektor patrząc na mnie z dobrotliwym uśmiechem
-Ale przecież to wymaga wielu lat nauki, zgody Ministra…- gadałam bez ładu, ale byłam w strasznym szoku. Gdyby nie fakt iż zacisnęłam dłonie na krześle, pewnie bym z niego spadła. Bo czy takie coś zdarza się codziennie? Gdybym wiedziała, że za wysokie noty w szkole, są TAKIE nagrody, starałabym się o wiele bardziej!
-Właśnie o tym mówiłem- powiedział spokojnie Dumbledore- Nie jest to decyzja podjęta od razu, długo wahałem się czy uczennica, nawet najlepsza, da sobie radę z tak trudnym wyzwaniem.. Popytałem jednak nauczycieli…Twoje oceny…wszystkie testy zaliczone na naprawdę wysokim poziomie, bardzo rozległa wiedza wykraczająca poza poziom lekcji.. Wiem, że to jednak za mało, liczy się nie tylko wiedza, którą na różne sposoby można opanować…
-Rozumiem- kiwnęłam głową, kiedy już odrobinę ochłonęłam- Ale przecież takich uczniów jak ja jest wielu…?
-Nie do końca się z Tobą zgodzę- pokręcił głową- Owszem, podobne oceny ma jeszcze parę osób z Twojego rocznika, ale sama dobrze o tym wiesz, że wiedza to nie wszystko!
-Ale przecież ja nic innym się nie wyróżniam- powiedziałam cicho- To Harry zawsze wychodzi z cało z opresji i ratuje świat przed Voldemortem…Nawet Draco robi o wiele więcej niż ja! Naraża własne życie..- zaczęłam, ale po chwili zabrakło mi argumentów.
-Owszem, zgodzę się z Tobą, że Ci dwaj robią kawał dobrej roboty, ale obawiam się, że zapominasz o sobie. Gdyby nie Ty, nie wiadomo co byłoby z Harrym, oboje wiemy, że jako jego przyjaciółka wyciągałaś go z niejednych tarapatów, gdyby nie Twoja pomoc, mogłoby być z nim naprawdę krucho.
-Ale, ja niewiele mu pomagałam- zaprotestowałam- Trochę zaklęć, trochę logiki i to wszystko, naprawdę..!
-Ale to jest równie ważne Hermiono! Jesteś Gryfonką, a to wiele o Tobie świadczy, tiara się nie myli. Prosiłem nauczycieli by oni pomogli mi podjąć tą decyzję. Wszyscy, a bynajmniej duża większość była za- uśmiechnął się wesoło
-Pewnie profesor Snape był przeciw- mruknęłam cicho pod nosem, a dyrektor udał że tego nie słyszy:
-Domyślam się , że to dla Ciebie naprawdę ciężka decyzja, ale jestem pewien, że dasz sobie radę. Wiele razy udowadniałaś że naprawdę nadajesz się na animaga, choć nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy! Doskonale radzisz sobie ze stresem, masz ogromne możliwości no i co najważniejsze, wspaniałych przyjaciół, którzy Cię wspierają ,i mam nadzieję dalej będą to robić. Nie musisz podejmować decyzji od razu, możesz to na spokojnie przemyśleć i za parę dni dać mi odpowiedź…
-To…to wspaniale- powiedziałam szczerze- Ale naprawdę to możliwe? Ministerstwo nie ma nic przeciwko? Nauczyciele też?! Nie mogę w to uwierzyć- odetchnęłam głęboko
-Jak już mówiłem ani Minister Knot, ani nauczyciele nie mają nic przeciwko. Wszystko zależy od tego czy Ty się zgodzisz. Ale sama zapewne wiesz, że to bardzo ciężka praca. Tego nie da rady nauczyć się w kilka dni…Nauka ciągnie się nie raz i latami, i nie zawsze daje oczekiwany skutek…
-Wiem…ja trochę o tym kiedyś czytałam.. Lata ćwiczeń zakończone egzaminem- powiedziałam co raz bardziej podekscytowanym głosem
-Dokładnie- uśmiechnął się szeroko dyrektor
-Oczywiście że się zgadzam!- wypaliłam po chwili- To naprawdę wielkie wyróżnienie! Dziękuję panie Dyrektorze!
-Ależ nie ma za co- zapewnił- Zaraz dam Ci kilka książek.. Wiem że pewnie sporo na ten temat czytałaś- otworzył szufladę biurka i chwilę w niej poszperał- Przypuszczam że do tych nie miałaś dojścia- podsunął mi kilka starych ksiąg- Dział Ksiąg Zakazanych i biblioteka Ministerstwa- wyjaśnił z uśmiechem- Trochę teorii przed praktyką.
-Oh. Dziękuję bardzo - odwzajemniłam uśmiech. Co prawda trochę nieśmiało i z wielkim niedowierzaniem, że to się dzieje naprawdę ale zawsze…
-Profesor Mcgonnagall będzie Cię uczyć, terminy Waszych spotkań…w tym zostawiam Wam wolną rękę… Możecie zacząć praktycznie od zaraz, ale pamiętaj, że prawie nikt nie może się o tym dowiedzieć – powtórzył z naciskiem
-Oczywiście- przytaknęłam podnosząc się z krzesła i zabierając książki z biurka- Jeszcze raz dziękuję Dyrektorze
-Do zobaczenia Hermiono- uśmiechnął się, a ja wyszłam z gabinetu. Szybko zeszłam na dół. Musiałam jak najszybciej opowiedzieć wszystko Harremu i Ronowi! Dobrze wiedziałam że będą się cieszyć moim szczęściem! Na schodach minęłam Draco, ale po za krótkim „część” nie padły między nami inne słowa. Byłam zbyt zaaferowana rozmową z dyrektorem. Ginny miała dodatkowe zajęcia z numerologii, a Cindy na pewno była z Markiem…
Miałam nadzieję że Ron już wrócił z Błoń, i że Harry też znajdzie trochę czasu na spotkanie. W impetem wpadłam do Pokoju Wspólnego gryfonów…który okazał się być pusty. Mój entuzjazm lekko osłabł, więc zajęłam się czytaniem książki, którą przywołałam z dormitorium. Nie musiałam długo czekać. Ron pojawił się w PW jakieś pół godziny po mnie. Oczywiście opowiedziałam mu wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Wydawał Sie być zaszokowany, ale równocześnie kazał obiecać że nie będę zamieniać się w pająka. Ze śmiechem mu to obiecałam, ale zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia w co chcę się zamieniać. Może kot? Jak profesor Mcgonnagall? A może psem jak Syriusz? Na pewno nie szczurem.. Wspomnienia z trzeciej klasy jeszcze wywołują o mnie nie zbyt przyjemny dreszyk. Po kolacji spotkaliśmy się wszyscy; ja, Harry, Ron, reszcie nie chciałam na razie mówić o propozycji dyrektora. Obaj zaczęli się kłócić jakie zwierze powinnam wybrać. Harry upierał się na psa, Ronowi było wszystko jedno byle nie pająk….
***
Minęło kilka miesięcy… Koniec roku szkolnego zbliżał się nieuchronnie. Wszystkie egzaminy już dawno były zaliczone, a kufry leżały spakowane w dormitoriach. Wiadomo, że wielkim zainteresowaniem cieszyła się uczta pożegnalna, bo ten rok naprawdę obfitował w wydarzenia. Parę tygodni temu, złapano kilku Śmierciożerców…a wszystko to dzięki Draco. Gdyby nie to, ze jego Ojciec brał udział w tej misji, pewnie nic takiego by się nie stało, ale chłopak nie miał najmniejszych oporów by wydać Zakonowi własnego ojca. Choć nikt nie chciał tego głośno powiedzieć, wszyscy zaczęli odnosić się do niego z większym szacunkiem i ja wiem.. zniknął dystans do niego, niewidzialny mur, który odgradzał innych członków Zakonu od Ślizgona. Ale to już szczegóły. Sama jakoś nie miałam zbytnio czasu, na nic. Starałam się jak najlepiej nauczyć do egzaminów i przy okazji trzy razy w tygodniu spotykałam się z profesor McGonnagall. Treningi na samym początku były raczej teoretyczne, aniżeli praktyczne, ale w sumie była na to przygotowana. Musiałam wykuć się na blachę parunastu zasad jak postępować przy przemianie. Parę razy byłam również na spotkaniu z innymi animagami, którzy opowiadali mi jak Sami się uczyli i ile mniej więcej to trwało. Byłam pod ogromnym wrażeniem, i po takich spotkaniach miałam jeszcze większy zapał do nauki.
Pociąg przemierzał kolejne kilometry. Szkoła zniknęła za zielonymi polami, przeplatanymi złotymi łanami zbóż. Właściwie całą drogę milczeliśmy pogrążeni we własnych myślach. Nie była to jednak taka uciążliwa cisza, która aż dzwoni w uszach…To raczej coś w stylu ciszy.. pełnej przyjaźni Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że gdyby jedno się odezwało, reszta zaraz rozwinęła by temat. Harry wyglądał przez okno obejmując Ginny w pasie, Ron czytał gazetę, z Lav śpiącą mu na ramieniu, a Cindy siedziała z Markiem, dwa wagony dalej. Ja natomiast rozmyślałam, o nadchodzących wakacjach. Z jednej strony cieszyłam się na te dwa miesiące wolnego, ale z drugiej strony byłam pewna że będę tęsknic za szkołą, moim lekcjami no i za przyjaciółmi. Przed samym wyjazdem profesor Mcgonnagall wcisnęła mi do ręki podręcznik dla zaawansowanych animagów. To wielki zaszczyt, po tak krótkim etapie nauki! Po za tym muszę sobie w końcu wybrać zwierzę w jakie chcę się przeobrażać. Cały czas mam co do tego mieszane uczucia. Ale nieważne.. są wakacje! Z przyjaciółmi pewnie się przez ten czas nie zobaczę- pożegnamy się na peronie i każdy odejdzie w swoją stronę. W tym roku nie spędzam większej części wakacji w domu Rona i Ginny. Może wpadnę do Nory na weekend, ale na pewno nie na dłużej. W lipcu chcę trochę pobyć w rodzicami. Stęskniłam się za nimi, a po za tym dawno nie spędzaliśmy razem wakacji. Cały sierpień natomiast mam zamiar spędzić u Wiktora. Nareszcie poznam Lisę i jego kolegów z drużyny, zwiedzę Bułgarię, polenię się na plaży, i opalę na czekoladkę;))
Rodzice czekali na mnie w domu. Nie chciałam, żeby wychodzili po mnie na peron. Nie dość że pożegnanie się ze wszystkimi zajęło mi prawie dwie godziny, to na dodatek takie „wejście” w świat czarodziejów to dla moich rodziców spory wysiłek. Do domu wpadłam pod wieczór, rodzice przygotowali wspaniałą kolację, więc od razu zasiedliśmy do stołu. Przez cały czas paplałam jak najęta opowiadając co takiego wydarzyło się w szkole. Musiałam jednak przemilczeć fakt, iż zostanę animagiem. Dyrektor uprzedził mnie o tym. Jego zdaniem informacja ta mogłaby dostać się w niepowołane ręce, co możliwe, ale poskutkowałoby katastrofą. Śmierciożercy już raz planowali atak na moich rodziców. Nie wiadomo jaki mieli powód, może chcieli wyciągnąć od nich informacje o mnie, szkole albo Zakonie? Tego nie wiedział nawet Draco. Nie chcę narażać ich po raz kolejny, więc ominęłam ten temat szerokim łukiem. Wieczorem padłam na łóżku i po prostu zasnęłam. Wakacje czas zacząć:))
komentarze [47]Nagroda...? >> sobota, 8 marca 2008 23:20:58
Heeeejka;*
Krótko i byle jak;(
Przepraszam…
Wena mnie opuściła, a naprawdę nie chcę Was zawieść…
Mam nadzieję ze mi to wybaczycie…
Nie wiem kiedy nowy news…
Chce być informowani.. Proszę o wpis do Księgi.
Pozdrawiam:*
PS; Zapraszam Was też na mojego drugiego bloga, prowadzonego wspólnie z przyjaciółką( jak kto woli szaloną Dorotką:*):
KLIK :))
Czemu ja? Czemu zawsze ja? Czy nie ma nikogo innego na tym świecie? Czemu wszystkie problemy zawsze spadają na mnie? Zaczynam powoli wierzyć że to co Harry kiedyś mówił o kłopotach to prawda. Bo to nie ja ich szukam! One same mnie znajdują! Nawet jeśli ich akurat nie szukam. Bo czasem bywa, owszem, że sama je na siebie sprowadzam. Choć może w tym przypadku to nie kłopot? Sama nie umiem tego ocenić. Jednak jestem pewna, że to jedna z większych awantur jakie przeżyłam w życiu. Ale teraz spokojnie. Wyciszę się i opowiem wszystko po kolejni. Dwa dni po całej akcji w domu moich rodziców, o wszystkim dowiedział się Ron. Ani ja, ani Harry nie mamy pojęcia, kto mógł mu to powiedzieć. Bo fakt że jakoś doszliśmy z Harrym do porozumienia omijam. To było jasne. Owszem, może często się kłócimy, ale przecież zawsze wszystko dobrze się kończy. Tak samo było tym razem. Ale z drugiej strony, przecież nie ma ludzi idealnych i każdy czasem się z kimś kłóci. Czy to powód by więcej się do siebie nie odzywać? Nieeee! I właśnie do takiego wniosku doszliśmy z Harrym. Więc wracając do Rona… znów miał jeden ze swoich odchyłów, i do nikogo się nie odzywał. Nawet do Lav, choć znów są razem. Sam też zszedł na śniadanie, a że była to jedenasta, na dodatek sobota nikogo to nie zdziwiło. Jednak jego powrót już taki nie był, bo jak można wytłumaczyć kogoś kto wpada do Pokoju Wspólnego drąc się:
-POTTER!! GRANGER!!! CZY WY MI CHCECIE COŚ POWIEDZIEĆ???? i miotającego pioruny w każdego kto się nawinął? Szok. Wydaje mi się, że oboje z Harrym pomyśleliśmy o tym samym. Jakimś cudem udało nam się zabrać Rona do Pokoju Życzeń i dowiedzieć się o co mu chodzi( jakbyśmy nie wiedzieli, no ale, musieliśmy udawać niczego nieświadomych, przynajmniej przez chwilę).
Okazało się, że ten idiota, a przy okazji i Śmierciożerca Alex doniósł mu o wszystkim, pomijając najistotniejsze szczegóły. Sprostowanie całej sytuacji zajęło nam cały dzień. Ron za nic nie chciał uwierzyć że Malfoy jest po naszej stronie. No cóż…w moim przypadku wyglądało to tak samo, ale ja jakoś się przekonałam. Z Nim było troszkę trudniej, zresztą Ron nigdy nie był łatwowierny. Musieliśmy podawać mu miliony argumentów czemu tak uważamy i czemu mu w ogóle zaufaliśmy. Oczywiście nie obyło się bez krzyków, obrażania się, obwiniana wszystkich wokoło, oskarżeniach. Ale przeżyliśmy to. W pokoju życzeń siedzieliśmy do samej kolacji. Nawet nie zeszliśmy na obiad, co w przypadku Rona jest zawsze dziwne. Na posiłkach zawsze jest pierwszy. Tym razem było inaczej. Kiedy już wszystko zostało wyjaśnione i Ron jako tako okazał nam zrozumienie postanowiliśmy zejść na kolację, bo cała nasza trójka powoli zaczynała odczuwać nieprzyjemne ssanie w żołądkach. W o wiele lepszych niż przed paroma godzinami humorach zeszliśmy na dół. Postanowiliśmy nie wracać do tematu obrony moich rodziców i całej akcji ze Śmierciożercami. Ron na początku czuł się przez nas pokrzywdzony, bo go „pominęliśmy” przy obsadzie ludzi na akcję. Zabrzmiało to tak, jakbym ja miała na to jakiś wpływ. Ale nieważne. Zeszliśmy już kilka pięter w dół. Oczywiście musieliśmy zrobić kilkominutowy postój, kiedy Ron wpadł w stopień-pułapkę. Akurat Harry pytał mnie o pracę domową z eliksirów, kiedy zauważyliśmy że Ron nie idzie za nami. Byłam zbyt zajęta opowiadaniem mu o działaniu ubocznym eliksiru nasennego. Dopiero głos Rona nas otrzeźwił:
-Cześć Mal.. to znaczy Draco!!- mówił głośno, tak, ze oboje z Harrym się obróciliśmy. Rzeczywiście Draco akurat wychodził z lochów, a Ron stał z nogą po kolano w stopniu. Ślizgon zatrzymał się i zlustrował go spojrzeniem.
-Weasley? Dobrze się czujesz?
-Wspaniale- wyszczerzył zęby Ron- Tylko noga mi utkwiła!
-Świetnie- Draco wyglądał na co najmniej zaszokowanego takim zachowaniem rudzielca. Zresztą nie ma co się oszukiwać, ja i Harry byliśmy nie mniej zdziwieni. No okej, powiedzieliśmy mu, że Draco jest po naszej stronie, ale żeby od razu tak się….hm.. zachwycać tym faktem? I to publicznie? W każdej chwili z za rogu mógł wyjść jakiś uczeń. Zastanówmy się: czy to nie wygląda dziwnie? Ronald Weasley, typowy Gryfon stoi z nogą w stopniu i próbuje wciągnąć w „przyjacielską” rozmowę Dracona Malfoya, typowego Ślizgona. Na samą myśl o tym wybuchnęłam śmiechem. Harry spojrzał na mnie pytająco. Powiedziałam mu o moim „wyobrażeniu.”
-Nie pomożecie mu?- spytał Malfoy rzucając nam krótkie spojrzenie
-Nie- odparował natychmiast Harry- uważamy, ze Ty to zrobisz lepiej- delikatnie puknął mnie w ramię.
-Dokładnie- wyszczerzyłam zęby
-Zamknąć się- syknął Ron- Niech ktoś mi wreszcie pomoże!
-On zawsze jest taki miły?- spytał Draco podchodząc do nas
-Cały czas -powiedzieliśmy z Harrym równocześnie
-No widzisz Weasley? Wystawili Cię- zakpił Ślizgon
-Może nie koniecznie wystawili- sprostowałam- Chętnie bym mu pomogła, ale ten ogromny pająk mnie przeraża- wskazałam na punkt za plecami Rona, który w rzeczywistości był jakimś wyjątkowo wielkim paprochem, a nie prawdziwym pająkiem, ale z tej odległości mógł wyglądać pająkowato. Harry od razu zrozumiał, że się po prostu nabijam, ale Draco nie wiedział o panicznym lęku Rona przed pająkami. Jednak kompletnie nic nie zrobił. Tego samego nie można było powiedzieć o rudzielcu. Ron ledwo usłyszawszy o pająku, podskoczył jak oparzony rozglądając się na wszystkie strony. Oczywiście, udało mu się wydostać ze schodka, ale nawet tego nie zauważył. Musiała upłynąć dłuższa chwila zanim zorientował się ,że żadnego pająka nie ma, a on padł po prostu ofiarą mojego niewinnego żartu. Nasza trójka zaś stała i no wiecie… hm…po prostu laliśmy ze śmiechu! Ale przecież to wyglądało komicznie! Ron był na nas wyraźnie wściekły
-Nie dziękuj Ron - opanowałam się jako pierwsza
-Niby za co?- naskoczył na mnie- Za to upokorzenie?!
-Jakie upokorzenie?- zdziwił się Harry- Pomogła Ci wyjść z tego schodka, a Ty tak jej dziękujesz? No stary… nie ładnie
-Ty nie lepszy! Ty w ogóle mi nie pomogłeś! Ile bym tam sterczał? Dopóki byście sobie nie raczyli o mnie przypomnieć? Wielkie dzięki! Tacy z Was przyjaciele?
-Masz rację Ron- udałam zmartwienie- Nie jesteśmy dobrymi przyjaciółmi…
-Nareszcie- uśmiechnął się zadowolony, przerywając mi
-…dlatego- objęłam go ramieniem, hamując śmiech- zabierzemy Cię na kolację! Cieszysz się?
-Jak cholera- mruknął, ale wyraźnie ucieszył się tym faktem
-Bardzo dobry pomysł- Harry podchwycił temat- idziemy Ron, n a wyżerkę!
-Na wyżerkę!- krzyknął radośnie rudzielec
-Mi się wydaje czy Wy naprawdę jesteście psychiczni?- odezwał się stojący z boku Draco, który uważnie nam się przypatrywał
-Nie wydaje Ci się- uśmiechnął się lekko Harry stając obok niego- Oni zawsze tacy byli
-My?!- wykrzyknęliśmy z Ronem równocześnie
-A któżby inny? Czy to nie Ron…a zresztą, to nie jest miejsce na takie pogawędki, chodźmy wreszcie na tą kolację!
-Chodź Ron- powiedziałam- My psychiczni musimy się trzymać razem- zażartowałam
-Właśnie- przytaknął mi- Zawłaszcza w porze żarcia! – Wyprostował się dumnie i ciągnąc mnie za sobą ruszyliśmy do Wielkiej Sali, żeby wreszcie coś zjeść. O ile dobrze słyszałam. Draco i Harry szli za nim tocząc ożywioną rozmowę o jakimś ligowym meczu Quidditcha. Sama nie wiem co oni w tym widzą. 14 osób gania za paroma piłkami. Jaki to ma cel? Coś czuję że nigdy nie zostanę fanką tego sportu…
Minęło parę tygodni…i powiem szczerze ,że udało mi się zapomnieć o Tajemniczym. Owszem było to dość ciężkie… Przyzwyczaiłam się do kwiatów, maskotek i jakiegoś takiego zainteresowania moją osobą…Bo nie ma co się oszukiwać ale to było miłe, a wręcz strasznie miłe.. Zważając na fakt iż był to Malfoy… To nie tak! Wszystko się zmieniło…Wszystko jest na odwrót. Gdybym powiedziała że się przyjaźnimy…to w sumie nie byłoby dalekie od prawdy. Raczej się kumplujemy. Ron na początku podchodził do tego sceptycznie, bo cały czas pamiętał o akcji ze schodkiem i pająkiem , ale potem wszystko było w porządku. Oczywiście nikt nie mógł się o tym dowiedzieć, wiec zazwyczaj spotykamy się w Pokoju Życzeń. Musimy się ukrywać, bo gdyby ktoś zobaczył naszą czwórkę musiałby się nieźle zdziwić. Ale to też nie są zwykłe spotkania, w sumie tylko Harry i Draco są członkami Zakonu Feniksa, ale przez te kilka miesięcy zarówno ja, jak i Ron zostaliśmy w to wszystko wtajemniczeni… Często zamiast omawiać jakieś sprawy typowo szkole, planujemy kolejną misję zakonu. Wiem, wiem. To co najmniej dziwne, ale tak to wygląda. W lutym i marcu takie spotkania były dość częste, ale teraz…? Kwiecień w tym roku jest wyjątkowo ciepły i wszyscy wolą wylegiwać się na Błoniach.. I nie jesteśmy w tym odosobnieni. Nawet nauczyciele co raz częściej się tam pokazują, ale może ma to coś wspólnego w wrzucaniem łajnobomb do jeziora? Biedna kałamarnica, ma tam niezły syf, a nauczyciele czasem kręcą się koło jeziora w poszukiwaniu sprawców zamieszania. Nikogo więc nie dziwił już widok profesor Sprout siedzi nad jeziorem, Snape udaje że szuka czegoś na skraju zakazanego lasu, czy też Hagrid z Kłem, stojący po kolana w wodzie i łapiący kijanki.
I tak właśnie było dzisiaj. Siedziałam z Ronem pod wielkim drzewem i zrobiliśmy sobie mini-piknik. Harry był na treningu, a Draco nie było w zamku. Nagle oczy połowy uczniów zebranych na Błoniach zwróciły się ku drzwiom zamku. Profesor Mcgonnagall sunęła przez Błonia prosto w naszym kierunku. Ron spojrzał na mnie z lekkim przerażeniem w oczach, wzruszyłam ramionami, bo nie miałam pojęcia o co może chodzić. Może znów o to jezioro? Zatrzymała się jednak przy nas…
-Dzień Dobry- przywitaliśmy się z nią
-Panno Granger, dyrektor prosi panią do siebie- powiedziała bez ogródek.
-Ale…?- zaczęłam nieśmiało, ale nauczycielka przerwała mi..
-W trybie natychmiastowym- nie czekając na mnie ruszyła powrotem do zamku, odprowadzana spojrzeniami zaintrygowanych uczniów. Niechętnie podniosłam się z miejsca i krótko pożegnawszy się z Ronem ruszyłam za nią. Nie było szans, żeby dorównać kroku profesor Mcgonnagall. Weszłam do zamku i ruszyłam prosto do gabinetu dyrektora, wejście było otwarte więc weszłam bez problemu. Przeskakując po dwa stopnie wpadłam na górę, delikatnie pukając do gabinetu.
-Proszę- rozległ się przyjazny głos po drugiej stronie, z lekkimi obawami nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.- Siadaj, chciałbym z Tobą poważne porozmawiać.
Kiwnęłam głową i zajęłam krzesło naprzeciw biurka i spojrzałam pytająco na teczkę którą dyrektor trzymał w rękach.
-Właśnie otrzymałem twoje oceny i opinie nauczycieli o Tobie- z wrażenia mało nie spadłam z krzesła- Ale nie martw się- jego oczy zamigotały wesoło- Co do ocen, to wiesz ze są naprawdę wspaniałe i musze pogratulować Ci takich wyników. Opinie również są bardzo dobre. Zapewne dziwisz się po co mi to- uśmiechnął się ciepło, a ja pokiwałam głową- Więc zaintrygowało mnie to, ze jesteś tak dobrą uczennicą. Obserwuję Twoje wyniki od roku i jestem pod ogromnym wrażeniem. Razem z profesor Mcgonnagall i Ministrem Magii postanowiliśmy przyznać Ci za to mała nagrodę. Ale to czy ją przyjmiesz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie- zrobił krótką pauzę.
-Ale.. czemu ja?- spytałam z niedowierzaniem
-Bo widzimy w Tobie potencjał Hermiono- uśmiechnął się szeroko- A to bardzo ważne. Nagroda ta jest właściwie propozycją, ale jeśli ja przyjmiesz nikt nie może się o niej dowiedzieć.. Oczywiście oprócz paru wyjątków…Ale przejdźmy do rzeczy. Hermiono zechcesz zostać Animagiem?
komentarze [100]Atak >> czwartek, 14 lutego 2008 20:03:48
Witajcie Kochani:*
Jak widać spóźniony news.
Nie mogę niczego obiecać, bo nie chcę kłamać.
Niestety mam co raz mniej czasu, ale nie chcę usuwać bloga, notki będą pojawiać sie rzadziej, ale będą:)
PS: Wszystkiego walentynkowego:*
Kiedy weszłam do gabinetu wszyscy już tam byli. Siedzieli na krzesełkach wokół biurka dyrektora i rozmawiali o szczegółach misji. Wślizgnęłam się do środka i zaczęłam przysłuchiwać się ich rozmowie. O ile zdążyłam się zorientować Dumbledore nie idzie z nami. Lupin i Tonks wyglądali na pewnych siebie i bez objawów jakiegokolwiek stresu przed zbliżającą się „walką”. W duchu modliłam się żeby ten punkt programu został ominięty. W końcu tu rozchodzi się o życie moich rodziców i przyjaciół! Odetchnęłam głęboko starając się uspokoić skołatane nerwy.
-Gotowi??- głos Lupina wyrwał mnie z zamyślenia. Reszta zebranych gorliwie pokiwała głowami, powoli wychodząc z gabinetu. By nie wzbudzać niczyich podejrzeń, Lupin i Tonks wyszli jednym z tajnych wyjść z Zamku. Harry szedł pierwszy. W gabinecie zostaliśmy we trójkę. Ja, Draco i Dyrektor. Panowała niezręczna cisza, jedynie niczym niewzruszony feniks rozpościerał skrzydła, głośno przeżuwając swoje jedzenie. Cokolwiek to było wyglądało obrzydliwie.
-Możecie iść- ciszę przerwał Dumbledore
-Kto pierwszy?- spytał Ślizgon, odwracając się w stronę Dyrektora
-Idźcie razem- padła odpowiedź- Spotkacie się przy Świńskim Łbie, i już wszyscy teleportujecie się do domu rodziców Hermiony. Czekam na was po południu tutaj, będziecie musieli mi wszystko odpowiedzieć- uśmiechnął się krzepiąco
-Oczywiście- Draco skinął głową i gestem wskazał że mam iść pierwsza. Po krótkim pożegnaniu zeszliśmy po krętych schodach i wyszliśmy na korytarz. Nie było tam nikogo, ale to pora śniadania, wiec nie ma się czemu dziwić. Zbroje lśniły w promieniach lutowego, nieśmiałego słońca, a my przemierzaliśmy kolejne stopnie schodów, kolejne korytarze w całkowitej ciszy. Nie wiedziałam co powiedzieć, wiec siedziałam cicho. Wszechogarniająca cisza, była nie do zniesienia. Modliłam się żeby ktoś koło nas przeszedł i jakoś zagaił rozmowę, ale nic takiego się nie stało. Powoli dochodziliśmy do bramy, a stamtąd do Świńskiego Łba „jedynie” 20 minut drogi. Powoli zaczynałam się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby się wycofać i mieć spokój, ale z drugiej strony tu chodzi o moich rodziców, zacisnęłam wiec zęby i starałam się przypomnieć sobie wszystkie przydatne zaklęcia „na wszelki wypadek”. Owszem nie mam żadnej wprawy w walce, ale parę książek na ten temat przeczytałam i znam różne zaklęcia, które testowałam w tajemnicy w Pokoju życzeń.
-Nareszcie- Tonks z daleka pomachała nam ręką
-Cicho- fuknął na nią Lupin -Teleportujemy się na trzy- rozejrzał się po wszystkich- Raz! Dwa! TRZY!!
Po 10 minutach wszyscy siedzieliśmy w salonie mojego domu, do końca omawiając wszystkie szczegóły. Nie wiem czemu, ale nie opuszczało mnie jakieś złe przeczucie. Siedząc pomiędzy lekko przerażonymi rodzicami, starałam się uśmiechając, żeby ich dodatkowo nie stresować. W końcu wszystko było „gotowe”, a my się rozdzieliliśmy. Lupin usiadł przy stole w kuchni, Tonks zajęła salon. Nie wiem gdzie poszedł Draco, bo robiłam wszystko, zęby unikać jego wzroku, co zresztą nie było trudne, bo on wyraźnie mnie ignorował. Harry odprowadził mnie i rodziców na górę.
-Zajmijcie ten pokój- pchnął drzwi mojego pokoju
-Jasne- rzuciłam sucho przepuszczając rodziców przez próg i patrząc Harremu w oczy.
-To ja już pójdę- rzucił chłopak, spuszczając wzrok
-Dzięki że mi o wszystkim powiedziałeś- powiedziałam ironicznie- Tak właśnie postępują prawdziwi przyjaciele
-Wiesz że nie tak miało być- powiedział dość ostro
-Nie mam siły się teraz z Tobą kłócić, zresztą mi nie musiałeś nic mówić, ale Ginny? Jej wypadałoby powiedzieć, nieprawdaż? Czy nie? W końcu jesteście razem, a Ty ją najnormalniej w świecie oszukiwałeś.
-Nie oszukiwałem jej i nie wiem o co Ci chodzi, skoro nie chcesz się kłócić to po co prowokujesz kłótnie?! Zmieniłaś się Miona- powiedział podnosząc wzrok i patrząc mi w oczy- I to nie na lepsze, wręcz przeciwnie. Zmieniłaś się na gorsze i każdy Ci to powie, nie jesteś tą samą zawsze uśmiechniętą i zadowoloną z życia dziewczyną! Teraz jesteś opryskliwa i ironiczna. Jeśli o to Ci chodziło, kiedy ciągle bredziłaś o zmianie swojego życia, to zostaje mi tylko pogratulować!
-I kto tu się zmienił? Kto zaczął zadawać się z Malfoyem?? Może ja? Jakoś sobie nie przypominam Harry. Czy to nie Ty powtarzałeś że ktoś taki jest zepsuty do szpiku kości? Że na niego szkoda czasu, że ktoś taki nie zasługuje na drugą szansę?! Kto tak mówił? No jasne że Ty, a może już tego nie pamiętasz?
-Pamiętam- syknął- Ale zmieniłem zdanie! I żałuje tego co wtedy mówiłem…
-Przykro mi ze przerywam tę jakże fascynującą pogawędkę- dopiero teraz zauważyłam ,że Draco stoi opierając się o filar, jakiś metr od nas, więc dokładnie słyszał naszą rozmowę- Ale ONI już tu są- nieznacznie skinął w stronę okna
-Nic się nie stało- Harry odwrócił się na pięcie i chciał ruszyć w dół
-Idę z Tobą- powiedziałam dość głośno.
Chłopak odwrócił się i uśmiechnął kpiąco, po czym pokonał schody dwoma susami. Chciałam ruszyć za nim ale Ślizgon zagrodził mi drogę:
-Przejścia nie ma
-Puść mnie- próbowałam go wyminąć, ale chłopak rozłożył ramiona, tak że w żaden sposób nie mogłabym przejść.
-Zostajesz tu, a ja mam pilnować byś nie próbowała zejść na dół, więc bądź grzeczną dziewczynką i wróć do pokoju i posiedź z rodzicami co?
-Nieee- syknęłam- zejdę na dół, a Ty rób co chcesz
-Próbuj- uśmiechnął się ironicznie, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Nie wiele się namyślając, ruszyłam do przodu. A to co działo się potem to jeden wielki koszmar. Chcąc zejść na dół, musiałabym zepchnąć go ze schodów, albo zmusić do cofnięcia się, co mi się nie udało. Widząc co próbuję zrobić ,chłopak, żeby mnie powstrzymać, złożył ramiona, co z boku mogłoby wyglądać jakbyś się przytulali. Byłam zbyt wściekła i zaskoczona, żeby cokolwiek zrobić. Czułam jak mnie trzyma, ale nie mogłam wykonać żadnego ruchu. W sumie to nawet mi się to podobało. Czułam zapach jego perfum i w ogóle było tak jakoś miło, wyłączając fakt że to Draco Malfoy, a na parterze mojego domu są Śmierciożercy. Akurat ten moment wybrał sobie mój tata, żeby wyjrzeć z pokoju, żeby zobaczyć co się dzieje. Usłyszałam lekkie skrzypnięcie drzwi, ale nie zdążyłam nic zrobić…
-Eeee…eee To ja nie przeeeszkadzam- wydusił i szybko zamknął drzwi.
-Nie przeszkadzasz tato- powiedziałam szybko, ale było już za późno. Drzwi się zamknęły. Odsunęłam się od chłopaka i zbaraniałam. Nie wiedziałam co zrobić. Iść do rodziców i przekonywać ich, ze to nie tak jak sobie pewnie pomyśleli, czy może najpierw nawrzeszczeć na chłopaka, który był sprawcą całego zamieszania. Nagle na dole usłyszałam huk wysadzanych drzwi:
-Wejdź do pokoju- szepnął chłopak popychając mnie lekko w stronę drzwi
-A Ty?!- spytałam całkiem mimo woli
-Dam sobie radę- uniósł brwi do góry i uśmiechnął się ironicznie- Nie martw się o mnie
-Nie o to mi chodziło!- czemu on musi wszystko przekręcać??!!
-Jasne- zaśmiał się i zniknął na dole, gdzie prawdopodobnie oddał się w wir walki. Weszłam do pokoju gdzie siedzieli rodzice i nie zważając na ich zdumione spojrzenia rzuciłam się na łóżko, próbując sobie to wszystko ułożyć w głowie. To działo się za szybko i hmm.. zbyt intensywnie jak dla mnie. Nagle na schodach usłyszałam głośne kroki. Podniosłam się i wyciągnęłam różdżkę z kieszeni. Rodzice popatrzyli na siebie przerażeni, zresztą sama nie bardzo wiedziałam co robic:
-Jak coś to uciekajcie- szepnęłam w ich stronę- Najlepiej do altany w ogrodzie, rzucę na Was zaklęcie kameleona, które sprawi że będzie niewidzialni, potem tam przyjdę i je zdejmę, dobrze?- mówiłam szybko, bo kroki były co raz głośniejsze. Rodzice pokiwali głowami, a ja w pośpiechu rzuciłam na nich kameleona. Dopiero kiedy zniknęli jakoś mi ulżyło, bo oni są dla mnie najważniejsi. Sama stanęłam przy wielkiej szafie i czekałam co nastąpi dalej. Nagle drzwi „wyskoczyły” z framugi i do pokoju wpadł Śmierciożerca:
-Granger- wysyczał, a mi po plecach przeszły ciarki, bo doskonale znałam ten głos i nawet przerażająca maska, nie utrudniła mi rozpoznania tej osoby
-Czego tu- warknęłam wyciągając różdżkę
-Ciebie i Twoich starych- zaśmiał się szyderczo- Gdzie oni są??
-A widzisz ich tu?- wiedziałam że już pewnie są na dole, więc mogłam sobie pozwolić na taką odpowiedź, pewnie nawet nie domyślił się że wyszli, chociaż musieli przejść obok niego.
-A więc gdzie są? Współpracuj, a nic Ci się nie stanie- warknął podchodząc bliżej mnie. Ale nawet nie zareagowałam, bym zbyt przewidywalny. Po ostatnich jego „akcjach”, miałam ochotę zaśmiać mu się w twarz a nie bac się.
-Nie ma ich tu- wzruszyłam ramionami- Może wyszli?
-WIESZ GDZIE SA!!!- krzyknął
-Nie wiem- zaśmiałam się lekko- Zbyt wiele ode mnie oczekujesz MagDoll
-Brawo za spotrzegawczośc Kotku- warknął- A skoro zboczyliśmy na takie tematy to co tam u Twojego chłoptasia?
-Jakiego chłoptasia?- wpatrywałam się w niego uważnie
-No nie wiesz? Ojej biedy Draco. Co on zrobi, skoro go olewasz? Chyba się załamie- ironizował. Czekałam na ten moment rzuciłam na niego
Drętwotę i związałam, zostawiając na górze. Sama zbiegłam na dół.
-Co Ty tu robisz?!- zdziwił się Malfoy. Nigdzie na zauważyłam Lupina, Tonks i co najważniejsze Śmierciożerców.
-Stoję, a nie widać?- warknęłam w stronę Ślizgona
-Już po wszystkim – uśmiechnął się Harry, siadając na kanapie
-Owszem, jak zabierzesz MagDolla z mojej sypiali, będzie po wszystkim- oparłam się o blat stołu. Szklanka którą trzymał w dłoniach Draco roztrzaskała się o posadzkę.
-MagDolla?!- obaj nie mogli w to uwierzyć
-Nie eee Świętego Munga- uśmiechnęłam się krzywo- Alexa MagDolla. Jest w mojej sypialni. Powinniście go poznać. Ma na sobie strój Śmierciożercy, a jego różdżkę macie tu- rzuciłam ją na stół. Wychodząc z pokoju wzięłam ją, by chłopak nie próbował uciec, albo mnie zaatakować, jak Drętwota przestanie działać.
-Ja to załatwię- Harry wstał z miejsca i wyszedł z pokoju.
-Czemu tak mi się przyglądasz? – spytałam po dłużej chwili, bo Malfoy wyraźnie się na mnie gapił i nawet nie próbował się z tym kryć.
-Nie zapomniałaś o czymś…?
-Niby o czym?- zdziwiłam się
-Chociażby o Twoich rodzicach, którzy w tej starej szopie- wskazał na altanę w ogrodzie - umierają z niepokoju, co tu się dzieje? Może o nich nie zapomniałaś?
-Nie zapomniałam- syknęłam, choć całkiem wypadło mi to z głowy!!!
-To czemu tu siedzisz?- uniósł brwi do góry- Musi im być tam niewygodnie, zresztą Kameleon nie ułatwia im siedzenia tam…
-Skończ!- podniosłam się z krzesła, patrząc na niego z lekką złością- Już idę!
-Dobra decyzja- zaśmiał się
-Wiem o tym!
-Ale…dalej tu stoisz
-To też wiem- miałam ochotę wybuchnąć śmiechem
-Pogratulować inteligencji
-To był komplement?- zapytałam z lekkim uśmiechem
-Odbierz to jak chcesz, ale przypominam że podczas gdy Ty wdajesz się ze mną w pogawędki, Twoi rodzice….
-Już idę- przywróciłam oczami
-I zostawisz mnie samego w Twoim domu? Nie boisz się?- uśmiechnął się ironicznie
-Masz rację boję się- odwzajemniłam uśmiech- Dlatego Ty pójdziesz pierwszy- otworzyłam drzwi tarasu, które wychodzą prosto na ogród- Proszę
*****
Z westchnieniem odłożyłam dziennik i przykryłam się kołdrą. To co się dziś działo, zapamiętam do końca życia. Wracając do zamku swobodnie rozmawiam z Draco i przyznam że było to całkiem miłe. Tak jakbyśmy oboje zapomnieli o tym co stało się wczoraj. Całe te Walentynki oboje wymazaliśmy z pamięci, i …tak jest lepiej. Wolę mieć w nim kumpla niż wroga. Największym zaskoczeniem było to że Alex jest Śmierciożercą. W sumie jego rodzina była i nadal jest w to zamieszana, ale on? Zawsze wydawało mi się że oni muszą być pełnoletni, ale przecież członkowie też NIBY mieli być pełnoletni. Ehhh..zawsze znajdą się jakieś wyjątki. Z takim nastawieniem usnęłam.
komentarze [133]Rozmowa... >> sobota, 26 stycznia 2008 23:48:21
Jak widzicie news:))
I przy okazji nowy wygląd bloga:))
Jak sie podoba?
Mam nadzieję, że swoje opinie, zarówno co do notki, jak i nowego wystroju bloga, wyrazicie w komach...^^
Chcę podziękowac dwóm kochanym osobom:
Malince;*- za szablon i dodatki, które może podziwiac,
Dorotce;*- za to co dla zrobiła dla mnie, dla bloga. I za to że ze mną wytrzumała tyle czasu^^ kC;*
Przypominam jeszcze, że jeśli ktoś chce być informowany o newsach, prosiłabym o wpis do Księgi. Informować przez gg dalej będę, ale takie info czasem nie dochodzi, co jest już niezależne ode mnie. Z góry dzięki;*
Zapraszam do czytania i komentowania….
-Słucham?- wydusiłam przez ściśnięte gardło- O czym Ty wogóle mówisz?!
-Draco- dyrektor skarcił chłopaka ostrym spojrzeniem- Hermiono, więc już wiesz, co chciałem Ci powiedzieć, jednak ktoś nie wytrzymał i zrobił to pierwszy, praktycznie bez zastanowienia. Jednak może dobrze się stało? Poznałaś prawdę bez owijania w bawełnę.
-Nie wiem czy starając się przygotować ją na to- przerwał mu Draco- wyrobilibyśmy się do jutra, a już teraz musimy podjąć odpowiednie kroki, żeby jutro uchronić Grangerów przed katastrofą.
-Tak masz rację- pokiwał głową dyrektor- co proponujecie? – zwrócił się do chłopaków, bo ja siedziałam oniemiała. O czym oni wogóle mówią? Czemu dalej nikt nie chce mi nic wyjaśnić? Czy to tak wiele..? Parę słów..? Dlaczego..? Skąd te podejrzenia..?
-Wydaje mi się – zaczął Harry- że warto by było zastosować standardowe procedury w takiej sytuacji- mówił spokojnie i bez żadnych emocji! Jakby chodziło o jakąś błahostkę a nie moich rodziców!!
-To będzie najlepsze wyjście- dopowiedział Malfoy- nie będziemy rzucać się w oczy, więc Śmierciożercy się nie zorientują co knujemy, są przygotowani na krótką akcję, zero walki, po prostu chcą zabić kolejnych niegroźnych i niezdolnych do walki Mugoli. Zapewne przy okazji przeszukają cały dom, chcąc sprawdzić czy nie ma w nim nic związanego z Zakonem, ale to już pod sam koniec akcji i tym nie powinniśmy się jak na razie przejmować. Czterech ludzi w zupełności wystarczy.
-Wy dwaj i kto jeszcze?- zadał pytanie dyrektor po krótkiej chwili milczenia
-Tonks i Lupin. W ostateczności Granger może iść z nami-powiedział sucho blondyn
-Zgadzam się- Potter od razu przystał na tę propozycję
-Widzę że przeszkadzam- uśmiechnęłam się kpiąco –Pójdę więc, a wy sobie nie przeszkadzajcie…- wstałam z krzesła i nie zważając na nic wyszłam, głośno trzasnąwszy drzwiami. Nie mogłam się pohamować. To pewnie jakiś cholerny kawał mający na celu sprawdzić moje zachowanie w takiej sytuacji. Szłam przez korytarz starając się oddychać spokojnie i opanować drżenie rąk. Nie mogłam dać po sobie poznać że czymś się stresuję, ale nie było to takie proste! Tu chodzi o moich rodziców! Ledwo weszłam do Pokoju Wspólnego zauważyłam sowę, trzymającą w dziobie list, ale ją zlekceważyłam. Wbiegłam po schodach do dormitorium, a ten przeklęty ptak już siedział za oknem. Najwyraźniej miał mi dostarczyć list. Chcąc nie chcąc otworzyłam okno i zabrałam od niego kopertę. Chyba za to ze zwlekałam ptak dziobnął mnie w rękę. Zabolało ale i otrzeźwiło mnie. Energicznie rozerwałam kopertę. Chyba nawet zbyt energicznie. Karta z herbem naszej szkoły spadła na podłogę. Kopertę wrzuciłam do kosza i podniosłam kartkę.
-Od dyrektora- przebiegło mi przez myśl. Drżącymi rękoma rozłożyłam kartkę i zatopiłam się w lekturze.
Hermiono,
Skoro rozmowa w towarzystwie pana Pottera i pana Malfoya Ci nie odpowiadała, było trzeba dać mi to delikatnie przekazać. Nie zrozumiałem Twojej postawy, ponieważ sprawa jest naprawdę poważna. Cały Zakon jest w to zaangażowany, a Ty, moim zdaniem, zbyt lekko do tego podeszłaś. Wszystkich nas obchodzi życie i zdrowie Twoich rodziców. Czekam na Ciebie w moim gabinecie. Chłopcy już poszli, więc nie będą przeszkadzać w rozmowie.
Dyrektor
W złości zgniotłam list i wyrzuciłam go do kosza. Zbyt lekko do tego podchodzę! Oni chyba ze mnie kpią! Czy to ja wypowiadam się o ludziach jak o przedmiotach? Czy to ja planuję te wszystkie durne akcje?? Nie no oczywiście! Winę trzeba na kogoś zrzucić! Usiadłam na łóżku. Sama nie wiedziałam co mną kierowało. Byłam naprawdę wściekła, a uczucie bezsilności tylko to potęgowało. Podkuliłam kolana pod brodę i hamowałam łzy, które usilnie próbowały popłynąć po moich policzkach. Nagle drzwi dormitorium otworzyły się i stanęła w nich Ginny. Byłam ciekawa czy ona też o wszystkim wiedziała. Dziewczyna weszła i odłożyła jakieś książki na stolik. Nie patrzyłam na nią, jedynie kątem oka widziałam co robi, czułam na sobie jej pytający wzrok, ale się nie odwróciłam. Udawałam że widok za oknem jest naprawdę interesujący.
-Coś się stało?- siadła na łóżku obok mnie. Jej głos zawsze wiele zdradzał. Łatwo domyśliłam się, ze nie ma z tym wszystkim nic wspólnego.
-Spytaj Harego- warknęłam w sumie wbrew sobie. Chciałam być miła, ale mi po prostu nie wyszło.
-Ale…? Co on ma z tym wspólnego?
-Naprawdę nie wiesz?- syknęłam podejrzliwie
-Nie eee- odwróciłam się w jej stronę. Musze to raz na zawsze wyjaśnić!!
-Harry wiedział kto jest tajemniczym- mruknęłam cicho- Nawet z nim współpracował… Jak mogłam być tak ślepa i niczego nie zauważyć!!- wyrzucałam sobie- Gdybym wcześniej wiedziała…ale…przecież to by nic nie dało!!
-Miona, ale kto…?
-Kto jest tajemniczym?- prychnęłam, a ona pokiwała głową- Nowy przyjaciel Twojego chłopaka..
-Ron?!- nie zresztą to niemożliwe! Widziałabym! Zresztą sam mi mówił że ma zamiar zacząć spotykać się z Sarą! Powiedz ze to nie on…
-No jasne że nie on- parsknęłam śmiechem, bo to wydało mi się nawet zabawne- powiedziałam „nowy” przyjaciel, a z Ronem znają się od lat.
-Ale Harry nic mi nie mówił..- zaczęła zdziwiona- Nie powiesz mi..?
-Wątpię żebyś chciała wiedzieć- natychmiast się opanowałam- Ale w sumie nie dziwię się że Harry nic Ci nie powiedział. Na jego miejscu też bym tak zrobiła.
-Miona, proszę Cię…
-Dobrze Ginny, ale błagam Cię nie wymagaj ode mnie niczego dobrze??- spojrzałam jej prosto w oczy, a przyjaciółka natychmiast pokiwała głową- Sama w to nie wierzę, ale Malfoy niby przeszedł na naszą stronę- powiedziałam ostrożnie.
-Ten Malfoy?? Draco Malfoy??!!
-Tak Gin- jęknęłam- to on wysyłał mi kwiaty, to on daje te wszystkie informacje Dumbledorowi, to z nim Harry ma oklumencję, i na dodatek ja mam do nich dołączyć…
-To nie może być prawda!- patrzyła na mnie w niedowierzaniu- ON?!
-Wychodzi na to, ze tak- westchnęłam- chyba nie muszę opowiadać Ci jak było wczoraj?
-Nie no jasne- objęła mnie- to chyba nie były zbyt szczęśliwe Walentynki?
-Nie eee, ale może być gorzej, on twierdzi, że Śmierciożercy planują atak na moich rodziców…
-Powiedział Ci tak? Nie, Miona on kłamie- powiedziała z całą stanowczością
-Ale.. on to mówił przy Dyrektorze.. O matko!! Ginny musze iść!- poderwałam się z miejsca i wybiegłam do gabinetu Dumbledora..
-Przepraszam, że tak późno, ale musiałam coś przemyśleć- wyjaśniłam, kiedy zasapana, po biegu i co najgorsze poważnie spóźniona wpadłam do gabinetu. Tak jak mówił dyrektor, chłopaków ani śladu. Zajęłam miejsce przy biurku i wyczekująco spojrzałam na Dumbledora.
-A więc jednak chcesz porozmawiać?- uśmiechnął się ciepło, jakby zupełnie zapominając o moim wcześniejszym zachowaniu, które, nie oszukujmy się było okropne.
-Tak, oczywiście- starałam się odwzajemnić uśmiech, choć powoli zaczynałam się martwić tym co zaraz usłyszę
-Nie mam zamiary drążyć przyczyn Twojego wcześniejszego zachowania. Chcę tylko pokrótce powiedzieć Ci na czym będzie polegała jutrzejsza misja, do której możesz dołączyć. Zważywszy jedynie na fakt, że to Twoi rodzice, bo w gruncie rzeczy nie jesteś pełnoprawnym członkiem Zakonu, a owszem Harry i Draco nimi są- dodał widząc moja zdziwioną minę- Wątpię aby Twój udział w walce był potrzebny, bo jestem pewien, że reszta da sobie radę. W domu Twoich rodziców, około 10 rano ma się pojawić tylko czterech Śmierciożerców.
-A co z rodzicami?- spytałam cicho
-No cóż, atak ten planowany był przez Voldemorta od dość dawna, Draco zdążył dobrze poznać Twoich rodziców i o wszystkim ich powiadomił. Są gotowi, wiedzą co mają robić.
-Tylko ja nie wiedziałam?!
-Owszem, baliśmy się Twojej reakcji, mogłabyś zrobić coś nieodpowiedzialnego, a na taki błąd nie możemy sobie pozwolić.
-Jak mam się jutro stawić?
-Bądź o 9 u mnie- uśmiechnął się lekko- weź różdżkę.
-Oczywiście- wstałam z miejsca- mogę już iść?
-Do jutra Hermiono- po krótkim pożegnaniu wyszłam z gabinetu. W głowie miałam mętlik. Draco zna moich rodziców?! Totalny szok. Ale to zaczęło się układać w logiczną całość, bo skąd wiedział gdzie dokładnie mieszkam? Wracając z Pokątnej mieliśmy pójść do mnie, ale specjalnie podałam mu zły adres, a Draco jednak stawił się tam gdzie trzeba! Do tego ta tajemnicza rozmowa z rodzicami. Westchnęłam i zeszłam na obiad.
Rano obudziłam się koło 6. Byłam bardzo podenerwowana i nawet nie starałam się ukryć tego przed Ginny. Cindy nie było w dormitorium, nie wróciła na noc. Szybo się ubrałam i zeszłam na śniadanie. Wielka Sala była pusta. Nałożyłam sobie trochę sałatki i przez ściśnięte gardło, próbowałam zjeść choć odrobinkę. Nagle do Sali wszedł Draco. Szybo spuściłam wzrok, udając że bardzo interesuję się wzorkiem na talerzu. Jego kroki były co raz głośniejsze, a to niemożliwe żeby szedł tutaj! Nie po Walentynkach! To by było niedorzeczne.
-O 10 u Dyrektora, wiesz o tym?- jego głos był równie zimny jak niegdyś. W czasach naszych największych kłótni.
-Wie-em.
-Zostałaś powiadomiona o tym co masz robić?
-Mam wziąć różdżkę- zaczęłam spokojnie siląc się na swobodny ton, jednak dalej nie patrzyłam na niego, tylko na jakiś punkt w suficie.
-Chyba każdy czarodziej bierze ze sobą różdżkę gdziekolwiek idzie?- w jego głosie usłyszałam zdziwienie, ciche skrzypnięcie ławki uświadomiło mi, że chłopak siadł naprzeciw mnie- Zresztą nieważne. Masz się nie wtrącać w to co będziemy robić, najlepiej będzie jak po naszym wejściu ukryjesz się ze swoimi rodzicami, w jednym z pokoi na górze. Masz się w ogóle nie przyłączać do akcji, choćby niewiadomo co się działo. Jasne?
-Niby czemu?- chciałam by brzmiało to trochę inaczej, jakoś tak bardziej przyjacielsko? Sama nie wiem. Po tych cholernych walentynkach ciągle miałam wyrzuty sumienia. Odpowiedział mi z tym swoim charakterystycznym ironicznym uśmieszkiem:
-Nie potrzebne nam są zbędne ofiary, a nie oszukujmy się, nie masz w walce najmniejszej szansy...
-Skąd możesz to wiedzieć! – uniosłam się patrząc mu w oczy, i zaraz tego pożałowałam, przestraszyłam się tego co tam zobaczyłam. Jego wzrok był jakiś pusty, smutny... zmęczony... sama nie wiem jak to określić.
-A walczyłaś kiedyś? Trenowałaś coś ponad podstawowe, szkolne zaklęcia? Uczyłaś się bezlitosnej, nie raz krwawej walki? Uczyłaś się zabijać?- zadawał kolejne pytania, a ja kręciłam przecząco głową.- A więc właśnie- wyszedł z Sali zostawiając mnie osłupiałą. Przez to wszystko odechciało mi się jeść. Na chwilę wróciłam do dormitorium, by chwilę przed 9 stawić się u Dyrektora…
komentarze [101]U dyrektora >> sobota, 12 stycznia 2008 10:41:23
Hejka;*
Bardzo Was wszystkich przepraszam, że notki nie było tyle czasu;(
Nie będę się tłumaczyć bo to i tak nie ma sensu;)
Dziś dodaję notkę i obiecuję od teraz dodawać je częściej.
Właśnie zaczęły mi się ferie, więc zapewne coś naskrobię..:)
Przypominam jeszcze, że jeśli ktoś chce być informowany o newsach, prosiłabym o wpis do Księgi. Informować przez gg dalej będę, ale takie info czasem nie dochodzi, co jest już niezależne ode mnie. Z góry dzięki;*
Zapraszam do czytania i komentowania….
Nawet nie wiem jak wróciłam z Pokoju Życzeń do swojego dormitorium. Nie zwracałam uwagi na mijanych ludzi, którzy coś do mnie mówili, w głowie ciągle miałam mętlik. Wiedziałam że prędzej czy później będę musiała o wszystkim powiedzieć przyjaciołom, ale nie jestem pewna czy będę w stanie. Skoro sama nie wiem co czuje, to co mam powiedzieć im? Podałam hasło Grubej Damie i miałam nadzieję, że przejdę przez Pokój Wspólny niezauważona, że będę mogła, ukryć się we własnym łóżku i wszystko na spokojnie przemyśleć. Ale z drugiej strony ile czasu możne się ukrywać? Jednak zamartwiałam się niepotrzebnie. Kiedy tylko weszłam do PW zauważyłam Harrego siedzącego przy kominku. Chciałam przejść chyłkiem, tak by móc w spokoju odpocząć od tego, ale niestety się nie udało.
-Możemy porozmawiać?- spytał uśmiechając się lekko
-Wybacz, ale nie mam na to ochoty- chciałam odwzajemnić uśmiech, ale nie wychodziło mi to.
-Miona, ale. .ja wiem…ja wiedziałem…..musimy to sobie wyjaśnić- zaczął się plątać
-Harry nie teraz- spojrzałam mu prosto w oczy
-To bardzo ważne - podchwycił moje spojrzenie- uwierz mi, od tego może naprawdę wiele zależeć!!
-O co Ci chodzi!?- mruknęłam rozdrażniona. Wiem, nie powinnam się na nim wyżywać, bo to nie jego wina, ale mógł chociaż zauważyć że nie mam ochoty na rozmowę!
-Wiem, że to był dla Ciebie szok…-zaczął powoli, ale nie dałam mu skończyć, coś sobie ubzdurał, nie ma pojęcia kto był tajemniczym, na pewno – przekonywałam sama siebie
-Posłuchaj- zaczęłam dość ostro- nie wiem o co Ci chodzi, i jak na razie nie mam zamiaru się dowiadywać, jasne?
-Skoro nie dałaś dojść do słowa Draco, daj chociaż mi!- wykrzyknął wyraźnie zniecierpliwiony
-Ale…ale…skąd.. Ty?? Skąd Ty to wiesz? –lekko oszołomiona usiadłam na najbliższym fotelu i szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się w niego, niedowierzając w to, co dopiero usłyszałam
-Przecież nie masz ochoty się dowiadywać – zajął miejsce obok mnie
-Mów!!
-Ale co chcesz wiedzieć?- wyraźnie się ze mną droczył
-Wszystko to co chciałeś mi powiedzieć…
-A więc- zaczął po raz kolejny, ale ja postanowiłam słuchać i mu już nie przerywać- pamiętasz jak kiedyś na eliksirach dyrektor poprosił mnie i Malfoya do swojego gabinetu?
-Yhym - kiwnęłam głową
-Wtedy wszystko się zaczęło. Pamiętasz, Zakon od dłuższego czasu miał tajnego informatora. Kiedy Dumbledore powiedział mi ze to Malfoy, nie mogłem w to uwierzyć, węszyłem, chciałem dojść czego on naprawdę może chcieć, ale mi się nie udało. Sprawdziłem wszystko. Jego akta, opisy akcji, w których nam pomagał. Sprawdzałem czy po prostu nie odwraca naszej uwagi, od centrum akcji, ale nie.. Jest czysty. Nikt nie ma na niego haka. Od dawna jest po naszej stronie, to dzięki niemu rozwaliliśmy parę akcji Śmierciożerców… Potrafił wsypać swoich znajomych, Miona on naprawdę się zmienił…
-Dalej nie rozumiem jaki to ma związek ze mną – siliłam się na obojętność
-Od dawna wiedziałem, kto jest Tajemniczym- powiedział odwracając wzrok- ale czy był sens Ci o tym mówić? Sama się nad tym zastanów? Domyślałem się jak zareagujesz- mówił cicho, a ja czułam się co raz gorzej- Przekonywałem Draco, żeby nie proponował tego spotkania, ale on się uparł… Mówił, że nie może Cię już dłużej okłamywać… Nawet nie wiesz jak mu zależało..
-I nie chcę wiedzieć!!- prawie krzyknęłam , bo jego słowa sprawiały mi co raz większy ból- Nie wiedziałam że aż tak się przyjaźnicie! Potter i Malfoy. Malfoy i Potter- ironia lała się strumieniami, ale nie mogłam, bądź też nie chciałam jej w sobie dusić- Najwięksi wrogowie, zamieniają się w największych przyjaciół. Ale czemuż by się dziwić?? Obaj z dobrych, szlachetnych rodów, czysta krew i te sprawy. Kiedy zacznie wspólnie tępić szlamy?!
-Przestań!! – warknął Harry wstając z miejsca- Wiesz że to nie fair! To że ktoś się zmienia nie zawsze musi oznaczać, ze zmienia się na gorsze! Hermiona, opanuj się- mówił dużo spokojniej- Gdzie się podziała Twoja chłodna ocena sytuacji? Spokój i opanowanie..?
- Zniknęły od kiedy nie mam komu ufać!- odwarknęłam
-Jak ktoś sam, z własnej nieprzymuszonej woli odtrąca i rani wszystkich wokoło, to czego może oczekiwać? Nie chcesz uwierzyć jemu? Uwierz mi! Robisz poważny błąd Miona, i wiem, że będziesz go żałować. Ale to już nie moja sprawa- wyminął mnie i zbliżył się do portretu Grubej Damy- A ci jeszcze jedno- obróci się- o 12 masz być u Dyrektora- zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać zniknął za portretem…
Swoje kroki skierowałam pod prysznic. Tego było mi trzeba, długi, zimny prysznic. Odzyskałam zdolność trzeźwego myślenia i jakie takie siły. W dormitorium przebrałam się w czyste ciuchy. Miałam nadzieję, ze to wszystko okaże się koszmarem. Nie zeszłam na śniadanie. Zresztą, pamiętnika też nie odzyskałam. Jestem pewna że ma go Malfoy. Przy przywoływaniu swojego pamiętnika, wczorajszego wieczór, musiałam myśleć o nim i przez to ta cała afera. Ale może dobrze się stało? I znów zależy z której strony na to patrzeć. Z jednej wyszłam na idiotkę, bo on doskonale wiedział, ze czytam jego pamiętnik, a to samo w sobie jest żenujące. Wchodzenie w czyjąś prywatność- co ja sobie wyobrażałam?! No ale tu pojawia się druga strona medalu. Dowiedziałam się całej prawdy. Ale czy chciałam ją poznać? Moja rozmyślania przerwał zegar który wybił 11;30. Przypomniał sobie, że mam iśc do dyrektora. W biegu zaczęłam się przygotowywać. Wybiegłam na korytarz zapinając bluzę, przebiegłam przez schody w rekordowym tempie. Zdziwiło mnie że posąg chimery był odsunięty i bez problemu weszłam do środka. Delikatnie zapukałam do drzwi:
-Proszę – rozległ się spokojny głos dyrektora. Pchnęłam drzwi, ale to co tam zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Dumbledore siedział przy swoim biurku. Jednak nie to było dziwne. Przy jego biurku stały trzy krzesła…i dwa były zajęte. Środkowe, było wolne…Te było dla mnie…ale… . Opanowałam się i usiadłam. Dalej się nie odzywałam, bo nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu mnie to przerosło!! Dyrektor, ja, Harry i Draco… powoli zaczynało mi się robić gorąco, choć żaden z chłopaków nie zwracał na mnie uwagi..
-Co to za grobowe miny?- próbował nakłonić nas do rozmowy dyrektor
-Wydaje się panu- ironiczny ton głosu, nie pozostawiał złudzeń, Draco naprawdę postanowił zapomnieć
-No nieważne- zaśmiał się wesoło – ale nie po to się tu spotykamy- spoważniał, co mnie zaniepokoiło. Bo co my tu robimy we trójkę??
-Może konkrety?- wtrącił się Harry- mamy mało czasu…
-Tak racja- dyrektor kiwnął głową podając mi jakąś teczkę. Drżącą ręką otworzyłam ją. Było tam kilka zdjęć, jakieś notatki. W pierwszej chwili myślałam, że to nędzny żart, ale niestety.
Fotografie przedstawiały mój dom rodzinny, moich rodziców, ich gabinet stomatologiczny, okoliczny park, w którym często spacerują. Jednym słowem wszystko co mojej rodziny dotyczy i to, co jest z nią związane. Bo jak inaczej to wytłumaczyć?! Niektóre z nich były mugolskie, inne za świata czarodziejów. Postacie przemykały wzdłuż zdjęcia i ginęły za ramkami, by za chwilę wyłonić się po raz kolejny. Po co ktoś tak dokładnie śledzi moich rodziców? W drodze do pracy, na spacerze. Po co ktoś tak dokładnie przypatrywał się ich codziennemu życiu?? Drżącymi dłońmi odłożyłam fotografie na biurko i wyjęła zapisane drobnym pismem karteczki. Właściwie był to cienki zeszyt-góra 16 kartek. Notatki zapisane były różnym pismem, ale regularnie powtarzającym się. „Obserwacje” trwały dość długo. Opisane zostały zwyczaje rodziców, ich codzienna trasa do pracy, co tygodniowe zakupy w mugolskie hipermarkecie. Po co komu takie rzeczy? Wzrokiem przebiegłam po paru pierwszych linijkach tekstu. Ale podpisy… To mnie oszołomiło jeszcze bardziej… Malfoy…Avery…Lestrange,... Nott.. sami Śmierciożercy.
-O co w tym chodzi?- spytałam starając się zachować jako taki spokoju, mimo iż w środku gotowałam się ze strachu i niepokoju o rodziców.
-No cóż- zaczął dyrektor- może wody?
-Słucham?!- ja tu chcę się dowiedzieć prawdy o moich rodzicach, a on się mnie pyta czy chcę wody? To pytanie całkowicie wybiło mnie z rytmu.
-Może wody?- powtórzył pytanie, z tym samym łagodnym uśmiechem, co zawsze
-Wody? Nie, podziękuję- hamowałam cisnące się na usta przekleństwa
-A więc- zaczął po raz dugi- myślę że najlepiej będzie zacząć od początku. Kiedyś powiedziałem Ci, że dowiesz się wszystkiego w swoim czasie? Teraz on nadszedł. Zamknąłem Was w Wieży, ponieważ oboje byliście w poważnym niebezpieczeństwie. Bal był tylko jedną z wielu wymówek, jakich musiałem używać żeby chronić i Ciebie i Pana Malfoya. Wiem że żadnemu z Was nie było to na rękę, ale nie było innego wyjścia. Oddzielnie bylibyście w większym zagrożeniu, a tak, to chociaż bal odwracał waszą uwagę o d tego co dzieje się w Zamku. Może nie było to w stosunku do Was, zbyt sprawiedliwe, bo sama dobrze wiesz, ze Draco wiedział o wszystkim. Właściwie tylko ty nie miałaś świadomości co się dzieje wokół Ciebie, ale zaraz wszystko Ci spokojnie wyjaśnię, od razu uprzedzam, że może to być dla Ciebie szok- spojrzał na mnie z troską, a ja po prostu kiwnęłam głową.
-Może zacznijmy od tego, że, o ile się zgodzisz, od jutra zaczniesz lekcje oklumencji- spojrzał na mnie wyczekująco
-Jaaaa? A-Ale po co?- wyszeptałam cicho
-Dobrze, pamiętasz jak kiedyś poprosiłem do siebie pana Pottera i Pana Malfoya do siebie? Świetnie- uśmiechnął się kiedy po raz kolejny skinęłam głową- Wasza trójka jest najbardziej zagrożona, ze wszystkich mieszkańców Zamku. Harry z oczywistych powodów, Draco? Harry chyba Ci o tym mówił, prawda?
-Tak- potwierdziłam
-Nie wiemy tylko, czemu zależy im na Tobie. Zagadkę tę próbujemy rozwiązać od dość dawna, ale wszystkie tropy okazują się być fałszywe. Jak sama widziałaś, Śmierciożercy dokładnie obserwują Twoich rodziców, nie wiemy po co im te informacje, ale cały czas próbujemy tego dociec. Cały zakon jest na nogach. Jak czegoś się dowiemy, Ty również zaraz się o tym dowiesz- zapewnił mnie- ale pewnie dalej nie wiesz, co to ma wspólnego z oklumencją..?
-No nie bardzo- postanowiłam być szczera
-Obawiam się, że będą próbowali grzebać w Twoich wspomnieniach. Może chcą tam coś znaleśc? Może posiadasz potrzebne im informacje? Nie jestem wstanie powiedzieć Ci teraz czego tak naprawdę chcą. Może odgrywasz jakąś rolę w ich planach? Nie martw się zawczasu, bo jeszcze nic nie wiadomo- uśmiechnął się krzepiąco- ale oklumencja jest i będzie Ci potrzebna. Jak nie teraz, to kiedyś, kto wie? Więc lepiej być zabezpieczonym na przyszłość. Jutro pani pasuje, panno Granger?
-Tak, jutro, tak- otrząsnęłam się
-Od razu po obiedzie?
-Tak oczywiście, ale z kim będę miała te lekcje?
-Na początku ze mną, myślę że przez pierwszy tydzień sama, a potem już razem z panami.
-Ra-azem?
-Tak, ale to chyba nie problem?- przyjrzał mi się uważnie
-Nie eeee- zaprotestowałam gwałtownie- zupełnie mi to nie przeszkadza
-Dyrektorze- wtrącił się Draco- ja rozumiem że to jest ważne, ale czemu ominął pan najważniejsze?!- zdezorientowana patrzyłam raz na Draco, raz na Dumbledora
-Ale o co chodzi!!??- krzyknęłam, a Draco udzielił mi odpowiedzi:
-Śmierciożercy planują atak na Twoich rodziców...Jutro…
komentarze [44]Z pamiętnika Draco VI >> piątek, 7 grudnia 2007 20:46:40
Hejka:*
To już ostatnia taka notka:))
Potem wracam do normalnego stylu pisania;)
Buziaki:*
Czytałam wszystko z zapartym tchem, uzupełniając kolejne elementy tej „układanki”. Parę razy odetchnęłam głęboko i znalazłam datę balu. Odkładałam pamiętnik, to znów brałam go do rąk. Nie wiedziałam czy powinnam. W sumie przeczytałam już tyle, że mi wystarczy, ale bal to był przełomowy moment. Zaczęłam krążyć po pokoju wschłując się w dwa kłócące się głosy: „Wziąć i przeczytać”, „oddać i zapomnieć”. Jednak serce zwyciężyło nad rozsądkiem. Siadłam i ostrożnie wzięłam pamiętnik. Wyjęłam zakładkę, która zaznaczyła tę stronę. Ominęłam wszystko co mogło być równie ważne; całe przygotowania, ważny były tylko bal i to co się na nim działo. Jeden ruch ręki i pamiętnik był otwarty. Odetchnęłam i zabrałam się za czytanie:
[…] Mimo tego zgiełku i tłumu w korytarzu zobaczyłem ją. Miałem wyrzuty sumienia, ale zmieniony głos, gwarantował mi bezpieczeństwo. Chciałem jej powiedzieć, i to bardzo, ale gdybym to zrobił, byłaby w niebezpieczeństwie. Śmierciożercy co raz bardziej kombinują jak mnie dopaść, a ona mogłaby posłużyć jako przynęta. Na to nie mogłem pozwolić.
Witaj-szepnąłem stając za nią i podając jej kwiat
-Cześć-posłała mi uśmiech
-Idziemy?- spytałem i podałem jej rękę. Przecież musze być gentelmanem.
Rozmowa toczyła się gładko, jednak kiedy pytała o mnie musiałem delikatnie zmieniać temat, tłumacząc że to jeszcze nie czas. Wiem że była zawiedziona, ale bałem się jak cholera. Jej bezpieczeństwo było o wiele ważniejsze. Starałem jej się to wynagrodzić. Miałem nadzieję że dobrze się bawi. Ale cały mój wysiłek poszedł na marne w jednej chwili, ale po kolei: Tańczyliśmy jakiś wolny kawałek gdy wybiła północ, balony popękały obsypując nas konfetti, sala zwariowała. Nagle zaczęliśmy się całować. Hermiona nie miała już swojej maski, więc…. Ale to nie jest najważniejsze, choć najprzyjemniejsze. Cały czas widziałem Rudego, który czaił się obok nas. Kiedy zobaczył co się dzieje, zostawił swoją partnerkę i ryknął na całą salę:
-" No tak Szlamie to wszystko jedno z kim się całuje, nawet nie wiem z kim
Zobaczyłem łzy błyskające w oczach Hermiony, ale zanim zdarzyłem zareagować ona wybiegła z Sali. Nie wiele się namyślając ruszyłem za nią. Niestety korytarze były puste, tylko moje kroki odbijały się echem. Z wściekłości walnąłem w ścianę. Tyle starań, tyle zachodu, a rudy musiał wszystko zepsuć!! Nie miałem ochoty wracać na salę, teraz już wszystko straciło sens….
Rano zszedłem na śniadanie wiedząc że nie będzie na nim nikogo. Bal skończył się nad ranem, więc wszyscy odsypiali. Jednak przy stole Gryfonów siedziała Hermiona zaczytana w jakiejś książce. Widząc jakąś szansę na poprawę naszych stosunków podszedłem do niej. Nawet mnie nie zauważyła. Ale po takiej szopce ze sobą w roli głównej, też nie zauważałbym ludzi;
-Smacznego-powiedziałem
-O ile się nie mylę stół Ślizgonów jest tam-wskazała ręką na przeciwny kąt sali-ale mimo to dziękuję.
-A i owszem tam jest stół Ślizgonów, ale tam nikogo nie ma więc już wolę siedzieć z Tobą niż sam- nie czekając na odpowiedź usiadłem naprzeciwko
-Cóż za pech.
-Jak tam bal? Nie kładłaś się spać, ze tak szybko jesz śniadanie?
-Nieważne-warknęła -A ty jak się bawiłeś?- spytała trochę uprzejmiej,
-Było miło, szkoda ze tak krótko, ale Ty chyba coś nienajlepiej się bawiłaś, co?- przyglądałem się jej bacznie, czekając na jakiś znak, jakiś sygnał
-Skąd to przypuszczenie? Bawiłam się wyśmienicie.
-Przed tym jak wybiegłaś cała we łzach za Weasleyem, czy już po?
-Skąd wiesz?!
-Pomyślmy...Hmmmm.... –już wiedziałem jak to rozegrać- Rudy wydziera się na całą salę, przerywa wszystkim zabawę, potem wybiega z sali, a Ty za nim. Akcja tego dramatu rozgrywa się na oczach uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, powyżej trzeciej klasy. Wszyscy są zaszokowani, ale po chwili wracają do zabawy- zakończyłem.
-Zabawne jak nie wiem co- warknęła wracając do śniadania.
-Starałem się, widać udało mi się- uśmiechnąłem się
-A co takiego Ci się udało?
-Wyglądałaś jakbyś połknęła kij od szczotki i przy okazji złapała doła, a teraz przynajmniej się uśmiechasz- nałożyłem sobie na talerz tosty- to wszystko
-Od kiedy pomagasz Szlamom wyjść z dołka?
-Od kiedy? Ciężkie pytanie...-uśmiechnąłem się łobuzersko- chyba. ...pomagam im od kiedy to Weasley, a nie ja je doprowadza do łez.
-Miła odmiana co?- zaśmiała się
-Rzeczywiście, a wracając do rzeczywistości dziś o 10 mamy być u dyrektora.
-Po co? Przecież bal wypadł nieźle..., no przynajmniej niektórym-westchnęła
-Skąd ja mam wiedzieć? Miałem Ci to przekazać wczoraj, ale nigdzie nie mogłem Cię znaleźć, proste- ależ ja mam wyobraźnię, w tym wymyślaniu kolejnych wymówek.
-Dobrze już o nic nie pytam…-urwała w pół zdania
-Proszę, proszę kogo mu tu mamy-zakpił Rudy stając obok nas.
-Cześć Hermi- przywitała sie ta jego, jak jej tam…a tak Lav
-Cześć- odpowiedziała Hermiona
-A to nowy sponsor??- spytał ironicznie wskazując na mnie -Czy to nieznajomy, czy Malfoy, czy ktokolwiek inny Tobie to bez różnicy, co?
-Posłuchaj Weasley, bo powiem to raz i nie mam zamiaru powtarzać-warknąłem kończąc śniadanie- zachowujesz się jak ostatni kretyn...
-I kto to mówi- przerwał mi bezczelnie -Pan obrońca Szlam.
-Wiesz w ogóle co to słowo znaczy? Twoja matka byłaby z Ciebie dumna Rudy. Ciekawe co zrobi jak sie dowie, że jej synalek używa takich słów- podziałało na niego, zbladł i widać było że matka ma autorytet.
-A co zrobiłby Twój ojciec gdyby wiedział z kim sie zadajesz?!- ryknął kontratakując, jednak nie wyglądało to tak groźnie. Nie odważyłby się napisać do mojego Ojca. Za bardzo się go boi.
-Wie z kim sie zadaję, chodź idziemy- zwróciłem się do Hermiony - towarzystwo mi nie odpowiada.
-Słucham?- warknął Rudy, katem oka zobaczyłem jak dziewczyna kuli się ze strachu, na całe szczęście w wielkiej Sali była tylko nasza czwórka.
-Mówiłem, że nie będę powtarzał, ale zrobię wyjątek: Towarzystwo mi nie pasuje, słyszałeś?– zachowałem spokój, tylko ze względu na Hermionę. W tym czasie dziewczyna wstała i stanęła obok mnie.
-Tak. Twoje towarzystwo jest o wiele lepsze- zlustrował dziewczynę od góry do dołu, jakby widział ją po raz pierwszy. I tu przegiął. Złapałem Hermionę za rękę i przyciągnąłem do siebie, nawet nie zaprotestowała.
-Spójrz na Hermionę i spójrz na tę swoją...jak jej tam...- zaciąłem się
-Lavender- szepnęła mi do ucha - mówimy na nią Lav.
-..No właśnie Lav-kontynuowałem jak gdyby nigdy nic. Obiektywnie je oceń, a potem sam przyznaj że Hermiona wygląda o wiele lepiej.
-CO?!- wrzasnęłyśmy jednocześnie, a ja dopiero zdałem sobie sprawę, jak blisko siebie jesteśmy teraz.
-Idziemy- Pociągnąłem ją w stronę wyjścia
-Jeszcze sie policzymy, Ty, Ty....- Rudemu zabrakło odwagi żeby dokończyć, bo do Sali wszedł Snape. Gdy przechodziliśmy obok niego spojrzał na nas z niedowierzaniem. Teraz dopiero zaczęły się kłopoty, ale przyznam że było warto.
-Idziemy do dyrektora-powiedziałem kiedy wyszliśmy z Sali
-Draco? Czemu to zrobiłeś?
-Co znowu zrobiłem?
-Po raz kolejny mi pomogłeś, a wcale nie musiałeś- stanęliśmy
-Wiem ze sie z nim przyjaźnisz, ale nie mogłem pozwolić, żeby Cię obrażał. Zresztą co to za przyjaźń, no bez przesady. Nawet ja tak nie wbijam Blaisowi ani Markowi! Nawet MagDolla traktuję lepiej niż on Ciebie- wyjaśniłem szybko
-Dziękuję-powiedziała cicho, a ja poczułem nagłą ochotę żeby ją przytulić, ale w porę się opanowałem -Poczułem sie zagrożony- obróciłem to w żart- widzę ze teraz Weasley ma ochotę pognębić innych.
-Nie wiem czemu- przyznała z lekkim uśmiechem
-Może jest zazdrosny?
-Chodź już bo dyrektor czeka- ruszyła w stronę chimer, a ja nie mając wyjścia ruszyłem za nią.
-Wchodźcie moi drodzy- przywitał nas entuzjastycznie dyrektor.
-Dzień dobry-powiedzieliśmy prawie jednocześnie
-Zapytałbym jak tam po balu, ale to chyba nie byłoby odpowiednie pytanie, wiec je pominę i przejdę od razu do sedna sprawy- w jego niebieskich oczach zabłysnęły wesołe ogniki- powiem Wam jednak, że ja bawiłem się wyśmienicie.
-Ja również dobrze się bawiłam- powiedziałam Hermiona akcentując wyraz „dobrze”- bynajmniej do czasu, ale niczego nie żałuję- powiedziała jednym tchem -Nawet dobrze sie stało. Poznałam kto jest moim prawdziwym przyjacielem. Lepiej teraz niż później, prawda?
-Tak Hermiono, masz rację. Ale nadal uważam ze zachowanie pana Wealeya było karygodne i zasługuje na karę.
-Nie chcę o tym myśleć-powiedziała cicho, a ja widząc jak jej ciężko złapałem ją za rękę -było minęło- dokończyła
-No dobrze, koniec tego dobrego, pora ocenić waszą pracę. A więc, dostaliście szlaban za podpalenie biblioteki, choć w rzeczywistości tego nie zrobiliście...no cóż zdarza się- uśmiechnął się szeroko- mieliście przygotować Bal Bożonarodzeniowy. Ciężko pracowaliście przez prawie miesiąc, nauczyliście sie współpracy mimo wielu różnic między Wami. Krótko mówiąc jestem z Wam dumny- spojrzał na nas tak, jak.. ja wiem...jak rodzic, tak jak Ojciec nawet na mnie nie spojrzał, ale to się czuło. Naprawdę, poczułem sie jakby to był mój dziadek, którego nigdy nie miałem –Dziękujemy, nawet nieźle sie bawiłem biorąc
udział w przygotowaniach.
-Uważam że zasługujecie na...powiedzmy 150 punktów dla każdego z Was- powiedział dyrektor - Wiem, ze to szlaban i teoretycznie nie powinniście dostać punktów, ale jak wiadomo teoria różni sie od praktyki, zresztą za tak cudowny bal, należy się Wam. No dobrze, a teraz zmykajcie, macie przed sobą cały piękny dzień. W dobrych humorach rozeszliśmy się w swoje strony.[…]
A więc wszystko jasne, to ja okazałam się tą złą, to ja byłam bez serca, ale to się tak nie skończy, mruczałam przerzucając kolejne kartki. Szukałam dnia wczorajszego, może zdążył opisać walencki, albo chociaż przygotowania? Cokolwiek, chce mieć to już za sobą. Ominęłam awanturę, w dniu przed walentynkami, bo to był tylko szczegół, w tej chwili nieistotny, tak samo z tym jak kumple Alexa próbowali zatrzymać Draco, o jest!!:
[…]Zgadnij kto- szepnąłem jej do ucha.
-Draco Malfoy- warknęła- Co TY TU robisz??!!
-Umówiłem się tu z Tobą- wyjaśniłem spokojnie, bo byłem gotowy na wszystko- Proszę poczekaj, daj mi wszystko wyjaśnić.
-Nie- warknęła- to był chory żart? Twój i MagDolla?? Zrobić idiotkę za Szlamy? -krzyczała-Udało się Wam! Tarzam się ze śmiechu!!
-To nie tak- pośpieszyłem z wyjaśnieniami- Alex od początku próbował mnie powstrzymać – zacząłem, ale nie dała mi skończyć:
-A więc to ty jesteś tym całym Smokiem?
-Zgadza się-powiedziałem cicho-ale to nie tak jak myślisz! To co pisałem to wszystko prawda, wiem, że to wygląda całkiem inaczej, ale zrozum mnie- posłałem jej kolejne błagalne spojrzenie- wiem że nic nie jest w stanie usprawiedliwić mojego wcześniejszego zachowania, ale to minęło i więcej się nie powtórzy.
-A skąd ja mogę to mogę wiedzieć?- wypaliła, czułem że jestem na straconej pozycji
-Posłuchaj mógłbym Cię okłamywać tak jak to było w przypadku balu, ale po co ta cała szopka? Nie chcę okłamywać nikogo a w szczególności Ciebie. Gdy nie wiedziałaś kim jestem wydawałaś się szczęśliwa- powiedziałem z nadzieją- wiem że nic nie jest w stanie mnie usprawiedliwić, ale proszę tylko o jedną szansę….
-Szansę?- niedowierzała w moje słowa -SZANSĘ??!!- krzyknęła po chwili
-Domyślam się jak to wygląda, ale mi naprawdę na Tobie zależy, Hermiono proszę….
-Dobry z Ciebie aktor! Jak Ty w ogóle śmiesz?! Długo zajęło przygotowanie Ci całego tego pokazu? MagDoll czeka po drzwiami, tak? Ciekawe kto wyreżyserował ten jakże ciekawy spektakl!!- zbliżyła się do niego- dostaniesz szansę, ale po moim trupie!!- wybiegła z Wrzeszczącej Chaty, a ja osunąłem się na podłogę. Sam nie wiem gdzie popełniłem błąd. Chciałem dobrze, ale nie wyszło. Omijając wioskę wróciłem do zamku, ignorowałem wszystkie szczerzące się do mnie panienki. Bo po co mi one? Liczy się tylko Hermiona, a te wszystkie plastiki są na moje skinienie. Ale to nie jest ważne. Liczy się tylko Ona…
Nagle zapis się urwał. Wpatrywałam się w pustą do połowy stronę i w kółko zadawałam sobie jedno pytanie „Co ja takiego narobiłam?? ”. Ale to co się stało, przeszło wszystkie moje najśmielsze oczekiwania. Nagle na stronie zaczęły pojawiać literki, wpatrywałam się w nie oniemiała, bo jak to możliwe??
Mam nadzieję że się podobało. Czytanie cudzej prywatności musi być zabawne, nieprawdaż? Teraz znasz mnie z innej strony, choć pewnie i tak uważasz mnie za aroganckiego chama, ale ja już nie mam pojęcia, co zrobić byś zmieniła zdanie na mój temat. Próbowałem wszystkiego. Zrozumiałem, że to nie ma szans, więc się poddaję, będę wdzięczny jak zapomnisz o wszystkim, bo ja mam taki zamiar. Po co ciągnąc coś co nigdy nie istniało?
Draco Malfoy.
O MÓJ BOŻE- wyrwało mi się tylko kiedy dziennik stanął w płomieniach.
komentarze [44]Z Pamiętnika Draco-IV, V >> piątek, 23 listopada 2007 22:16:25
Hejka;*
A więc, zauwazyłam, że notki z tej perspektywy się Wam nie podobają, no ale trudno.
Jak widać notka długa- połączyłam dwie, w jedną;)
Z pamiętika została tylko ta i ostatnia, potem wracam do "starego" stylu;))
Przerwałam czytanie i poszłam do maleńkiej kuchni po herbatę. Byłam głodna, a pora kolacji już dawno minęła. Wzięłam jabłko i gryząc soczysty owoc czytałam dalej;
[…]Mecz to jedna wielka porażka. Sam nie wiem co my tam robiliśmy, ale Blaise się uparł i koniec tematu. Mecz toczył się gładko, Hermiona była z Markiem, co mnie uspokajało, ale nagle Ślizgoni musieli zacząć śpiewać tą durną piosenkę którą sam kiedyś ułożyłem. Bez przesady, skoro ja przestałem obrażać Wealeya i jego rodzinę to oni chyba też mogą?! Banda idiotów. Siedziałem pomiędzy Zabini i MagDollem. Gdyby nie było tam tylu ludzi nie wahałbym się i zabił Alexa, ale zachowywałem spokój. To on najgłośniej śpiewał „Weasley naszym królem jest”
-Co się dzieje, ktoś podpalił mi szatę!! To na pewno Ty Draco!!- wydarł się nagle MagDoll.
-Bo nie mam co robić-warknąłem- Było trzeba nie śpiewać tej głupawej piosenki, pewnie ktoś się mści- miałem ochotę wybuchnąć śmiechem
-Zgadzam się z Draco, Alex z Gryfonami nie warto zadzierać-zabrał głos Zabini
-To ty!! Ty się mścisz Malfoy!!!
-Tak a może powiesz mi za co??- próbowałem zmusić go, żeby przyznał się do winy podpalenia biblioteki -Kto to??- spytałem słysząc czyjś stłumiony śmiech
-To dochodzi spod krzeseł!!- wydarł się MagDoll -GRANGER!!!! CO TY TO ROBISZ!!! TO TWOJA SPRAWKA!!!- darł się tak że wszyscy Ślizgoni patrzyli w nasza stronę.
-Teraz wam łyso, nie??- zapytała złośliwie
-Szlamo Ty się kiedyś doigrasz!- zagroził jej Alex,
-Wiesz co MagDoll gdyby nie ja nawet nie znałbyś tego słowa, więc przestań go używać bo jest już dawno nie ,modne i przestarzałe- warknąłem -po za tym to ludzi JEJ pokroju lepiej nie odzywać się wcale- chyba za mocno, już po sekundzie pożałowałem swoich słów
-Draco, może bez przesady. Ale do frajerów takich jak MagDoll lepiej się nie odzywać!- powiedział Blaise.
-Zabini!!- krzyknął MagDoll
-Racje Blaise, popieram-skwitowałem
-Wy się kłóćcie a ja wracam – zniknęła w tłumie
-Tak Harry Potter ma znicz!! Gryfoni wygrywają 410 do 60!!-rozległ się głos komentatorki meczu.
-Banda idiotów- mruknąłem i zmyłem się stamtąd jak najszybciej[..]
Zaczęłam szukać tego co mnie najbardziej interesowało- Wieży Zachodniej. Pominęłam nawet te fragmenty kiedy razem siedzieliśmy do czwartej nad ranem w Pokoju życzeń, to nie było ważne. Jak mógł wysyłać mi kwiaty podczas pobytu w wieży skoro byłam tam cały czas??
[…] Spiskowanie przeciw Śmierciożercom nie jest proste, i Dumbledor o tym wie. Szczególnie teraz, obaj zdajemy sobie sprawę że w ten weekend grozi mi niebezpieczeństwo, stąd pomysł z Wieżą Zachodnią. Bal to tylko pretekst, ale z drugiej strony- trzy dni z Hermioną. Tylko we dwoje, muszę się starać wyjść na człowieka.[…]
[…]Pierwsza awantura za nami. Chodziło o wybór pokoi. Skąd ja mogłem wiedzieć że ona tak łatwo się obraża, no Ok. to moja wina. Ale zawsze dostaję to co chcę i nie cierpię przegrywać. Więc mogę pożegnać się z pierwszym dobrym wrażeniem. Zamiast pokazywać się z dobrej strony wychodzę na kompletnego, zadufanego w sobie arystokratę!![…]
Pracę nad balem skończyliśmy około północy, ale szczerze mówiąc cały czas zastanawiałem się jak Śmierciożercą zareagują. Wczoraj powiedziałem Dumbledorowi o ich planowanym napadzie, więc Zakon będzie gotowy. Ale wracając do wieży. Miałem zamiar wziąść szybki prysznic i iść spać, ale Hermiona wbiegła do łazienki zanim zdążyłem coś powiedzieć. Myślałem że szybko wyjdzie z łazienki. Po godzinie czekania nareszcie dała jakiś znak życia, ale to co usłyszałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania:
-Malfoy podasz mi piżamę, leży na łóżku¬?
-Co?!- zaszokowało mnie
-Moją pidżamę!
-A co będę z tego miał?
-Satysfakcje pomocy szlamie- jęknęła a ja wróciłem do siebie.
-Niech Ci będzie Hermiono- hamując śmiech wszedłem do jej pokoju. Na łóżku nic nie leżało, nie chcąc grzebać w jej rzeczach ani kufrach musiałem szybko znaleśc inne rozwiązanie. Poszedłem do pokoju obok i wziąłem pierwszy z brzegu T-shirt. Zapukałem do drzwi łazienki, które chwilkę potem lekko się otworzyły. Podałem jej koszulkę:
-Malfoy to nie jest moje piżama!- Wydarła się
-Draco!
-Draco, to nie jest moja piżama!
-Wiem-zaśmiałem się -Twojej nie mogłem znaleźć więc z dobroci mojego serca, pożyczam Ci mój T-shirt.
-UUU!!!!- Krzyknęła z wściekłością- a jak ubrudzę ją szlamem?
-Stać mnie na proszek, wychodź ja też chcę się umyć!! – straciłem cierpliwość
-Zabiję Cię Draco!
-Co znowu ja! Z wami babami to tylko same kłopoty!- stwierdziłem z całym przekonaniem
-Ona jest za krótka.
-To co ja zrobię? Postaram się jeszcze urosnąć ,albo następnym razem kupię większą koszulkę.
-Nie będzie następnego razu- warknęła wojowniczo i nareszcie wyszła.
-Ładnie ci w szarym- uśmiechnąłem się do niej
-Dziękuję i dobranoc – zniknęła za drzwiami swojego pokoju a ja wreszcie mogłem wziąć prysznic. Byłem dziwnie spokojny. Blaise obiecał że wyśle kwiata, zamiast mnie, żeby nie było żadnych wpadek. Do łóżka wszedłem dopiero koło drugiej w nocy. Już zasypiałem, kiedy jakaś sowa zaczęła pukać w moje okno. Niechętnie zwlekłem się z łóżka i wpuściłem ją. Zabiję Zabiniego!! Pomylił okna!! Szybko na kartce nabazgrałem:
Hermiono!!
Jak jeszcze raz ten Twój Kochaś będzie Ci wysyłał kwiatki w nocy, to niech je wysyła do właściwego pokoju!! Ta cholerna sowa dobijała się do mnie o drugiej w nocy!!
Draco
Teraz w ogóle będę po za kręgiem podejrzanych. Po cichu wszedłem do jej pokoju i liścik razem z różą położyłem na stoliku. Na szczęście się nie obudziła. Z radością wróciłem do łóżka, ba nareszcie w spokoju zasnąć
***
Rano obudziły mnie odgłosy krzątaniny w kuchni i czyjeś pomruki. Jak mogłem się domyśleć Hermiona robiła śniadanie. Licząc że załapie się na posiłek wszedłem do kuchni z komentarzem:
-Co za widoki i to od samego rana- przyglądałem jej się -ładna bielizna, pod kolor mojej koszulki. Czemu ja takich nie mam?
-Upsss. -Jęknęła i widocznie się speszyła.
-Nie martw się zachowam to dla siebie-zachowałem udawaną obojętność i nalałem sobie soku- nie napiszę o tym temu Twojemu Tajemniczemu.
-Gdybyś nie schował tego sera tak wysoko nie byłoby problemu-zaatakowała mnie- Zresztą Ty też się jeszcze nie ubrałaś!- Stwierdziła kasując mnie wzrokiem
-Ale Ty nie masz o tym, komu powiedzieć- złapałem ją za słowo. A swoją drogą czy bokserki nie są dobrym strojem na śniadanie? W domu zawsze tak jadam, więc nie widzę problemu
-Niby też racja – przyznała - a teraz z łaski swojej sięgnij mi ser.
-Proszę-podałem jej nabiał -a czy ja tez dostanę śniadanko?
-Może tak, może nie- warknęła i wróciła do robienia kanapek.
Zjedliśmy wspólnie śniadanie i znów wzięliśmy się do pracy,(ale już kompletnie ubrani, ku mojemu wyraźnemu niezadowoleniu).
Około czternastej mieliśmy już tego serdecznie dość, na szczęście przyszedł skrzat z obiadem.
-Może na dziś koniec pracy? Prawie wszystko już gotowe-zaproponowałem, bo już samo patrzenie na plany mnie osłabiało. Po zjedzonym obiedzie, każde z nas zajęło się same sobą. Siadłem w kuchni z gazetą i zacząłem czytać „Proroka codziennego”
-Draco masz sowę?- dobiegł mnie nagle cichy głos Hermiony
-U mnie w pokoju, klatka stoi na tym malutkim stoliku, za regałem- pokierowałem ją.-Chcesz to weź ją i tak się nudzi.
-Dziękuję- zniknęła, a ja powróciłem do artykułu. Kiedy wróciła prawie zasypiałem nad stołem:
-Idę spać-powiadomiłem ją -przez tego cholernego ptaka nie mogłem spać!!
-To akurat nie jest moja wina- odpowiedziała
-Oczywiście, że Twoja!!- Musiałem poudawać wściekłość - gdyby nie Twój kochaś bym się wyspał, ale nie, więc to Twoja wina.
-DOBRANOC- wycedziła ucinając tą bezsensowną dyskusję. Po chwili, w ubraniu rzuciłem się na łóżko i od razu zasnąłem.
Jakiś cholerny hałas wyrwał mnie ze snu. W pierwszej chwili nie wiedziałem co się dzieje i gdzie jestem. Dopiero po chwili się opanowałem, co wcale nie było proste:
-GRANGER!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- Wydarłem się
-Ups królewicz wstał- a więc sprosiła sobie przyjaciółki?
-GRANGER!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-CO!!!!!!!!!-
-CHODŹ TU!! Albo nie!! Już tam idę -wstałem i wziąłem różdżkę ze stolika -ja Ci pokaże przerywać mi drzemkę! Już do Ciebie idę.
-Czekam-odkrzyknęła. Po chwili wyszedłem z pokoju mało na nią nie wpadając.
-Co Ty sobie wyobrażasz??- spytałem
-A, co? Przeszkadza Ci coś?
-Obudziłaś mnie-warknąłem
-Śpiąca Królewna się znalazła- oboje wyciągnęliśmy różdżki i wycelowaliśmy w siebie nawzajem, sam nie wiem czemu to zrobiłem. Po prostu odruch.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i weszli Blaise z Markiem.
-Co to się dzieje- zapytała Puchon.
-NIC-krzyknęliśmy jednocześnie.
-Mark. -Cindy wybiegła z pokoju Hermiony i rzuciła się mu na szyję. Chyba cos wspominał ze na nią leci, zapewne zaraz się dowiem o co chodzi.
-Co tu się dzieje?!- opuściłem różdżkę i patrząc na przyjaciół
-Cześć Mark, cześć Blaise-powiedziała Hermiona -a tak w ogóle to skąd Wy się znacie?
-Kto mi wyjaśni, o co chodzi?- Krzyknąłem.
-Zapowiada się sporo wyjaśniania- Ruda wyszła z pokoju
-Który z nich jest największy?- Spytał Blaise pokazując pokoje
-Hermiony- powiedziałem bez wahania i wszyscy wpadliśmy do jej pokoju, Cindy z Markiem siedli na łóżku, Ruda Zabini i ja zajęliśmy kanapę, a Hermiona siadła na stole.
-Kto zaczyna? -Spytałem
-Dobra niech będzie, że ja-zaczął Mark- chcieliśmy Cię odwiedzić kumplu, i przy okazji powiedzieć Ci, że spotkam się z Cindy.
-Gratuluję- prawie skacze z radości- pomyślałem sarkastycznie
-To teraz powiedzcie mi skąd Wy się znacie- pytanie Hermiony nas rozwaliło
-My?- Spytał Blaise.
-Draco, ty i Mark-odpowiedziała, a my wybuchnęliśmy śmiechem- my się znamy od zawsze, co nie?
-No-zawsze trzymaliśmy się w czwórkę.,
-Widzę Was tu tylko trzech- Ruda okazała się niezła w liczeniu. Nie no teraz sobie żartuję.
-MagDoll wyleciał z paczki, bo jest kretynem i mu odwala-wyjaśnił Mark.
-Blaise i Draco to rozumiem, zawsze razem, ale Ty Mark??
-Wiesz Zabini to mój kuzyn. Całe dzieciństwo spędziliśmy we czwórkę-tłumaczenie się ciąg dalszy.
-CO!? Wy jesteście kuzynami?- Zdziwiła się- a wiec to Alex miał na myśli mówiąc, że przespałam się z Twoim kuzynem- wyszeptała, a we mnie zawrzała krew, co ten idiota znowu miesza??!!
-Ta pamiętam- wściekł się Mark.
-Co!? – Wolałem wiedzieć wszystko w tej sprawie
-MagDoll stwierdził, że skoro Blaise pokazuje się za mną publicznie musiałam się z nim przespać- skwitowała i zmieniła temat-jak to się stało, że Mark nie jest z wami w Slytherinie?
-Nie wiem- powiedziałem od niechcenia- jego babka była mugolką, a zresztą on jest za grzeczny na Ślizgana.
Potem musieliśmy wyjaśniać czemu Mark nie nadaje się na Ślizgona, ale nie Bralem udziału w tej dyskusji. Cały czas zastanawiałem się czemu Alex chce skomplikować mi życie.
-O puste butelki- krzyknął z kuchni Blaise wyrywając mnie z transu. - Co powiedziecie na grę w butelkę
-Jasne-padła jednogłośna odpowiedź
-No to gramy-zajęliśmy miejsca, tylko Cindy jeszcze siedziała na łóżku. Tknęło mnie złe przeczucie, coś się stanie tylko co?
-Ale, na co gramy??- Spytała
-Prawda i wyzwanie-odpowiedział Mark.
-Dobra-zsunęła się z łóżka razem z kołdrą.
-Hermi, co to jest-uniosła do góry mój T-Shirt
-Nigdy nie widziałam u Ciebie takiej koszulki- stwierdziła Ruda
- No i masz rację-zaczął Blaise-bo to jego- wskazał na mnie- wiem bo sam mu ją pomagałem kupić.
-CO?!- Wykrzyknęły dziewczyny.
-Chyba należą nam się wyjaśnienia-powiedział Mark i wszyscy siedli na łóżku. Przy stole zostałem tylko z Hermioną.
-No, co tam na nas patrzycie?
-Czekamy na wyjaśnienia-zaczął roześmiany Blaise.
-Znalazłam w łóżku Hermiony, Twoja koszulkę, chyba coś tu nie gra.-Delikatnie puknąłem Hermionę pod stołem i puściłem jej oko.
-Na pewno chcecie wiedzieć- zacząłem powoli.
-Jasne-padła szybka odpowiedź, więc kontynuowałem
-Wam się nigdy nie zdarzyło zabawić??-
-Oj tam nic takiego, prawda? Chyba każdy musi czasem poszaleć – Spytała niewinnie
-Ale jak to?- Ruda pierwsza odzyskała głos
-Co Was tak zatkało?!
-Wy? Razem?-
-No, co było późno, nie chciało nam się spać to, co mieliśmy robić, prawda kochanie?- Zwróciłem się do niej
-Oczywiście tygrysie- mruknęła
-O mój Boże-westchnęła Ruda, a ja uśmiechnąłem się pod nosem
-Wiecie my z Markiem już musimy iść-powiedziała Cindy- Ginny idziesz nami??
-Tak jasne.
Wszyscy wyszli tylko Blaise został na swoim miejscu. Gdy tylko zatrzasnęły się za nimi drzwi wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
-Ale nam się udało, co nie?- spytałem
-Dobra mówcie, co się stało naprawdę- zaczął Blaise- znając Was nigdy by do tego nie doszło.
Streściliśmy mu co się naprawdę zdarzyło. Potem zmyliśmy się do mojego pokoju, gdzie w spokoju usłyszałem, co MagDoll nawygadywał i co próbował zrobić.
Wściekłość pomogła mi zasnąć, choć głowa bolała mnie cholernie
Przez ból głowy nie spałem prawie całą noc. Dopiero koło 10 poszedłem do kuchni.
-Co zjesz na śniadanie?- spytała uprzejmie, ale tego nie dostrzegałem
-Nic
-Coś się stało?
-Nie.
-Draco, czemu wczoraj kłóciłeś się z Blaisem?- w takiej chwili??!!
-Nieważne.
-No powiedz mi-poprosiła.
-Mieliśmy swoje powody.
-Ale jakie. Darliście się tak, że nie mogłam spać- tak jasne, tylko że my się nie kłóciliśmy- pomyślałem -Nie przeproszę.
-Nie o to mi chodzi. Po południu wszystko było dobrze, a potem zaczęliście się kłócić, czemu?
-Nie Twoje sprawa.-odparłem łapiąc się z głowę i przymykając powieki.
-Ale może mi jednak powiesz? -spytała po chwili z nadzieją w głosie, ale zignorowałem to
-Czy ja mówię niewyraźnie! To była nasza sprawa! A zresztą po co ja i się tłumaczę SZLAMO?- Poniosło mnie i dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedziałem.
-Wczoraj kochanie, dziś szlamo, szybki jesteś -powiedziała i wyszła z kuchni. Wstałem i zacząłem szukać jakichś proszków na ból głowy. Niestety nic nie mogłem znaleśc więc wróciłem do pokoju. Siadłem w fotelu i czekałem aż ból minie. Nagle drzwi lekko się uchyliły. Kątem oka zobaczyłem z eto Hermiona przyniosła mi fiolkę z lekiem i śniadanie:
-Nie musiałaś- powiedziałem cicho i ze skruchą, ale nie odpowiedziała mi. W sumie nie ma jej się co dziwić. Jestem kompletnym kretynem[…]
Wyrzuty sumienia, to jedyne co w tej chwili czułam. Nigdy nie postawiłam się w jego sytuacji, nie wiedziałam co przechodził. Jak mi jest teraz głupio!! Łzy zmieszały się ze śmiechem. Śmiałam się ze swojej własnej głupoty, bo teraz tylko to mi pozostało.
Położyłem się do łóżka i wypiłem lekarstwo. Kiedy się obudziłem byłem jak nowonarodzony. Postanowiłem naprawić swoje poranne błędy. Wszedłem do kuchnie gdzie siedziała dziewczyna:
-Już obiad?- spytałem zdziwiony
-Jak widać, tam jest Twój-wskazała
-Jesteś na mnie zła?
-Może.
-Bolała mnie głowa, zresztą i tak byś nie zrozumiała o co nam poszło- to brzmi lepiej niż prawda
-Nie ma problemu, jak co to będę w czerwonym- podniosła się z miejsca
-Dobrze, zaraz tam przyjdę.
-Smacznego- rzuciła przy wyjściu, a ja miałem nadzieję że choć trochę poprawiłem swój wizerunek w jej oczach
Szybko zjadłem posiłek i rozmyślając nad balem wszedłem do czerwonego, od razu dzieląc się z Hermioną moim pomysłem:
-Możemy zrobić bal maskowy jeszcze takiego w Hogwarcie niebyło.
-Skąd wiesz?
-Specjalnie przeczytałem "Historię Hogwartu"- ale i tak była nudna- pomyślałem
-Była taka próba w 1841 roku, ale ówczesny dyrektor nie wyraził na to zgody. Uznał to za nowoczesne feneberie dla bogatej ARYSTOKRACJI, a nie dla skromnych uczniów, w tym SZLAM- mówiła dobitnie cedząc każde słowo
-Ale teraz to nie jest fanaberia dla arystokracji, ale zabawa dla wszystkich- udałem że nie ruszają mnie jej słowa
-O szlamy mogą już chodzić na przyjęcia?- raz mnie poniosła, a ona zaczyna-no nie wiedziałam.
-MOGĄ-powiedziałem dobitnie.
-No to w takim razie zróbmy bal maskowy-zgodziła się.
-Ale co z zespołem-zamyśliłem się, bo jakoś wcześniej wypadło mi to z głowy- teraz już nic nie załatwimy chyba że mój ojciec....- wolałbym nie, ale skoro to jedyne wyjście..
-Nie potrzebuję pomocy Twojego ojca! Wolę załatwić to uczciwie niż po znajomości, nie wiem jak Ty ale ja mam pomysł lepszy niż zespół na żywo.
-Słucham – przyznam że mi ulżyło
-Wczoraj słyszałeś muzykę która Cię obudziła, prawda?
-Niestety pamiętam, ale nie wiem co to ma do rzeczy..
-Ma. Puściłam tę muzykę z mp3, jak załatwimy kolumny i parę płyt, da radę puścić muzę, znam dobre zaklęcie.
-A co to jest mp3?- o czym ona w ogóle mówi??
-Eeeee nie wiesz??
-Nie- przyznałem
-Poczekaj pokażę Ci-wróciła z czymś małym, mugolskie wynalazki mnie czasem przerażaja
-I to puszcza muzę?
-Jasne jak podłączymy magią kolumny, zaklęcie Karstiona i po kłopocie.
-Udowodni że to działa-niedowierzałem
-Proszę-
-To działa-byłem zaskoczony, bo Ci mugole to mają pomysły!! -I to byłoby dobre wyjście- ucieszyłem się
-To co bal gotowy?
-Dokładnie, trzeba napisać o tym dyrektorowi- może wie jak zareagowali Śmierciożercy
-Właśnie a wiesz czemu nie wolno nam wychodzić stąd do wtorku?- spytała, a jak choć dobrze wiedziałem czemu wolałem się do tego nie przyznawać: -Nie mam pojęcia, ale skoro dyrektor nam zabronił to nie możemy, a właśnie profesor Mcgonnagall po nas przyjdzie. Sami mamy nie wychodzić.
-Skąd o tym wiesz? W liście tego nie było!- ups, chyba parę słów za dużo
-Ach tak, Hmm,,, dyrektor prosił żeby Ci przekazać, rano dostałem list.
-Mogę go zobaczyć? Czy znów na mnie naskoczysz?
-Nie nie możesz, bo to był list do mnie i zawierał informacje , których Ty znać nie możesz-przecież nie przyznam że Śmierciożercy chcą mnie zabić -i nie mam zamiaru już na ciebie wrzeszczeć.
-Nowość- bezczelnie mi przerwała
-I powinienem Cię chyba przeprosić, ale rano nie byłem w dobrym humorze –jakie to dziwne uczucie, za coś przepraszać -ale już mi lepiej, i to dzięki Tobie-
-Nie ma sprawy, nie powinnam Cię tak wypytywać.
-Skoro jest dobrze to co powiesz na partyjkę szachów?- podobno to niezła gra, choć jej nie cierpię
-Nie lubię tej gry, ale raz możemy.
-To zapraszam do mnie. Na jednej partyjce się nie skończyło, lecz potem przypomnieliśmy sobie o tym że musimy porozmawiać z dyrektorem. Zaproponowałem że napisze mu list. Hermiona poszła do siebie, więc w spokoju mogłem napisać Dumbledorowi o wszystkim.
Nie minęło pięć minut a on już pukał do drzwi. Wpuściłem go do środka i od razu wypatełem o szczegóły akcji.
-Dobry wieczór- z pokoju wyszła Hermiona, całe szczęście że dyrektor już skończył
-Witaj Hermiono, i jak Wam się tutaj mieszka?
-Dziękuję, nie jest źle. Ale czemu musimy tu być aż do wtorku?
-Teraz jest to tajemnicą, ale kiedyś powiem Ci czemu tak musiało być, mam nadzieję że to zrozumiesz-popadł w lekką zadumę-ale uwierz mi że tak będzie lepiej, o wiele lepiej dla Was obojga- chyba coś o tym wiem- spuściłem wzrok -Może przejdziemy do pokoju i pokażemy panu plany?- zmieniłem temat na bezpieczniejszy
-Dobrze-zgodził się Dumbledor-a swoją drogą ładnie się tu urządziliście- przeszliśmy do czerwonego i pokazaliśmy dyrektorowi plany.
-No takiego balu jeszcze w Hogwarcie nie było.
-Planujemy aby był to bal maskowy- powiedziałam
-Ze strojami? Bardzo dobry pomysł, na dzisiejszej kolacji ogłoszę kiedy odbędzie się bal, no i oczywiście o obowiązkowym stroju-w jego oczach zamigotały wesołe promyczki.
-Z muzyką mieliśmy pewien problem ale Hermiona wymyśliła genialny sposób, aby jednak było przy czym poszaleć.
-Chętnie wysłucham-dyrektor rozsiadł się na bujanym fotelu, a Miona opowiedziała mu jak podłączyć to całe mp3 by była to głośna muzyka.
-Bardzo, bardzo dobrze, panno Granger, a czy zaklęcie Karstiona nie jest zaklęciem ponadprogramowym?
-Nie wiem szczerze mówiąc przeczytałam o nim w jakiejś książce i postanowiłam spróbować.
-No dobrze na mnie już czas, a Wy bawcie się dobrze i do zobaczenia we wtorek. Pamiętacie o teście z teleportacji?
-Tak-przytaknęliśmy jednocześnie
-Ciekawe o co chodzi z tym wtorkiem-powiedziała zamykając drzwi za Dumbledorem- Ty coś wiesz, prawda?
-Może- tak po porannej awanturze, brakuje mi tylko wieczornej kłótni
-Ale założę się że mi nie powiesz?- stwierdziła
-I tu zgadłaś, z resztą nie ma w tym nic co Ciebie może obchodzić a po drugie to jest na tyle ważne że aż tajne- ewakuowałem się do kuchni, nie zważając na pukanie drzwi[…]
Jak mogłam być tak głupia. Ale gdyby wiedziała, że przeszedł na naszą stronę, że teraz jesteśmy po tej samej stronie, ze musimy współpracować, a nie walczyć. Westchnęłam ciężko i odłożyłam pamiętnik na stół. Zamknęłam oczy i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Na małej, niewygodnej kanapie, spałam tylko kilka godzin. Czułam się jeszcze gorzej, pierwsze co zrobiłam, to nie poszłam do łazienki, nie poszłam czego zjeść, Pierwsze co zrobiłam, to wzięłam jego pamiętnik żeby przeczytać co jeszcze nawyrabiałam, nie będąc świadoma, co ja właściwie robię. Ale to takie trudne!! Przerzucałam kolejne strony, chciałam przeczytać jak opisał nasze spotkanie z jego Ojcem. Może dla tego zachowywali się tak chłodno w stosunku do siebie? Może Lucjusz już wtedy wiedział, że jego syn jest po dobrej stronie? Tysiące pytań kłębiło się w mojej głowie. Nareszcie znalazłam odpowiednią datę:
[…]-Gdzie najpierw?- spytałem kiedy już teleportowaliśmy się na Pokątną
-Może po balony i confetti?
-Dobrze- tylko czekałem na jej wybuch, bo to co wygadywał magDoll, mogło być dla niej straszne. Mi to w sumie wisiało, ale jej zapewne nie. Nie musiałem nawet długo czkać: :- Wiesz co MagDoll rozgadał całej szkole!!??
-Wiem- spokojnie- mówiłem sam do siebie
-I nic sobie z tego nie robisz?? Uhhh…. To Twoja wina!!!!!!- wrzasnęła
-Nie rób widowiska na środku ulicy! A co mam zrobić powiesić się?
-Nie jest to zły pomysł- burknęła
-Może kiedyś skorzystam, a Ty lepiej go zignoruj. Za parę dni znajdzie inne źródło plotek. Zresztą od kiedy słuchasz co inni mówią na Twój temat?- uśmiechnąłem się pod nosem
-Nieważne, ale może masz rację-westchnęła.
Po paru męczących godzinach kupiliśmy wszystko. Szczerze mówiąc nudziłem się
-Jak chcesz to wróć do szkoły-powiedziałam- ja chce kupić jeszcze strój.
-Dobra, ja tez chcę coś sobie kupić więc może spotkamy się za pół godziny przy lodziarni Floriana Fortescue?- zaproponowałem
-Facet na zakupach? –zaśmiała się -Ale po co mamy nosić to ze sobą??- obładowani siatkami nie mieliśmy zbyt wiele wyjść
-Przeniosę to do mojego dormitorium- jedno zaklęcie i po problemie
-No to widzimy się za pól godziny- rozeszliśmy się. Wpadłem do sklepu i odebrałem zamówiony wcześniej strój. Zajęło mi to raptem piętnaście minut. Poszedłem do lodziarni, zająłem nam stolik i wyglądałem przez okno:
-Zająłem nam stolik, do kolacji jeszcze daleko-uśmiechnąłem się do dziewczyny, kiedy już przyszła -jak zakupy?
-Dziękuję udane, strój kompletny-odwzajemniła uśmiech.
-Co państwu podać? -Przy stoliku pojawiła się kelnerka
-Poproszę o gorącą czekoladę z bitą śmietaną-powiedziała zaglądając do MENU.
-Dla mnie to samo. Wiesz to dziwne, wszystkie dziewczyny się odchudzają a Ty nie-zaśmiałem się
-Żaden chłopak nie znosi zakupów a Ty?- uśmiechnęła się po raz kolejny
-Nieprawda-pokręciłem głową-Mark też je lubi[…]
[…]W miłej atmosferze minęła nam prawie godzina. Jednak wszystko wzięło w łeb, kiedy wszedł on. No i co on tu robi?? Nie powinien być w pracy albo z matką w domu? Nie on musi kręcić się po mieście
-Witaj synu- Ojciec stanął przy naszym stoliku
-Witaj Ojcze- wolałem być oficjalny, przecież wie, ze zdradziłem jego Pana.
-Dzień dobry- odezwała się cicho Hermiona, w jej oczach widać było przerażenie
-Panna Granger. Miło mi Cię widzieć.
-Mi również- starała się zachowywać w miarę naturalnie
-Draco, nie powinieneś być w szkole?
-Załatwiamy sprawy ze szkołą związane
-Z nią?- Bezceremonialnie wskazał na Hermionę
-Jak widać, nie wiem, o co Ci chodzi?
-Dostałem ciekawy list od Alexa. Wierz coś o tym?- a więc powiadomił nawet mojego Ojca!! Co za kretyn!!
-Tato, to zwykłe pomówienia, coś sobie ubzdurał. Myślisz, że to prawda?- obróciłem to w kpinę
-Mam nadzieje, że nie splamisz swojej krwi, z byle, kim.
-Bez obaw.
-Przepraszam- uniosła się- nie przeszkadzajcie sobie, przecież ja nie mam uczuć. Do woli dalej, czemu nie padnie słowo „Szlama”. Mi to bez różnicy-tylko nie to!! –miałem ochotę krzyknąć z rozpaczą- myślałam, że jesteś inny, niż twój ojciec – spojrzała mi prosto w oczy- ż e g n a m-wycedziła chwytając swoją kurtkę i wybiegając.
- Oh chyba poczuła się urażona- zaśmiał się Ojciec, a mi po plecach przeszły ciarki
-Muszę już wracać- wstałem z miejsca i kładąc pieniądze na stole- do zobaczenia .
- Uważaj na to co robisz- warknął wychodząc zaraz za mną
-Wiem co robię- byle zachować spokój
-Mam nadzieję- tylko tyle usłyszałem, bo zaraz teleportowałem się do Hogsmede. Miałem zamiar odszukać Hermionę i wszystko jej wyjaśnić, ale mi się to nie udało. Zrezygnowany wróciłem do dormitorium[…]
komentarze [32]Z pamiętnika Draco -częśc III. >> niedziela, 11 listopada 2007 20:09:15
Hejka;*
Najdłuższa notka jaką napisałam;)
Mam nadzieję że się spodoba, czekam na szczerze opinie…
PS: Pamiętnik ma sześc części. Trzy już opublikowałam, więc jeszcze trzy.
buSka;*:*:*
Przerzucałam kolejne kartki nie wieżac w to co czytam. Kolejne wpisy co raz bardziej mnie przygnębiały, bo wychodziło na to że to ja jestem tą bez serca. Dopiero patrząc na wszystko z jego punktu widzenia mogłam zrozumieć jego postępowanie. Od dziecka wymagano od niego potępiania szlam. Przytłoczyło mnie to, bo czułam się winna. On przecież tak się starał, a ja nie potrafiłam tego zrozumieć:
[…] Siedziałem w bibliotece i kułem do zbliżających się co raz szybciej egzaminów, gdy weszła ONA. No i całą naukę diabli wzięli w szczególności że siadła obok mnie. Na niczym nie mogłem się skupić, odłożyłem książkę i wyjrzałem za okno, zrobiło się naprawdę późno, a Pince gdzieś wychodziła. Na całe szczęście jak to stwierdziła „-Panno Granger, panie Malfoy ja muszę wyjść do dyrektora na piętnaście minut, a że mam do Was pełne zaufanie zostawię Was samych, ponieważ myślę że sami dacie sobie radę, przecież jesteście prawie dorośli”. Przekonaliśmy ją że damy sobie radę i wyszła. Czułem że nie byliśmy tam sami. Wziąłem książkę do rąk i nawet jej nie czytałem, rozglądałem się dookoła. Nagle spojrzałem na Hermionę, chyba jednak trochę za długo:
-Malfoy od kiedy czyta się książki do góry nogami-zapytała przesłodzonym głosem
-Co??
-Od kiedy czyta się książki do góry nogami??- powtórzyła, a ja udawałem idiotę;
-Eeeee….no bo ..ja po prostu oglądam ten obrazek i sprawdzam jak będzie wyglądał do góry nogami
-Taa jasne, kłamca.
-A co Ciebie to obchodzi??- musiałem grać zimnego i chamskiego, co wcale nie było przyjemne ani szczególnie proste, bo mi na niej cholernie zależało
-Masz rację nic, a nic.
-Hahahaha- rozległ się czyjś zimny i przerażający śmiech, no dobra, nie do końca przerażający. Tylko Alex tak się śmieje. Nagle na biurku zapaliło się kilka książek, próbowałem to ugasić, drąc się przy okazji na przerażoną dziewczynę żeby mi pomogła. chwilę potem płonęły regały.
-Bardzo ładnie – krzyknął zdradzając swoje położenie
-Wiesz MagDoll nie wiedziałem że jesteś takim idiotą!!- warknąłem w jego stronę
-Draco, jaki Ty jesteś mądry – odwołał zaklęcie
-Ale jak..??.. przecież to niemożliwe- Hermiona była kompletnie zdezorientowana.
-Widzisz Granger- postanowiłem jej to wyjaśnić w dość szorstki sposób -To idiota ale niezupełnie- wskazałem ręką na głupio uśmiechniętego MagDolla.
-Dzięki za komplement Draco -wtrącił się Alex
-Nie przerywaj mi-warknąłem wściekły -nauczył się zaklęcia Kameleona na sobie, i teraz ciągle to wykorzystuje. Jak myślisz w jaki sposób znalazł się wtedy na drzewie?
-Ależ…Ty idioto!! Co narobiłeś?! Podpaliłeś bibliotekę! Kompletnie Ci odbiło-darłą się jak opętana –nie daruję Ci tego!!
-Ale to był dopiero początek - zaśmiał się ironicznie i zniknął.
-O nie znów?!- jęknęła.
-Myślę że lepiej będzie jak tu posprzątamy, może pani Pince nie zorientuje się co tu się stało- starałem się zachować spokój, ale obiecywałem sobie że zrobię z nim porządek, przecież coś mogło się stać!!
-Tak chyba będzie najlepiej-powiedziała bez przekonania.
-O nie mogę!! Szlama i arystokrata będą razem sprzątać. Hahaha. Macie chusteczki bo się wzruszyłem- zakpił MagDoll.
-Zjeżdżaj stąd zanim Ci coś zrobię!- całkowicie straciłem cierpliwość i mocno zacisnąłem pięści.
-No to spadam, ale najpierw się trochę zabawię..
-CO- krzyknęliśmy z Hermioną równocześnie- nie rób tego!!
Ale było już zbyt późno. Buchnął olbrzymi płomień trawiący coraz więcej książek i regałów. Po dziale z książkami to ONMS; transmutacji i Historii Magii już nie co zbierać-sam popiół i strugi wody na podłodze. Nagle rozległ się huk zatrzaskiwanych drzwi.
-Zwiał! Już ja się z nim policzę. Zabiję go, ale będę miał już spokój!! Lepiej zacznijmy to gasić- warknąłem, ale mimo to byłem bezsilny
-Nie wiem co on sobie wyobraża!! Będzie na nas, musimy to zgasić-nie ma innego wyjścia
-Uwierz że ja też nie Powiemy prawdę. Przecież nie jesteśmy nic winni!- starałem się zachować twarz. Gasiliśmy ogień ale było to bezskuteczne. Pół biblioteki zamieniło się już w popiół.
-Draco nie damy rady- jęknęła w pewnym momencie dziewczyna zwracając się do mnie po imieniu. Mało nie krzyknąłem z radości.
-Wiem Hermiono, wiem biegnij po pomoc do dyrektora a ja postaram się to opanować!
Ale było już za późno. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich pani Pince i dyrektor.
-CO TU SIĘ DZIEJE!!
-Pani Pince to nie my, naprawdę - zaczęła nas tłumaczyć
-Proszę się nie martwić-powiedział spokojnie dyrektor i machnął różdżką w skomplikowany sposób. Nagle wszystkie płomienie zgasły a popiół na nowo zamienił się w książki i księgi.
-Panno Granger, panie Malfoy, proszę za mną do mojego gabinetu-twarz Dumbledora jak zwykle była pogodna.-A pani, jeśli łaska proszę pójść po Severusa i Minerwę-oni też powinni być obecni przy tej rozmowie.
-Dobrze dyrektorze-powiedziała i ruszyła w stronę gabinetu opiekunki Gryfindoru. Wyszliśmy z biblioteki: Dumbledor szedł pierwszy nucąc pod nosem jakąś melodię. Parę kroków za nim ramię w ramię szliśmy z Hermioną pogrążeni w ciszy, a wracający z kolacji uczniowie omiatali nas wzorkiem. Część z nich patrzyła z niedowierzaniem ,część z ironią a jeszcze inni mieszaniną rozbawienia i zdziwienia na twarzach. Najbardziej jednak wkurzał mnie wzrok Ślizgonów, zaczynam dostrzegać co to za idioci, nagle Brown zaczęła rozmawiać z Hermioną w ogóle nie zwracając uwagi na mnie i Dumbledora. Widać że była zdenerwowana, no cóż o mnie nawet rodzice się tak nie martwili, kiedy poszła lekko uspokojona przez Hermionę spytałem dziewczynę ;
-Fajnie jest mieć przyjaciół??
-Przecież Ty też masz przyjaciół- odpowiedziała zaskoczona
-Co?? Taa masz rację przyjaciele lecący na moją kasę- stwierdziłem lekko, bo od zawsze o tym wiedziałem.
-No to jesteśmy na miejscu –powiedział Dumbledor gdy stanęliśmy pod posagiem chimery.
-Fasolki wszystkich smaków-powiedział. Gdy weszliśmy odwrócił się do nas i powiedział:
-Gdybyśmy szli tu w innej sprawie na przykład omówić wasze wybitne stopnie powiedziałbym wam że je uwielbiam , ale w tym wypadku niestety nie mogę-uśmiechnął się a w jego niebieskich oczach pojawiły się błyski. Odwrócił się i zaczął iść po krętych schodach a my poszliśmy w jego ślad. Gdy otworzył drzwi swojego gabinetu zobaczyłem Pince nerwowo chodzącą po puchatym dywanie, McGonnagall siedzącą przy biurku i Snapea stojącego przy oknie. Mało nie wybuchnąłem śmiechem
-Wzywał nas pan do siebie, dyrektorze?- spytał Snape lodowatym głosem do którego byłem przyzwyczajony
-Tak Severusie, musimy porozmawiać.
-Priscillo wróć do biblioteki i sprawdź czy już wszystko w porządku.
-Dobrze już idę ale chyba nic gorszego już się niestanie, prawda?- powiedziała Pince i obrzuciła nas pogardliwym spojrzeniem.
-Nie wątpię w to Priscillo- odparł dyrektor.
Bibliotekarka wyszła a profesor McGonagall nie wytrzymała:
-Profesorze dlaczego ściągnął nas pan tu o tak późnej porze?
-No cóż –powiedział i usiadł za biurkiem-musimy poważnie porozmawiać, bo tych dwoje młodych ludzi nieźle narozrabiało.
-Panna Granger i pan Malfoy?? Przecież to niemożliwe – niekryta oburzenia.
-Otóż gdy pani Pince przyszła do mojego gabinetu poinformować mnie o książce która znalazła, a która zawsze mnie interesowała, tych dwoje zostało samych w bibliotece ,a gdy razem już do niej wróciliśmy stała w płomieniach- opowiedział w skrócie Dumbledore.
-No to pięknie, czy to prawda?
-Częściowo tak, ale nie do końca pani profesor- powiedziałam, chcąc jak najszybciej zakończyć tę sprawę
-Może teraz posłuchajmy drugiej strony?- dyrektor uśmiechnął się łagodnie
-Cóż dla mnie sprawa jest jasna-z sarkazmem odezwał się mistrz eliksirów.
-Jak możesz Severusie! Przecież nie wiemy co tam się naprawdę stało!- Mcgonnagall stanęła po naszej stronie
-Ale tylko oni byli wtedy w bibliotece, prawda?
-NIE-krzyknęliśmy jednocześnie.
-Moi drodzy spokojnie- uciszył nas wszystkich dyrektor-posłuchajmy co ma nam do powiedzenia nasza kochana młodzież.
Na przemian opowiedzieliśmy całą historię. Słuchali nas bez wtrącania się, jednak kiedy tylko skończyliśmy Snape powiedział
-Bujna wyobraźnia panny Granger nie zna granic ale że Pan Malfoy dał się w to wciągnąć to jest niedorzeczne- co mnie zdenerwowało, to że zawsze jest po mojej stronie, to rozumiem, w końcu przyjaźni się z moim Ojcem, ale czy zawsze musi być przeciwko Hermionie?
-W nic się nie dałem wciągnąć tak było!- spojrzałem na niego z oburzeniem
-No cóż naprawdę się na was zawiodłem ale po Waszej opowieści to wydaje mi się nawet logiczne. Ale mimo wszystko zostaniecie ukarani- powiedział ze stoickim spokojem dyrektor i wymownie spojrzał na pozostałych nauczycieli..
-Tak uważam że to będzie sprawiedliwe, a Ty co o tym sądzisz Severusie?- powiedziała opiekuna Gryfonów.
-Może i tak Minerwo, szlaban dobrze im zrobił- spojrzał na nas złośliwie.
-Severusie mam lepszy pomysł, nie będzie to zwykły szlaban ,ale coś wyjątkowego- dyrektor znów był pogodny a z jego niebieskich oczu emanowała radość i spokój.
-Czyli co dyrektorze?
-Minerwo jak wiesz dziś mamy 18 listopada a w grudniu trzeba będzie urządzić bal Bożonarodzeniowy i to będzie ich szlaban.
-To znaczy że nie pójdziemy na bal – jęknąłem załamany bo już nie mogłem doczekać się balu
-Tak Draco, nie słyszałeś co powiedział dyrektor?- Snape jak zwykle musiał być ironiczny.
-Nie Severusie pójdą na bal, oczywiście. Ich zadaniem będzie go przygotować. Mają ozdobić salę, przygotować muzykę tylko z naszą drobną pomocą.
-Słucham?? Czy to nie będzie dla nich za trudne??- Hermiona mało nie spadła z krzesła
-Myślę że dacie sobie radę, prawda?
-Tak panie dyrektorze- powiedziała, a ja cieszyłem się jak dziecko
-Podoba mi się pani podejście panno Granger, a teraz proszę wracać do waszych PW już późno prawie 21.
Wyszliśmy z gabinetu. Snape oczywiście musiał zadawać mnóstwo zbędnych pytań, ale perspektywa spędzenia tylu godzin w towarzystwie Hermiony była zbyt piękna, abym mógł się tym przejąć.[...]
Przewróciłam kilka kartek, aż trafiłam na coś co mnie zainteresuje. Ciekawe co on wtedy myślał??...:
[…] Zabini od zawsze miał głupie pomysły, ale ten z podwójną randką to już było przegięcie. Zrobił ze mnie idiotę ale po kolei. Zaciągnął mnie do Hogsmede, na spotkanie z „kimśtam”. Nie miałem ochoty iść ale jak Diabeł się uprze, to koniec..[…]
Cindy udało się namówić mnie na to spotkanie. Gdyby wtedy to wiedziała!! Byłabym inna!! Ale nie ja musiałam być podła:
[…]-Cześć Cindy, to ta twoja koleżanka? Szczerze mówiąc jej nie kojarzę też Gryfonka?- dotarło do mnie z kim ‘umówił” mnie Blaise, ale wolałem grac głupiego
- Za to ja Ciebie kojarzę za dobrze Malfoy-odwróciła się z furią w oczach
-Granger!? Co Ty tu robisz??- mało nie zabiłem przyjaciela
-Przyszłam z przyjaciółką na spotkanie, ale widzę że jest to bez sensu więc zaraz wychodzę.
-Nie Hermi zaczekaj- Cindy próbowała ją zatrzymać
-Słucham?
-Więc znacie się? A Blaisa też znasz?
-Oh znam Malfoya od sześciu lat i od tylu go nienawidzę, a co do Blaisa to jest nawet spoko, jakoś nigdy nie zalazł mi za skórę- zwaliło mnie to z nóg „nienawidzę” brzmiało mi w uszach
-To prawda powiedzmy że Draco i Hermiona nigdy się nie lubili- próbował ratować sytuację Blaise
-Może porozmawiamy, chłopcy usiądźcie.- zaproponowała Cindy, a ja osunąłem się na najbliższe krzesło
-Czemu tak nie lubisz Draco? -przerwała niezręczne milczenie po chwili
-Naprawdę chcesz to wiedzieć? Może zacznę od tego że wiecznie mną pomiatał, uprzykrzał życie mnie Harremu, Ronowi i innym Gryfonom, wyzywał od szlam a teraz na dodatek mam z nim szlaban!!- każde słowo było prawdą, miałem tego świadomość, ale musiałem być twardy.
-Draco to prawda?- pytanie zaskoczyło mnie tak, że nie wiedziałem co powiedzieć
-To było kiedyś, byłem inny, ale to prawda- chciałem by zabrzmiało to jak należy
-Hermi nie wiedziałam, przepraszam- mruknęła.
-Nie trzeba Cindy. Na Ciebie zwrócił uwagę bo jesteś czystej krwi i tyle.
-Ale…on nawet o to nie pytał.
-Wiesz co nie mam ochoty tu być może pójdziemy na zakupy??
-Tak ,to chyba najlepszy pomysł. Ale powiem Ci Draco?? Wydawałeś się miły, ale nikt kto tak postępuje nie może być miły. Wybaczcie.
-Nie ma to jak miłe popołudnie- mruknął Blaise, a ja wolałem siedzieć cicho. Palące poczucie winy dawało o sobie znać.
-Wiesz co Cindy. Może Ty z nimi zostań a ja wrócę?
-Ale czemu??
-Może dla Ciebie będzie miły-westchnęła- wiesz na początku roku przez niego wylądowałam w SS ale parę dni później Draco pobity również tam trafił. Nawet nieźle się dogadywaliśmy-powróciła nadzieja - może on naprawdę się zmienia- spojrzała na mnie.-Ale o czym ja w ogóle mówię? To Malfoy on nie ma uczuć!!- to zabolało. Tak nie było na pewno, może owszem, nie okazuje uczuć, ale na pewno je posiadam.
-Nie jest tak jak mówisz Hermi, ja znam go trochę lepiej, może zostawmy Cindy i Draco samych a my gdzieś chodźmy??- taki układ mi odpowiadał, kiedy oni wyszli szybo pożegnałem się z Cindy i wściekły na siebie wróciłem do zamku.
komentarze [39]Z pamiętnika Draco- część II >> czwartek, 1 listopada 2007 09:49:50
Na chwilę odłożyłam jego dziennik. Powiem szczerze, że się załamałam. Malfoy był tajemniczym. Nie to jakiś cholerny żart. Z dormitorium przywołałam swoją torbę i ruszyłam do Pokoju Życzeń. Miałam pewność, że tam się na nikogo nie natknę, a samotność była tym, czego teraz najbardziej potrzebowałam. Po chwili otworzyłam drzwi do zwykłego pokoju. Nie był specjalnie ładny, ale nie był też brzydki, choć w tej chwili było mi wszystko jedno. Po turecku usiadłam na kanapie i czytałam dalej;
Obudziłem się dość wcześnie(jak na mnie), czyli około 10. Zjadłem kanapki, które leżały obok łóżka i wypiłem przygotowane eliksiry. Nie mogłem się powstrzymać od patrzenia na Granger. Myśli o niej nie dawały mi się skupić na niczym innym. Czułem się podle, bo to jak postępowałem przez pięć lat w stosunku do niej i jej przyjaciół nie należy do zbyt przyjemnych. Dopiero na początku tego roku zrozumiałem swój błąd. Przez mojego Ojca starałem się byś taki jak on. Typowy arystokrata- zimny i wyrachowany, ale kiedy on wpadł i wylądował w Azkabanie, sytuacja ta przestała mi się podobać. Od razu poszedłem do Dumbledora i opowiedziałem mu o wszystkim. Nie wiem, czemu to zrobiłem, poczułem, że tylko on może mi pomóc. Nie chciałem i dalej nie chcę być Śmierciożercą. Zdziwiła mnie reakcja dyrektora. Mogłem spokojnie powiedzieć mu o wszystkich swoich zmartwieniach, a on mnie wysłuchał!! To było, co najmniej dziwne, bo w domu przerwano by mi parę razy, wyśmiano i odesłano na swoje piętro. Tak.. Normalni nastolatkowi mają swoje pokoje, ja mam swoje piętro- trzy pokoje i własna łazienka. Niby luksus, ale może przytłaczać. Ale nieważne, wracając do Skrzydła, siedziałem i się w nią wpatrywałem. Podobała mi się. Tak ja Draco Malfoy przyznaję się to takich rzeczy. Alex i Blaise by mnie wyśmiali. Nagle otworzyła oczy. Chciałem się podnieść i coś powiedzieć. Podniosłem się na łokciach, ale nagle zakręciło mi się w głowie i opadłem na poduszkę. Od razu usłyszałem głos Granger: -Malfoy nic Ci nie jest?????- Krzyknęła przerażona- idę po pomoc.-Chciała mi pomóc? Szybko zgasiłem jej zapał. -Nie, nie trzeba. Zrobiło mi się słabo, nic wielkiego - Odparłem. Granger zrobiła taką dziwną minę. No tak, sam nie poznawałem swojego głosu. -Jesteś pewien?- Spytała. -A, co zakochałaś się we mnie, że tak się o mnie martwisz????- Postanowiłem troszeczkę podenerwować naszą szkolną prymuskę -No, co mowę Ci odebrało Granger????
-JESTEŚ PO PROSTU OKROPNY!!!!!- Krzyknęła - Człowiek się martwi czy tobie nic nie jest a ty z takim tekstem!!- Wyraźnie poczerwieniała na twarzy.
-No aniołkiem to ja nie jestem-odparłem z uśmiechem.-A po za tym żartowałem, chciałem rozładować Twoje zdenerwowanie i chyba mi się udało
-O nie pożałujesz tego!! A masz-powiedziała i rzuciła w moją stronę poduszką. Mimo braku wszystkich sił mój szybki refleks na coś się przydał i w ostatniej chwili uchyliłem się przed pociskiem.
-Skoro tak to wojna na poduszki- Odparowałem od razu.. Rzucaliśmy w siebie poduszkami potem przywoływaliśmy je do siebie różdżkami i znów rzucaliśmy.
Zabawa ta trwałaby jeszcze długo gdyby nagle nie pojawiła się Pani Pomfrey, która przyniosła nam leki. Niestety zauważyła poduszkę leżącą obok mojego łóżka-dla uściślenia poduszkę Granger. Wywiązała się między nami mała dyskusja. Potem Pomfrey przyniosła nam dodatkowe poduszki i każde zajęło się swoimi sprawami właściwie spaliśmy. Nie źle. Ona spała, ja udawałem ze śpię, kiedy Granger się obudziła nie miałem zamiaru otwierać oczy. Nagle wpadł Potter. Czułem na sobie jego niechętne spojrzenie i ich szepty. Poczułem się nieswojo. Nie wiem ile czasu minęło odkąd zamknęły się drzwi za Potter, ale otworzyłem oczy. Udawałem zaspanego, Granger dziwnie mi się przyglądała. Coś chciała o mnie wiedzieć, a ja zamierzałem odpowiedzieć na jej pytanie.
-Pytaj- powiedziałem
-Ale nie wiem, o czym mówisz- wyglądała na nieźle zaskoczoną.
-Ta jasne, pytaj póki mam dobry humor-uśmiechnąłem się do niej.
-No dobra chodzi mi o dwie sprawy. Po pierwsze, kto Cię tak urządził??- Zaśmiałem się w myślach, głośno zaś odpowiedziałem:
-Tego się spodziewałem. Powiedzmy, że ktoś, kogo nie cierpię i on nie cierpi mnie- trochę zawiła sytuacja, ale to nic.
-Malfoy teraz mówisz o połowie szkoły sprecyzuj swoją odpowiedź- uśmiechnęła się ironicznie -powiedz, że to Alex. -Skąd wiedziałaś???- Spytałem z niedowierzaniem, bo wszyscy wiedzieli ze Alex to mój dobry kumpel, a nie jakiś tam wróg. Zresztą naprawdę połowa szkoły mnie nie cierpi? Zabolało. Nigdy nie zależało mi na tym, co myślą sobie o mnie inni, ale żeby było tak źle?? -Hmmmm, na błoniach widziałam waszą kłótnię, słyszałam jak Alex Ci groził, potem Ty groziłeś mi a na końcu wylądowałam w SS. I wszystko jasne- powiedziała, a mi rozjaśniła się cała sytuacja.
-No tak wszystko układa się w logiczną całość. A ta druga sprawa??
-Tej sprawy sama nie potrafiłam rozwiązać- wyglądała na zakłopotaną
-Uuuuuu zacznę się bać. Powiedz wreszcie, co to jest-nalegałem
-No dobra -Zaczęła powoli- powiedz mi, dlaczego jesteś dla mnie taki miły?? - Zaskoczyła mnie i to bardzo. Nawet nie próbowałem tego ukryć. Chciałem obrócić to w żart, ale nie wiedziałem, co odpowiedzieć:
-Sam nie wiem, może po tej niemiłej przygodzie się zmieniłem. Nie mam pojęcia- dla mnie też to było zagadką. Przyznam ze miło się z nią rozmawiało. Kiedy żadne się nie wywyższało było naprawdę fajnie. No cóż, ale i tak przepaść między nami jest ogromna...
Odłożyłam dziennik na stół. Wszystkie wspomnienia we mnie odżyły, było dokładnie tak jak opisywał, ani przez moment wtedy w Skrzydle nie przyszło mi do głowy, co to może oznaczać, a teraz? To niemożliwe prawda dalej uparcie nie chciała wejść mi do głowy. Nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Ze stołu wzięłam filiżankę z zimną już herbatą i upiłam łyk. Nie smakował mi. Zebrałam w sobie wszystkie siły i znów wzięłam się do czytania dziennika Draco. Nie miałam siły czyta go całego, urywki i tak mówiły mi za wiele:
Jak ja nie mogę znieść Parkinson. Przyczepiła się do mnie i mimo że nigdy nie byliśmy razem uważa się nas za parę. To bzdury!! Dziś wpadła do Skrzydła Szpitalnego i zaczęła urządzać te swojej szopki. Te wszystkie „ochy ” i „achy ”. Jak ja tego nie cierpię… Ale udało mi się wkręcić Granger, stała przy oknie i w coś się wpatrywała. Mało nie dostawała zawału gdy złapałem ją za nogę! Ale Potem humor znów mi się zepsuł.. Parkinson i MagDoll coś razem kombinują, a to się zawsze źle kończy… …Jak zawsze afera. Do Granger przyszli Ci jej „znajomi”, i do mnie wpadli kumple. Jak zawsze wywiązała się ostra słowna przepychanka. Potter cholernie działa mi na nerwy, a Granger naprawdę nie zasługuje na tak beznadziejne towarzystwo. A swoją drogą to chyba musze przestać być taki opryskliwy, i zapamiętać że nazywa się Hermiona. Ale wracając do Skrzydła, Pomfrey wywaliła wszystkich (I Bogu dzięki, bo by się tam pozabijali) I dała nam leki. Szybko zasnąłem i szybko się obudziłem. Gran.. Hermiona zacząłem przeglądać książkę którą od niej „pożyczyłem”. Same bzdury…. ...No i jak zawsze musieliśmy się pokłócić. Wszystko przez Pottera i Wealeya, gdyby nie oni, pewnie byśmy normalnie mogli porozmawiać, ale nie. W parszywym nastroju i z cholernymi wyrzutami sumienia usnąłem….
[…]Wypis z SS. Wszystko byłby dobrze, ale muszę wymyślić jak przekonać Hermionę do swojej osoby, a to zapewne nie będzie łatwe. Parkinson przylazła i zaczęły się kłócić z Hermioną. Przysłuchiwałem się temu, ale udawałem że śpię. Wreszcie musiałem się wtrącić. Parkinson zaczęła ryczeć, gadać, że MagDoll zmusił ją do tej rozmowy, że ja niby zakochałem się w Granger.. No to akurat prawda, ale mogła sobie to darować Cały świat nie musi o tym wiedzieć!! To moja prywatna sprawa! Wreszcie Parkinson się zmyła, a niedługo potem Hermiona dostała wypis[…] […]Wpadli Mark i Blaise. Powiedziałem im wszystko od początku do końca[…] Po długiej burzy mózgów wpadliśmy na pomysł[…]Coś w stylu Tajemniczego Wielbiciela[…]Oby się udało!![…]
Przewróciłam parę kartek, bo pamiętnik opisywał jego codzienne problemy i życie. Do tego nie miałam prawa zaglądać, i tak za bardzo wchodzę w jego prywatność, ale to jedyny sposób, zęby dowiedzieć się wielu interesujących faktów na swój temat:
MagDoll przesadził, chciał ją zabić , i to w bardzo wybitny sposób- utopić w jeziorze. Na szczęście Potter i ta jego banda przyszła w odpowiednim momencie. Chyba zacznę się do nich przekonywać .Próbowałem delikatnie upomnieć tego barana, ale nic z tego nie wyszło. No oprócz wielkiej kłótni na pół zamku… […]To już przesada. Najpierw przesadził Alex, teraz Snape. Posadził nas we trójkę: mnie, Hermionę i MagDolla. Jak tak dalej pójdzie, to wszystko wyjdzie na jaw i Hermiona znienawidzi mnie jeszcze bardziej, a swoją drogą ona naprawdę musi mnie nienawidzić. To wyczuwalne i strasznie przygnębiające, ale nie ma co się oszukiwać, sam jestem sobie winny. MagDoll wczuwa się z rolę cholernego arystokraty. Jak sobie pomyślę że ja też się tak kiedyś zachowywałem to jest mi niedobrze. Przecież to takie hmm protensjonale, takie ciągłe wywyższanie się. Straszne[...] […]Wysłała do mnie list. W pierwszej chwili spanikowałem. Chce się spotkać? To niemożliwe, nad odpowiedzią zastanawiałem się długo, ale nikomu o tym nie powiedziałem. Mimo wcześniejszej pomocy kumpli, teraz musze sobie radzić sobie sam[…] […]Przez tę cholerną chorobę, nie mogłem wysyłać jej kwiatów. Grypa- typowo mugolska choroba, epidemią w Hogwarcie. Bajecznie. Blaise oferował swoją pomoc, że to on wyśle kwiaty, ale on też się rozłożył. Nie ma to jak konsekwencja w działaniach[…] […]Noc Duchów, zawsze lubiłem to święto, ale teraz jakby mi obrzydło. To że Dumbledore zrobił koncert, to naprawdę świetnie, w szkole rzadko coś się dzieje, więc to nie lada wydarzenie Ale to co nawyrabiał Mark. Uch…nawet nie wiem od czego zacząć. Poszedł do Hermiony, bo razem chodzą na starożytne runy. Cały czas obserwowałem co on kombinuje, ale nic się nie działo. Wyglądało to tak jakby chciał ją poderwać, myślałem, że podejdę i strzelę mu w twarz. Ale nic złego się nie stało, ale gdyby spojrzenie mogło zabijać mniej…. [..]Dziś Hermiona była świadkiem mojej kłótni z Parkinson. Nie mogę zrozumieć, czemu tak się do mnie przyczepiła, miałem tego dość i zaczęła się scenka, płacz, błaganie, dowody jakiejś chorej miłości, cholery można z nią dostać, nawet jakiś Święty by nie wytrzymał, ale skończyło się obietnicą zemsty i moją bezsilnością i zmęczeniem. Potem jeszcze Hermiona próbowała mnie zdołować, ale teraz bynajmniej wiem co ona czuła, kiedy przez tyle lat to ja ją upokarzałem i dogryzałem, w każdej chwili. czując się jeszcze gorzej niż przed wyjściem na Błonia wróciłem do zamku, by zamknąć się w swoim dormitorium i leczyć się Ognistą Whisky […]
Odłożyłam dziennik na stół. Po moich policzkach toczyły się łzy. Nie mogłam zrozumieć swojej głupoty, tego czemu od razu mi nie powiedział. Z jednej strony, po przeczytaniu tego żałowałam że nie dałam mu szansy, ale z drugiej nadal byłam wściekła…
komentarze [51]Z pamiętnika....- częśc I >> piątek, 19 października 2007 18:48:57
Hejka;*
Dodaję nową notkę, bo akurat mam trochę czasu^^
Liczę że taki styl pisania również się Wam spodoba;)
I jeszcze jedno... Nie mam pojęcia kiedy dodsam nastęny new, może za miesiąc?
Nie wcześniej, liceum jest okropne i muszę kuc;/
mam nadzieję że zrozumiecie;)
Pozrdrawiam :*
Lekko się zestresowałam…CO TO DO DIABŁA JEST? Na pewno nie mój pamiętnik. Wzięłam zeszyt do rąk i uważnie mu się przyjrzałam. Moją uwagę przykuły małe, złote literki w prawym dolnym rogu… Zatkało mnie. „DRACO MALFOY”- głosił napis. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam zeszyt na pierwszej stronie.. Ujrzałam ładne pismo, które znałam już z listów od Tajemniczego. Zastanowiłam się chwilę. Przecież to wchodzenie w czyjąś prywatność. Tak niemożna.. Zaraz.. Zaraz.. Co ja mówię..?! Przecież mogę się przez to dowiedzieć wielu rzeczy.. Ale tak NIE można.. W mojej głowie kłóciły się dwa głosy. Po chwili zastanowienia… TAK.. Zaczęłam czytać małe zgrabne literki:
Mam na imię Draco Malfoy i jestem na 6 roku nauki w szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Od razu ostrzegam, że nie jest to żaden pamiętnik tylko dziennik. A więc co jeszcze mogę o sobie powiedzieć. Mój ojciec… Wysoki, blond włosy szanowany czarodziej. Muszę przyznać zawsze był moim autorytetem. Chciałem tak jak on służyć Czarnemu Panu i w przyszłości nosić na lewym przedramieniu znak Lorda Voldemorta. Chciałem być tak stanowczy jak on, tak silny. Chciałem.. No właśnie chciałem.. Ale już nie chcę. Od jakiegoś czasu patrzę na mojego ojca z obrzydzeniem. Po tym jak trafił do Azkabanu zacząłem się zastanawiać, jak ON wielki Lucjusz Malfoy dał się złapać i czy na pewno chcę być do niego podobny.. Zacząłem nad tym rozmyślać i stwierdziłem, że to po prostu chamski dziad. Od dziecka narzucał mi swoje zdanie, swoje poglądy mówił mi, co mam robić z kim się zadawać.… Miałem tego dosyć, ale byłem w stanie to przeżyć.. Najbardziej żal mi mojej matki. Nie umie okazać miłości do mnie, ale zawsze stawała w mojej obronie, gdy ojciec miał napady furii. Niestety potem jej się za to obrywało. Nie to że nas bił. Nie. Ciągle znęcał się nad nami, ranił nas psychicznie, a to jest o wiele gorsze.. A gdyby tego było mało zdradzał ją na każdym kroku.. Gdy byłem mały nie widziałem tego.. Dopiero później kiedy parę razy przypałem go z jakimś panienkami niewiele starszymi ode mnie. Muszę przyznać,że mama jest dobrą aktorką.. Zawsze udawało, że wszystko jest dobrze . Wiele osób w szkole mi zazdrości… Jestem bogaty.. przystojny… mam szanowanych rodziców. Tym czasem, czasami wolałbym być zwykłym Mugolem.. Wróć.. Przesadziłem.. Nie wolałbym być Mugolem.. Po prostu chciałbym żyć w normalnej rodzinie czarodziei.. Moja matka.. Kocham ją, ale ona ma inne poglądy na życie.. Dla niej liczy się tylko reputacja. Nieważne co by się działo wszyscy wokoło muszą wiedzieć jak nam jest dobrze. Dla mnie też tak było... Może to dlatego jestem taki szorstki dla innych… Musze przyznać, że coś mi po mamie zostało. Obsesyjnie dbam o swoją reputacje w szkole i nie zamierzam na razie zmienić oceny mojej osoby.. Zimny.. Arogancki,…ale zabójczo przystojny.. Tak.. Uwielbiam, gdy w szkole idę korytarzem i słyszeć, „Jaki on słodki” „To Draco.. Uch”. I tak doszedłem do szkoły.. Mam w szkole najlepszych przyjaciół.. Zabiniego, Marka i Alexa. Zawsze trzymamy się razem. Ja, Zabini i Alex jesteśmy, w Slytherinie, natomiast Mark jest w Huffelpuffie .Spędzam z nimi najwięcej mojego czasu. Znamy się od dzieciństwa, razem się wychowaliśmy. No i są jeszcze Crabbe i Goyle. dokładnie Wincent Crabbe' i Gregory Goyle. O nich nie ma co pisać, kupa żywego mięsa, która mnie broni.. Ach... i bym zapomniał. Święta Trójca… Czyli Szlama, Wieprzelej i Bliznowaty. Nienawidzę ich.. Cięgle robią coś dobrego. W sumie to może tak ich nienawidzę, bo są po tamtej stronie, a ja po tej złej. Nie wiem.. Musze przyznać, że w te wakacje zacząłem się starać by być po tej dobrej stronie. Poszedłem, do Dumbledora i wyjaśniłem mu wszystko. Powiedział że jak będę mu potrzebny to da znać.. To by było na tyle………
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Jutro do szkoły…. Tak jest 31 sierpnia, a jutro o tej porze będę już pewnie wygodnie siedział w fotelu u moim dormitorium i gadał z Zabinim o nowym roku szkolnym, dziewczynach i o tym wszystkim o czym gada się z przyjaciółmi.. A co do dzisiejszego dnia… Można powiedzieć, że był do DUPY.. No dobra nie całkiem.. Rano jak zwykle nie było ojca a matka płakała w swoim pokoju.. Ciekawe, co teraz? No cóż.. Byłem tak wkurzony, że nie miałem zamiaru czegokolwiek zjeść.. Mimo iż połowa stołu z pysznymi potrawami już na mnie czekała… Jakoś odechciało mi się jeść.. Włożyłem swój dres i poszedłem biegać. Musiałem jakoś wyładować moją złość.. Biegłem coraz szybciej, a moja cała wściekłość pomału się ulatniała.. Gdy przeszło mi zupełnie zwolniłem do truchtu.. Nagle usłyszałem czyjś krzyk. Zbytnio mnie to nie zdziwiło… Końcu mieszkam na osiedlu wysoko położonych czarodziei. A w skrócie: rodzice nadziani, że aż głowa boli i rozpieszczają swoje puste dzieci jak tylko mogą.. Oczywiście nie wszystkie rodziny działają na tej zasadzie, ale większość. No tak wspomniałam o ludziach wysoko położonych.. I większość z nich służy Czarnemu Panu. Taka dzielnica Śmierciożerców. A krzyki są tu na porządku dziennym. Moje rozmyślenia, a dokładniej wspomnienia zostały przerwane, ponieważ upadłem. Zderzyłem się z kimś. Szybko się podniosłem i otrzepałem.
-Jak ty do cholery łazisz?- i nagle mnie zatkało. Przede mną kucała dziewczyna i zbierała książki, które jej wypadły... Głowę miała spuszczoną w dół, ale jej włosy.. Przed moimi oczami widniała dobrze znana mi szopa brązowych włosów. Może szopa to było określenie, które pasowało do niej kiedyś.. Teraz loki lekko się wyprostowały .Zaraz... To nie może być ona.. Ale spojrzałem w dół.. No tak to MUSI być ona.. Dziewczyna miała przy sobie chyba z dziesięć książek- Granger? JAK łazisz ty szlamo? I co ty tu w ogóle robisz?
-Przepraszam.. ale nie wiem o czym mówisz.. – Dziewczyna wyprostowała się.. Obciągnęła lekko dżinsową spódnice. -Zaraz- to NIE Granger!!
-Oh.. Przepraszam.. – Pomogłem jej wstać i uśmiechnęłam się szarmancko.. Musze przyznać że była nawet ładna
-A, co to jest Granger?- Zapytała nieznajoma
-CO to trafne określenie.. Ale nie mówmy o tym.. Skupmy się lepiej na tobie.. Jak masz na imię?
-Sam.. A dokładnie Samanta Brown. – Brown.. Znane nazwisko Śmierciożerców.. No to nieźle się zapowiada..
-A ty? Nie wspomniałeś jak się nazywasz..
-Oh.. No tak.. Nazywam się Draco Malfoy.. Masz chwilę wolnego czasu. Tu niedaleko jest taka mała przytulna kawiarnia.. Dasz się zaprosić?
-Chętnie.
I tak spędziliśmy całą godzinę gadając o wszystkim i o niczym.. Ja bardziej skupiłem się na tym „wszystkim”.
-A, więc.. Jutro do szkoły..
-Niestety.. Mam dość.. Jeszcze ma podobno dojść jakiś nowy przedmiot. Dosłownie można się powiesić.
-Tak ministerstwo jest nieznośne.. Ciągle tylko kombinują, aby nam utrudnić życie.. Słyszałem od ojca, że ma to być podobno coś typu zajęcia fizyczne..
-Nie gadaj. Nie macie w szkole WF-u?
-Yyyy.. Nie? Czy to, aż takie dziwne?- Spytałem, gdy dziewczyna zaczęła chichotać.. Nagle coś mnie zaczęło uwierać.. Ach. Różdżka.. Wyjąłem ją na stół..
-Po, co ci ten patyk?
-Jak to, po co?. TO przecież różdżka – powiedziałem lekko zdziwiony.. W co ona zagrywa?
-Tak czarodziejska tak? Co robi czar- mar? Zabawny jesteś.. – Chwyciła „patyk” w jedną rękę.. Zrobiła dziwną minę – Czar- Mary… Chokus- pokus.. Abra- kadabra.. Bęc..- I skierowała różdżką w moją stronę..- Niestety nie działa.. Musze przyznać musiałeś się natrudzić, aby coś takiego wyrzeźbić.. Zawsze tak podrywasz laski? Musze przyznać, że dość nietypowe.. Ale rozumiem..
-Bardzo zabawne.. Przecież wiesz, że trzeba użyć zaklęcia, a nie tych mugolskich bajeczek…- coraz mniej mi się to podobało
-Nie wiem, co to znaczy mugo.. Coś tam.. Ale to nic.. To może zademonstrujmy, jakie ty znasz zaklęcia.. Umiesz wyczarować mi kwiaty?
-Przecież to dziecinnie proste.. Każdy pierwszak to potrafi..
-Skoro tak. To udowodnij Czarusiu..
-Flowersthocitthi i w mojej ręce znalazł się bukiet czerwonych róż..
-No dobra.. Gadaj jak to zrobiłeś..?
-Nie znasz tego zaklęcia.. Boże to, do jakiej ty szkoły musisz chodzić. U nas w Hogwarcie to jest na pierwszym roku..
-YY. Ja chodzę, do Princeton
-Zaraz.. Nie znam takiej… Chwila to MUGOLSKI akademik… O mój Boże. Musze lecieć..
-Zaraz powiedziałam coś nie tak?
-Nie.. Nie o to chodzi.. Sory, ale jestem spóźniony..
Dalej nie chciało mi się czytać. Nieźle wkopał, ale ma za swoje. Przewróciłam parę kartek-pierwszy września. Doszłam do uczty..
… W końcu skończyła się ceremonia przydziału i na stole pyszniły się przeróżne potrawy.. Zabrałem się za jedzenia, ale moja uwagę przykuły czyjeś brązowe włosy.. A więc Samanta ze mnie zażartowała.. Oj nie ujdzie jej to na sucho.. Pewnie, dlatego kłamała, że jest z Princeton by nie mówić, że jest z Gryfindoru. No odwróć się.. Odwróć się..
-Ej DRACO?- Usłyszałem głos Blaisa
-Hmm- mruknąłem nie odrywając wzroku z brązowowłosej piękności.. Odwróć się.- myślałem- odwróć się.. Proszę..
-Dlaczego gapisz się na…. – w tym momencie osoba, o której myślałem przez ostatnie kilka minut odwróciła się.. Nareszcie- pomyślałem.. Ale moje szczęście zaraz się ulotniło..
-Granger- Zabini dokończył
-Yy- Granger.. Tylko nie to.. Niech to szlag! – Wydaje ci się.. Zamyśliłem się..
-A, o czym?
Reszta już mnie nie interesowała.. A więc to on się wtedy na mnie gapił. Wiedziałam, że czułam czyjeś spojrzenie.. Najwyraźniej rzeczywiście mogę dowiedzieć się ciekawych rzeczy.. Przewinęłam kilka kartek.. I zatrzymałam się na słowach „.Wylądowałem w Skrzydle Szpitalnym..” Zaraz... zaraz.. Przecież Malfoy nie pisał pamiętnika w SS. Widziałabym to..!! Ale nie powinnaś- mówił jeden głosik.. Ale OCZYWIŚCIE, ze powinnaś.. – Zrób to. Ciekawość znowu zwyciężyła.. Zaczęłam czytać:
Jest godzina 23.06. Pisze tak późno, ponieważ Granger nie może zauważyć tego, że pisze.. Oh wiesz, o co chodzi a więc dzisiaj…Dzisiaj trafiłem do SS… Jak już mówiłem Alex od jakiegoś czasu mnie denerwował i się po prostu z nim pobiłem.. Niestety on miał przy sobie różdżkę, a ja nie…Dalej oczywiście można się domyślić ..Ale nie to jest najlepsze.. Po jakimś tam czasie, gdy byłem nieprzytomny- musiałem się obudzić.. No i tak otwieram, lekko obolałe oczy, a tu nagle Granger pod moim łóżkiem.. No ja wiedziałem, że na mnie leci.. Ale, żeby zakradać się pod moje łóżko?? Potem postrzegłem, że jej koszula przyczepiła się do gwoździa wystającego z mojego łóżka.. Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
-O, Granger, co ty tu robisz? – Powiedziałem z krzywym uśmiechem.
-… A co cię to obchodzi, Malfoy- odparła szybko
-No wiesz, budzę się w SS a ty siedzisz pod moim łóżkiem, mam chyba prawo wyjaśnień- powiedziałem z dość przesadnie słodziutkim głosem.
-Coś mi spadło. – Oznajmiła
-I akurat leży pod moim łóżkiem??
-Poleciało w tą stronę..
-Hm, rozumiem.- Zacząłem.. Oj Granger nie umiesz kłamać- przebiegło mi przez myśl.. i pytałem dalej- A cóż to takiego??
-Co??
-No to, czego szukasz.. Ty naprawdę jesteś taka głupia czy tylko udajesz??
-Och, zamknij się Malfoy- powiedziała dość szorstko
-Czy coś jeszcze cię do mnie sprowadza?? –Podniosłem się trochę i nagle w okolicach żebra przeszedł mnie straszliwy ból.. Nie dałem jednak po sobie zbytnio tego poznać.. I nagle zauważyłem, że koszula nocna naszej „kochanej” szlamy zaczepiła się o gwóźdź wystający z mojego łóżka. Czy tej szkoły naprawdę nie stać na normalny sprzęt?! - Pomóc ci?
-CO? Ja nie potrzebuje żadnej pomocy!! – Zaczęła krzyczeć
-Granger, uspokój się, bo jeszcze mi coś zrobisz!! A pytałem się czy nie pomóc ci odczepić twojej piżamki?! – Znów głupkowaty uśmiech.
-Nie potrzebuje niczyjej pomocy! Zwłaszcza twojej!! – Zaczęła szarpać piżamę, ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Mógłbym to olać, ale chciałem się trochę podroczyć. W sumie to tak fajnie się nią denerwowało. Co ja mówię!? -A może jednak??... Nie odpowiedziała tylko dalej siłowała się ze swoim problemem..
Nagle usłyszałem, że pani Pomfrey zbliża się do drzwi SS. Nie czekając na jej odpowiedź zacząłem szarpać za gwóźdź. W tym momencie drzwi otworzyły się. Popchnąłem ją w stronę jej łóżka, tak, że wylądowała na zimnej posadce.
-A gdzie jest panna Granger?!- Zapytała mnie pielęgniarka
-Szuka czegoś. O tam chyba spadł jej wisiorek. – Spojrzała na niego pytająco, puściłem mi oczko, w, nadziei, że zrozumie, o co mi chodzi. -Tylko, po co pomagasz tej szlamie- zagościł głosik w mojej głowie.. Odrzuciłem natłok myśli. Zauważyłem jak Granger zdejmuje wisiorek, kładzie go pod łóżko. Chwile potem podchodzi do niej pani Pomfrey… Hermiona wstaje ze złotym wisiorkiem w garści
-Dziecko z powrotem do łóżka. Przecież wiesz, ze nie możesz się męczyć. Gdy odeszła wziąłem do ręki kartkę papieru nabazgrałem: I co, trzeba było pozwolić sobie pomóc., Złożyłem w samolocik i rzuciłem to w jej łóżko. Potem szybko wziąłem pierwszą lepszą książkę i zacząłem udawać, że czytam. Po ok. 10 minutach spojrzałem na jej lóżko. Ciągle dręczyły mnie pytania:, Dlaczego jej pomogłem? Dlaczego to zrobiłem? Ale najbardziej zastanawia mnie jedno, :Dlaczego pomyślałem, że jest ładna?! Po jakieś godzinie błądzenia po moich myślach – usnąłem.
A to ciekawe! Dobrze pamiętam tę historię. Rzeczywiście mi wtedy pomógł. Gdyby nie ten wisiorek, który o dziwo do tej pory noszę, miałabym problem. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. I tak by było, gdyby nie… gdyby Draco mi nie pomógł- pod powiekami poczułam palące łzy, zamknęłam dziennik i pozwoliłam łzom popłynąć po policzkach.
komentarze [64]Walentynki >> piątek, 5 października 2007 20:13:50
Hejka;*
Nowa notka;)
Mam nadzieję że się spodoba;D
Taki mały wstępik - jak wiecie los jest przewrotny^^
zapraszam do czytania i komentowania....
Zrobiło mi się gorąco. Bo on? Nie to niemożliwe?! Nie wiedziałam co zrobić, jedna część mnie chciała zostać i poznać prawdę, a druga chciała jak najszybciej stamtąd uciec i o wszystkim zapomnieć. Alex MagDoll? Ślizgon czystej krwi, który nienawidzi mnie i którego ja tak nienawidzę? To jest niemożliwe. On czystej krwi, ja córka zwykłych Mugoli. Nie wiedziałam co powiedzieć, bo nic nie przychodziło mi do głowy. Niby taka mądra- przemknęło mi przez myśl, ale wiedza książkowa nie umywa się do takich sytuacji. No bo co by tu zrobić? Wiem jak się obronić, zaatakować, ale co teraz..?! Brak pomysłu, kompletna pusta w głowie. Stałam jak skamieniała , a Alex podszedł do mnie ze złośliwym uśmiechem.
-Cześć- padło z jego ust, wykrzywionych w ironicznym uśmiechu.
-MagDoll-wyszeptałam, bo strasznie zaschło mi w gardle.
-źle -powiedział kręcąc głową- dla Ciebie- zrobił krótką przerwę- Pan MagDoll szlamo!- ironia nie opuszczała go ani na chwilę- nieźle namieszałaś i to Ci na sucho nie ujdzie Szlamciu, oj nie…
-Ale o czym Ty mówisz?- byłam na równi wściekła co i zdziwiona. Odpowiedział mi głośny śmiech.
-Niby taka inteligentna-prychnął- Smok nigdy nie będzie z Tobą! Nie jesteś go warta-warknął. Znów ten Smok. Ale kto to jest?? Zastanawiałam się nerwowo- ta cała szopka, listy, kwiaty-kontynuował- nie należało i nie należy Ci się to.
-Posłuchaj-zaczęłam spokojnie-nie wiem o co Ci chodzi i nie mam pojęcia kim jest smok, to jakieś chore nieporozumienie.
-Wszystko się zgadza- ironizował- a kim jest Smok? Kimś o kim możesz jedynie pomarzyć. Zresztą sama zobaczysz.
- A więc co Ty tu robisz?
-Och nie mogę by w dwóch miejscach jednocześnie, wiec Smoka zatrzymują MOI przyjaciele, a ja ostrzegam Ciebie.
-Teraz to już nic nie rozumiem- byłam kompletnie nie zdolna do jakichkolwiek. dyskusji. Wszystko docierało do mnie jakby z za mgły. Nie miałam pojęcia co się tu dzieje. Zapowiadał się taki miły dzień.
-Tyle razy Cię ostrzegałem, mówiłem żebyś zostawiła go w spokoju, ale co? Do Ciebie to nie dociera, prawda?- zamilkł na chwilę, a ja z niecierpliwością czekałam na ciąg dalszy, choć czułam że będzie inny niż się spodziewałam. No cóż nie pomyliłam się -Idź stad, a wszystko będzie dobrze-padła propozycja- Smok pomyśli że go olałaś i niedługo zapomni, a Ty dalej będziesz żyć w swoim Szlamowatym świecie. Czyż to nie jest uczciwy układ?? -powiedział pretensjonalnym tonem.
-Nie, nie wydaje mi się-powiedziałam kiedy wściekłość wzięła nade mną górę, starałam się zachować spokój, ale w takiej sytuacji było to prawie niemożliwe, wróć, to w ogóle nie było możliwe.
-Decyzja należy do Ciebie-warknął mijając mnie- jesteś na straconej pozycji Szlamo. Nigdy nie wygrasz, choćby Zabini Ci pomagał!- trzasnęły drzwi.
Wzdrygnęłam się. O kim mówił MagDoll? Kim jest cały ten Smok? Smok jest Tajemniczym tyle już wiem. Czyli w sumie…niewiele wiem. Już nie raz o nim słyszałam, ale kim on jest? Alex mówił, że zatrzymują go jacyś jego koledzy. Więc najprawdopodobniej to Ślizgon, ale to z kolei niemożliwe. Oni tam wszyscy mają świra, na punkcie czystej krwi, a ja najzwyczajniej jestem szlamą. No ale przecież na balu było naprawdę bosko, choć nie znałam go. Zresztą ten głos, nigdy wcześniej, ani nigdy potem go nie słyszałam. Najwyraźniej była to modyfikacja- zaklęcie zmieniające głos. Blaise też kiedyś wspominał coś o Smok, ale mówił że poznam go w odpowiednim czasie. Jak dla mnie to wszystko jest zbyt trudne. Siadłam na krześle i wpatrywałam się w okno. Chciałam myśleć pozytywnie, ale to co powiedział MagDoll nie dawało mi spokoju. Siedziałam zamyślona, nawet nie usłyszałam że ktoś wszedł do Wrzeszczącej Chaty. Zorientowałam się dopiero, kiedy czyjeś ręce zasłoniły mi oczy. Poczułam się hmm…dziwnie. Czułam ze to ON. Nie wiem czemu, ale byłam tego pewna.
-Zgadnij kto- usłyszałam cichy szept tuż nad swoim uchem.
W pierwszej chwili nie wiedziałam co powiedzieć i zrobić, dopiero po chwili doszedł do mnie głos. TEN głos. Znałam go ale nie potrafiłam skojarzyć. Olśnienie nastąpiło dopiero po kilku sekundach milczenia.
-Draco Malfoy- warknęłam- Co TY TU robisz??!!
-Umówiłem się tu z Tobą- mówił zupełnie nie zrażony moim krzykiem, wreszcie odsłonił mi oczy. Teraz nie miałam już wątpliwości, to był Malfoy. Szybko poderwałam się z krzesła i chciałam Wyjść z Wrzeszącej Chaty- Proszę poczekaj, daj mi wszystko wyjaśnić.
-Nie- warknęłam- to był chory żart? Twój i MagDolla?? Zrobić idiotkę za Szlamy? –starałam się nie krzyczeć , co średnio mi wychodziło-Udało się Wam! Tarzam się ze śmiechu!!
-To nie tak- pośpieszył z wyjaśnieniami. W jego głosie wyczuwalna była prośba, ale w tej chwili to się dla mnie nie liczyło.- Alex od początku próbował mnie powstrzymać – zaczął, ale nie dałam mu skończyć:
-A więc to ty jesteś tym całym Smokiem? Spytałam opanowując napływające do oczu łzy. Nawet nie wiem czemu, ale miałam ogromną ochotę się rozpłakać.
-Zgadza się-powiedział cicho-ale to nie tak jak myślisz! To co pisałem to wszystko prawda, wiem, że to wygląda całkiem inaczej, ale zrozum mnie- posłał mi błagalne spojrzenie- wiem że nic nie jest w stanie usprawiedliwić mojego wcześniejszego zachowania, ale to minęło i więcej się nie powtórzy.
-A skąd ja mogę to mogę wiedzieć?- wypaliłam
-Posłuchaj mógłbym Cię okłamywać tak jak to było w przypadku balu, ale po co ta cała szopka? Nie chcę okłamywać nikogo a w szczególności Ciebie. Gdy nie wiedziałaś kim jestem wydawałaś się szczęśliwa- powiedział z lekką nadzieją, a ja zachwiałam się na nogach. Byłam wtedy strasznie szczęśliwa, przypomniałam sobie te wszystkie uczucie które targały mną na balu od lekkiego przerażenia, do zakochania. Choć czy to było zakochanie?! Teraz to już nie mam pojęcia, kochałam tego chłopaka z którym byłam na balu, z którym pisałam listy, ale nie Malfoya. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, najchętniej usiadłabym na podłodze i zaczęłabym płakać, ale to teraz nie wchodzi w grę. Starałam się być silna i nie okazywać uczuć, musiałam być obojętna.- wiem że nic nie jest w stanie mnie usprawiedliwić, ale proszę tylko o jedną szansę….
-Szansę?- zapytałam z lekkim niedowierzaniem w to co usłyszałam-SZANSĘ??!!- krzyknęłam gdy dotarło do mnie co powiedział.
-Domyślam się jak to wygląda, ale mi naprawdę na Tobie zależy, Hermino proszę….
-Dobry z Ciebie aktor- straciłam nad sobą kontrolę- jak Ty w ogóle śmiesz?! Długo zajęło przygotowanie Ci całego tego pokazu? MagDoll czeka po drzwiami, tak? Ciekawe kto wyreżyserował ten jakże ciekawy spektakl!!- zbliżyłam się do niego- dostaniesz szansę, ale po moim trupie!!- wybiegłam stamtąd jak najszybciej potrafiłam. Wszystko docierało do mnie w zwolnionym tempie. Dopiero chłodne powietrze przywróciło mnie do dawnego stanu. Szybkim krokiem przemierzałam zaśnieżone dróżki byle jak najszybciej dostać się do Hogsmede. Widziałam jego oczy. Pierwszy raz tak okropnie się poczułam- tak okropnie, do niczego. Wychodząc spojrzałam mu w oczy i … to był mój błąd. To spojrzenie będzie mnie prześladować, takie błagalne. Czułam się jakbym złamała mu serce, ale przecież tak nie było!! Na pewno nie. Tak nie mogło być! Odrzuciłam od siebie te myśli i już spokojnie weszłam do miasteczka. Wszędzie pary. Dosłownie! Spojrzysz w prawo-para, w lewo-para, wszędzie!! A to tylko pogorszyło mój i tak już paskudny humor. Nawet nie zwidziało mnie to że spotkałam Harego i Ginny, za to w lekki szok wprowadził mnie fakt, że Parkinson nie czekała na Malfoya, ale na Alexa! Teraz siedzieli sobie w jakieś kawiarence, oczywiście przy samym oknie. Jak tylko go zobaczyłam poczułam ochotę zrobieniami mu czegoś, tyle że niekoniecznie przy tylu ludziach. Obrzuciłam go pełnym nienawiści spojrzeniem, ale swoją drogą on ma podzielną uwagę. Niby siedzi tam i słucha ciągle mówiącej Parkinson, ale obserwuje też wszystkich na zewnątrz. Domyślam się czego, a raczej kogo tam szukał. Mnie. Z wysoko podniesioną głową przeszłam obok niego. Musiał się wkurzyć, ale nie wyszedł ze środka. Parkinson musiała go zaabsorbować do końca. Coś nieprawdopodobnego, niby tak zakochana w Malfoyu, a tu proszę. Umawia się z MagDollem. Taka tylko liczy na korzyści z takiego życia, a ja ciągle mam pod górkę. Wszystko idzie na odwrót, jak bym tego chciała. Ale taki chyba już mój los. Najpierw ta cała awantura, potem to. A Malfoy zawsze stoi z boku i wszystko obserwuje. Czemu wcześniej na to nie wpadłam?? Zapewne Blaise też jest w to zamieszany. Założę się że zaprzyjaźnił się ze mną, tylko dlatego że Malfoy mu kazał. Sprawdzał co myślę o Tajemniczym i czy nie ma nikogo innego. Teraz układałoby się to wszystko w logiczną całość! Przecież w Wieży Zachodniej mówili że są przyjaciółmi. Załamana już miałam wchodzić do zamku kiedy coś, a raczej ktoś przykuł moja uwagę. Za zgiełkiem miasteczka usłyszałam czyjś śmiech, to właśnie on przykuł moją uwagę. Na ławeczkach zauważyłam dwie postacie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, ze jedną z nich była Lav. To właśnie jej śmiech. Wiedziałam że skądś go znam! To jeszcze mnie nie zdziwiło, bo w sumie są Walentynki, a ona się z kimś umówiła. Z kimś, no właśnie. Nie zgadniecie. Z RONEM!! Nie wiem jak ona mogła, ale to nie moja sprawa, ja się już w nic nie mieszam. Nie dość że w moim życiu nic nie wychodzi, to jeszcze mam się mieszać w sprawy innych? Na pewno nie. Niech robi co chce- myślałam wchodząc do zamku. Przemierzałam puste korytarze, żeby jak najszybciej znaleźć się przy portrecie Grubej Damy. Już samo hasło(„Walentynkowe miłości”) wprawiło mnie w jakąś dziwną nostalgię. Nie zwracałam uwagi na ludzi siedzących w PW. Z różnych powodów, całujące się pary, samotne dziewczyny z zapuchniętymi od płaczu oczami. Nic mnie to nie obchodziło, choć jak po moich policzkach toczą się powoli słone łzy… Dopiero teraz zrozumiałam prawdę, wpadłam do dormitorium i ze szlochem rzuciłam się na łóżku. Dopiero po chwili stwierdziłam ze muszę coś zrobić. Muszę zapomnieć o Tajemniczym. Ale od czego zacząć. Od pamiętnika- to jasne. Muszę wyrwać te wszystkie strony na których są nawet najmniejsze o nim wzmianki. Przywołałam swój pamiętnik, ocierając łzy. Ale chwileczkę…!! Co to jest do cholery?? Bo na pewno nie mój pamiętnik!!!!!!!
komentarze [98]